Recenzja gry "Vanquish" (PS3)

Autor: Radosiewka
Korekta: Bartosz "Grish" Wojnicki
3 listopada 2010

Ocena ogólna: 8.5/10

Shinji Mikami to jeden z najbardziej znanych twórców gier wideo. To właśnie on jest twórcą serii Resident Evil oraz jednym ze współzałożycieli studia Platinum Games. Ta japońska firma, jako jedna z niewielu, osiągnęła spory sukces i uznanie na Zachodzie. Bayonetta, ich pierwsza produkcja na konsole nowej generacji, zdołała zachować specyficzny klimat produkcji z Kraju Kwitnącej Wiśni i otrzymać wysokie noty od recenzentów. Niestety, nie okazała się sukcesem finansowym. Jak będzie z ich najnowszą produkcją, Vanquishem? Czy ten shooter, rozgrywany z perspektywy trzeciej osoby, zdoła zainteresować Europejczyków i Amerykanów?

Fabuła w tym tytule science-fiction ma naprawdę duży potencjał, niestety – niewykorzystany.  W nieokreślonej przyszłości, świat pogrążył się w wojnie i walce o dostęp do zasobów wody pitnej, pożywienia i energii. A wszystko to z powodu przeludnienia naszej planety. Stany Zjednoczone, w poszukiwaniu rozwiązania tego dość poważnego problemu, postanowiły obrać kierunek w stronę gwiazd. Tak oto powstał cud techniki przyszłości – stacja kosmiczna „Providence”. Jedną z niewielu niespodzianek, jakie oferuje nam fabuła jest taka, że naszymi przeciwnikami nie będą kosmici, a Rosjanie. Victor Zaitsev, ich przywódca, nie bawi się w dyplomację i demonstruje siłę swojego państwa poprzez zniszczenie San Francisco. Ten sam los czeka Nowy Jork, jeśli pani prezydent Stanów Zjednoczonych nie ogłosi kapitulacji. Bohaterowie drugoplanowi, tacy jak np. nasza opiekunka podczas misji – Elena Ivanova czy też towarzysz  broni, Robert Burns, są przedstawieni bardzo pobieżnie. Nie pomagają w tym tragicznie napisane dialogi. Scenarzyści silili się na dodanie jak największej ilości humoru, nawet pewnej dozy sarkazmu, ale przez to nie wnoszą one nic do fabuły. Informacje o sytuacji w świecie gry dostarczają ekrany ładowania, gdzie możemy poczytać o historii stacji kosmicznej lub przeszłości Ziemi. A właściwie nie tyle możemy, co moglibyśmy, gdyby loadingi nie kończyły się po kilku sekundach. Szkoda, że twórcy nie zaserwowali nam jakiegoś leksykonu świata. Potencjał intrygi politycznej jest więc dość duży, niestety, z powodu sposobu narracji i dialogów, nie wykorzystany odpowiednio.

Głównym bohaterem Vanquisha jest były futbolista, Sam Gaiden. Ten 36-letni palacz jest poważnym konkurentem Snake’a jeśli chodzi o nikotynowy nałóg. Oficjalnie jego zadaniem jest przetestowanie Augmented Reaction Suit (ARS), czyli prawdopodobnie najlepiej wyglądającego w historii gier komputerowych kombinezonu bojowego. Został on opracowany przez tajemniczą organizację DARPA i posiada wiele przydatnych funkcji. Gracz może więc szybko „ślizgać” się po terenie, spowalniać czas podczas przewrotów oraz korzystać z wielu broni, które powiązane są właśnie z uniformem naszego protagonisty. Jednakże, gdybyśmy mieli ciągły, nieograniczony dostęp do wszystkich tych umiejętności, rozgrywka byłaby niezbalansowana. Platinum Games wprowadziło zatem system przegrzewania się naszego stroju. Musimy cały czas bacznie obserwować odpowiedni pasek, aby panować nad sytuacją na polu bitwy.

Jeśli miałabym w jednym słowie określić tę grę, użyłabym wyrazu „akcja”. W tak dynamiczny tytuł nie grałam już od dłuższego czasu. Po krótkim, ale przydatnym samouczku (można go częściowo pominąć, a grając ponownie, zrezygnować z niego w ogóle) wkraczamy w sam środek walk. Sterowanie jest bardzo intuicyjne i po kilku etapach (podzielonych na 5 aktów), szybko odnajdziemy się w sposobie prowadzenia rozgrywki. Twórcy podkreślają, że starali się oddać w nasze ręce produkt, w którym zwykłe chowanie się za osłonami i strzelanie tylko podczas wychylania się zza nich nie będzie wystarczające. Siłą rzeczy bezmyślne parcie na przód w stylu Rambo także bardzo szybko kończy się śmiercią. Odpowiednie użycie ślizgów i spowolnienia czasu to podstawa. Pomimo pozornego podobieństwa do Gears of War, Vanquish nie jest zwykłą kopią przygód Marcusa. Posiada własny, specyficzny klimat, świetnie wyglądający kostium bohatera (nawet podczas przewrotów, niektóre elementy przemieszczają się) i interesujący system ulepszania broni.

Do destrukcji użyjemy karabinu maszynowego, snajperki, specjalnego lasera, wyrzutni rakiet i paru innych przedmiotów. Ich ilość jest wystarczająca, a gracz w każdej chwili może nieść 3 dowolne narzędzia zniszczenia. Doskonalić je możemy poprzez zbieranie wyskakujących co pewien czas modernizacji oraz podnoszenie dodatkowej amunicji. W nagłych przypadkach możemy skorzystać z walki wręcz – w zależności od tego, jaką broń aktualnie trzymamy, wykonamy inny cios. Są one efektowne i efektywne zarazem, ale od razu przegrzewają nasz kombinezon. W przypadku, gdy otacza nas wielu przeciwników stajemy się łatwym celem. Walczymy głównie z wszelkiego rodzaju robotami. Wymaga to zastosowania różnych taktyk walki, ale starcia z nimi to nic w porównaniu do walki z bossami. Są oni ogromnych rozmiarów i mają kilka typów ataku – aż po promień energii, który zabija nas od razu. Starcia z nimi to niezłe wyzwanie, a ich pokonanie przynosi dużo satysfakcji.

Poziomy w Vanquishu nie są zaprojektowane tylko i wyłącznie jako wąskie korytarze. Często mamy możliwość oflankowania przeciwnika. Wielkie brawa należą się osobom odpowiedzialnymi za tła – robią one bardzo dobre wrażenie i ogląda się je z przyjemnością. Grafika stoi na bardzo wysokim poziomie i skutecznie zaprzecza stwierdzeniu, że Japończycy nie umieją stworzyć odpowiedniej oprawy graficznej na PS3 czy X360. Najlepszy przykład kunsztu Platinum Games to jazda na specjalnej platformie podczas drugiego aktu. Tak świetnej animacji, dużej liczby szczegółów i pomysłu na środowisko dawno nie widziałam. Ruchy Gaidena zostały pieczołowicie opracowane i wypadają całkiem naturalnie, pomimo faktu, że nasz podopieczny porusza się nadnaturalnie zwinnie w takim kostiumie. Modele głównych bohaterów zostały dobrze wykonane, mimika ich twarzy, gesty nie budzą żadnych zastrzeżeń. Podobnie dobrze wypada voice-acting. Głosu Samowi użyczył Gideon Emery, które mogliśmy usłyszeć między innymi w Tekkenie 6, Mass Effect, God of War III oraz Dragon Age: Origins. Jest to jego debiut w postaci najważniejszego głosu w grze. Muzyka techno doskonale wpisuje się w klimat rozgrywki, ale nie zwracamy na nią zbyt dużej uwagi. Po prostu nie ma na to czasu.

Zapewne zastanawiacie się, jaka jest najpoważniejsza wada tego tytułu, która nie pozwala dać mu jeszcze wyższej oceny. Jest to długość kampanii – zaledwie 5 aktów, które przy pierwszym podejściu można ukończyć w jakiejś 6 godzin (gra zbiera statystyki, które możemy potem przeglądać i analizować). W ten czas nie wliczają się cut-scenki, ale to i tak zbyt mało. Grając ponownie, spokojnie zejdziemy do pułapu 4 godzin. Oczywiście możemy zbierać porozrzucane po poziomach złote statuetki (nie daje nam to żadnych bonusów) oraz zdobywać trofea/osiągnięcia, ale nic poza tym. Na domiar złego, nie mamy trybu dla wielu graczy, ani nawet kooperacji. Ten drugi spokojnie mógłby zostać wprowadzony w 80%  czasu trwania rozgrywki, gdyż prawie zawsze nie jesteśmy sami. Szkoda, że twórcy o tym nie pomyśleli.

Napisy końcowe (świetny pomysł na ich wykonanie, ale nie będę wam zdradzała sposobu ich wykonania) przynoszą więc uczucie niedosytu i chęć ponownego uruchomienia tego świetnego, dynamicznego tytułu. Praktycznie każdy element rozgrywki jest przemyślany, a gracz ma uczucie, obcowania z produktem dopracowanym, w który włożono dużo pasji. Niestety, niska żywotność i brak multiplayera, skutecznie odstraszą część potencjalnych nabywców. Ale gdy Vanuish stanieje do jakichś 120-140 złotych, warto się zastanowić nad sięgnięciem po ten tytuł. To krótka przygoda, ale wciągająca i wywołująca na naszych twarzach uśmiech, gdy perfekcyjnie wykończymy bossa. Pozostaje czekać, aż Platinum Games wyda część drugą, miejmy nadzieję, że już z większą liczbą trybów gry.

Plusy:
+ dynamiczna, pełna nieustannej akcji rozgrywka
+ dobry voice-acting
+ to nie jest tylko kopia Gears of War
+ dopracowana szata graficzna
+ etapy z jazdą na platformach
+ wygląd i funkcjonalność kombinezonu Sama

Minusy:
- długość gry
- brak trybu dla wielu graczy/kooperacji
- fabuła

Ocena ogólna: 8.5/10

Vanquish (PS3)

Gatunki gry: akcja, strzelanka
Wydawca oryginalny: Sega
Data wydania polskiego: 2011
Data wydania oryginału: 2010
Oryginalna strona gry: http://platinumgames.com/category/games/vanquish/
Język gry: angielski
Tryb gry: Single player
Dostępna platforma: PS3
Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus