Recenzja gry "Vancouver 2010: The Official Game of the Olympic Winter Games" (XBOX 360)

Autor: Selene
Korekta: X-Ray
9 lutego 2010

Ocena ogólna: 5.5/10

Już niedługo przed telewizorami zasiądą całe rodziny i grupy przyjaciół, gorąco dopingujące swoich faworytów startujących w XXI Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Vancouver. Ludzie na co dzień ze sportem nie mający nic wspólnego, nagle staną się ekspertami w poszczególnych dyscyplinach; mężczyźni rozpoczną niekończące się dyskusje, a kobiety z własnej woli opuszczą odcinek ulubionego serialu, by zobaczyć jak daleko skoczy Małysz. A kiedy transmisje telewizyjne się skończą, pojawi się myśl, że fajnie byłoby spróbować wziąć udział w takich zawodach... Tylko oczywiście tak, żeby się za bardzo nie zmęczyć i niczego sobie nie odmrozić. Czy warto w tym momencie sięgnąć po grę Vancouver 2010?

Sega (developer) wyciągnęła wnioski po porażce Beijing 2008, bo Vancouver 2010 jest produkcją znacznie bardziej przyjazną użytkownikowi- tak w kwestii sterowania, jak i samej rozgrywki. Niestety nie poczujemy tutaj klimatu rozgrywających się mistrzostw, dostajemy po prostu listę dostępnych dyscyplin, które działają na zasadzie rozbudowanych mini-gierek.  Do dyspozycji mamy zaledwie 14 konkurencji (m.in. snowboard, bobsleje, łyżwiarstwo szybkie), których część jest do siebie bardzo podobna (np. różne rodzaje zjazdu na nartach). O dziwo zabrakło tych najciekawszych, tzn. biathlonu, hokeja czy łyżwiarstwa figurowego. Możemy oczywiście wybrać swoje barwy narodowe z dostępnych 24 państw (dla porównania – w prawdziwych igrzyskach wystartują 84 państwa), jednak nie mamy możliwości customizacji zawodnika ani nawet wybrania kogoś z kadry. Sportowcy w Vancouver 2010 są bezimienni i jest im z tym dobrze. Tym bardziej, że w każdej kategorii bierze udział jedynie czterech przedstawicieli różnych krajów- niewielka ilość jak na skalę zawodów.

Sterowanie opiera się na dwóch schematach – w konkurencjach narciarskich i snowboardowych zastosowane jest to, znane z gier wyścigowych, tzn. prawy spust odpowiada za przyspieszenie, lewy za hamowanie. Do tego warto wypchnąć się z pozycji startowej w dogodnym momencie, od  tego mamy przycisk „A”. Pozostałe konkurencje to już tylko wciskanie guzików pada (głownie A) w odpowiednim momencie. Genialne w swej prostocie, jednak zdobycie złotego medalu wymaga sporych umiejętności i cierpliwości, ponieważ by zająć pierwsze miejsce trzeba wykonać bezbłędny przejazd/skok w czasie przewidzianym przez autorów gry.

Nieco ciekawiej wypada tryb Challenges, czyli konkretne wyzwania rzucone graczom.  Są one podzielone według poziomu trudności na trzy grupy – aby odblokować kolejną, najpierw trzeba ukończyć większość zadań z poprzedniej. Będziemy musieli np. osiągnąć odpowiedni czas w zjeździe narciarskim, jednocześnie uważając na stojące na drodze bałwany, czy też skacząc z wielkiej skoczni- wylądować we wskazanych odległościach.

Prawdziwych barw gra nabiera w multiplayerze- tym bardziej szkoda, że nie ma możliwości edycji czy wyboru zawodnika, którym kierujemy. Na jednej konsoli może rywalizować do czterech graczy (na split-screenie) lub czekając na swoją kolej, w zależności od konkurencji. Po podłączeniu do Xbox Live możliwa jest rozgrywka towarzyska lub rankingowa. Wszystko odbywa się sprawnie, szybko i, co najważniejsze, bez lagów.

Grafika w Vancouver 2010 prezentuje się tak, jak w założeniu miała się prezentować – przyzwoicie. Niektóre tekstury co prawda mogłyby wyglądać lepiej, jednakże nic tutaj szczególnie nie razi. Najistotniejsze – nie uświadczymy żadnych zwolnień animacji, ale za to, niestety, zapomnieć możemy o 60 FPS. Muzycznie jest całkiem nieźle; w tle przygrywa wpadający w ucho pop-rock (m.in. Sum 41), a po zawodach rozlega się hymn państwa, z którego pochodzi zwycięzca.

Vancouver 2010 nie miało wielkich ambicji- to miała być po prostu gra, po którą sięgną ludzie oczekujący czegoś więcej niż skrótu z olimpiady w wiadomościach- niekoniecznie miłośnicy wirtualnej rozrywki. Jak widać, nawet na tak prostą w założeniach grę trzeba mieć pomysł. Produkcja Segi nie oferuje pojedynczemu graczowi nic, co przyciągnęłoby go do konsoli na dłużej niż jeden wieczór. Wypada jednak całkiem nieźle jako party-game, więc jeśli planujecie śledzenie tegorocznych igrzysk zimowych w większym gronie, Vancouver 2010 może wam się przydać.

Plusy:
+ multiplayer jest ok

Minusy:
- małe zróżnicowanie konkurencji
- brak wyboru zawodnika
- brak klimatu olimpijskiej rywalizacji
- nuda

Ocena ogólna: 5.5/10

Vancouver 2010: The Official Game of the Olympic Winter Games (X360)

Gatunek gry: sportowa
Wydawca polski: CD Projekt
Wydawca oryginalny: Sega
Data wydania polskiego: 22 styczeń 2010
Data wydania oryginału: 1/2010
Język gry: angielski
Tryby gry: Multi player, Single player
Dostępna platforma: XBox 360




--- Reklama ---