Recenzja gry "Turok"
Turok - gra od której wielu oczekiwało wiele. Najnowsza odsłona legendarnej serii nareszcie dostępna na komputery osobiste. W poniższej recenzji postaramy się sprawdzić, czy najnowsze dzieło Propaganda Games pokazało pazurki, czy raczej stworzyło zwykłego pluszowego miśka.
Swoją przygodę rozpoczynamy na statku kosmicznym, którego celem jest obca, niezbadana dotąd planeta. Po raz kolejny zadaniem naszego bohatera będzie unicestwienie groźnego zbiega więziennego, mianowicie Rolanda Kane’a. Co ciekawsze, jest to nasz były przełożony, który za młodu dowodził w elitarnej grupie "Wilków". Jednak za zbrodnie wojenne, kradzieże oraz brak lojalności wobec naczelnych, został zesłany na chwilowy pobyt w więzieniu. Chwilowy z racji takiej, iż Kane, to bestia niezwykle przebiegła, i w prosty sposób wydostaję się na wolność. Turok, a właściwie Józef Turok szybko spostrzega co złe, a co jeszcze gorsze, i czym prędzej dezertuje do renomowanego oddziału Whisky, z którym właśnie leci dorwać Kane’a. Jak doskonale widać w filmiku wprowadzającym do fabuły, dezercją dobrej renomy wśród żołnierzy sobie nie wyrobił.
Jedyne co udaje nam się dowiedzieć od kapitana, to informacje dotyczące kiedy dolecimy na miejsce, i cóż jest dla nas sprawą priorytetową. Być może dowódca przekazał by więcej informacji, gdyby nie fakt iż nasz statek został zaatakowany i zamiast wylądować, rozbił się z impetem o cel swojej podróży. Jak wiadomo z telewizji - cuda istnieją, zatem nasz bohater przeżył, któż mógłby się tego spodziewać? Niebywałe, zwłaszcza, że ocalało kolejnych dwóch żołnierzy. Początkowo z jednym wyruszamy odszukać reszty kompanii, jednak los nie był przychylny dla naszego towarzysza, i śmierci oszukać nie zdołał. Chwilę po tragedii odnajdujemy kolejnego kompana, który jednak za Józefem, a tym bardziej za jego charakterystycznym irokezem na głowie, niezbyt przepada. Cóż, całe szczęście, że członek "Whisky Company" dochodzi do wniosku, iż wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. I tak oto razem przemierzają dziewiczą puszczę w poszukiwaniu załogi, oraz przede wszystkim Kane’a. Jak już pech to na całej linii. Nie tyle w zdziwienie, co w oszołomienie wprawił ich widok pląsających się po planecie prehistorycznych gadów - gwoli ścisłości, rozchodzi się o dinozaury. Tak rozpoczęła się nasza wędrówka ku nieznanym otchłaniom dzikiej i zabójczej puszczy.
Na samym wstępie zaznaczam, iż rozgrywka do najłatwiejszych nie należy. Ja zdefiniowałem poziom trudności na jeden z dwóch dostępnych - standardowy. Był jeszcze łatwy, oraz trudny. Ten ostatni odblokowuje się dopiero po ukończeniu gry na jednym z niższych poziomów. Przyznam szczerze, iż może AI przeciwników nie jest najlepsze, to jednak walka z szybkimi dinozaurami pośród wysokich drzew, to istny horror w zieleni. Zobaczyć przeciwnika to jedno, a trafić to drugie. Najuciążliwsza jest walka z najmniejszymi przeciwnikami, których ustrzelić jest ciężko. Gdy jednak nie uda się nam zabić przeciwnika z odległości, ten skacze na nas i próbuje w klasycznym wampirycznym stylu wbić w naszą szyję całą paletę ostrych jak brzytwy kłów. Przy każdej takiej akcji nasz bohater posiada ograniczoną ilość ruchów, i może np. tylko dźgać szybko przeciwnika poprzez szybkie pulsacyjne wciskanie danego klawisza, bądź też w podobny sposób spróbować go odrzucić. Tryb ok., ale mankamentem gry jest jej interfejs. Przykładowo, nigdzie nie ma paska zdrowia! Po prostu po kilku kulkach, tudzież uderzeniach ekran zalewa się na czerwono, i grę rozpoczynamy na nowo od punktu kontrolnego. Życie w kilka sekund automatycznie się uzupełnia, ale z jakiego i do jakiego stanu? Któż to może wiedzieć...Ciągnąc dalej temat naszych potencjalnych przeciwników. Małe dinozaury to małe zagrożenie (aczkolwiek momentami bardzo irytujące). Duże dinozaury, dla przykłady Tyranozaur Rex - zagrożenie śmiertelne. Gdy taki potwór nas tylko zobaczy, czy też zwęszy (wiele źródeł podaje iż T-Rex wzrok miał bardzo kiepski), uchronić nas może tylko głęboka jaskinia. Swe karabiny skrzyżujemy również z "ludzkimi" przeciwnikami. Tych jest niemniej co ich zwierzęcych odpowiedników, a i laikami w swoim fachu z pewnością nie są. Pozytywnie zaskoczyło mnie zachowanie wroga, gdy uciekam z pola bitwy przeładować pistolet, bądź odzyskać siły. Gdy tylko się obejrzę on jest już za mną. Ma się wtedy wrażenie jakby walczyło się z realnym, dobrze wyszkolonym nieprzyjacielem, a nie tarczą do strzelania. Ciekawostką, której nie da się nie zauważyć podczas rozgrywki, są walki dinozaurów z naszymi naczelnymi wrogami. Niejednokrotnie warto poczekać za drzewem, aż liczebność nieprzyjaciela po jednej i drugiej stronie znacznie stopnieje, chyba że a'la John Rambo wyskoczymy zza drzewa i wysieczemy wszystkich w pień, co oczywiście jest sztuką znacznie trudniejszą. Przez niemal całą grę towarzyszy nam dobrze wyszkolony kompan, ratując nas wiele razy z opresji.
Do dyspozycji oddano nam kilka przyjemnych zabaweczek. Pistolet maszynowy, nóż, łuk, oraz wszelkie inne łuskowe sprzęty dalekiego zasięgu. O dziwo, dla mnie najskuteczniejszą bronią był łuk, a zaraz po nim nóż. Często eliminowałem wrogów łukiem z dalekiej odległości, nie wzbudzając tym samym hałasu, co za tym idzie - alarmu. I tak mogłem wytępić cały batalion nieprzyjaciela. Głównie stosowałem go do eliminowania żołnierzy Kane’a, bo jak wcześniej wspominałem, zwierzęta są niezwykle szybkie. Mankamentem gry jest ciągły brak amunicji, dlatego niejednokrotnie używałem również noża myśliwskiego, bawiąc się poniekąd w zwykłego rzeźnika.
Gra jest liniowa do bólu, no, ale raczej nikt przygody rodem z Falouta się nie spodziewał. Teren, po jakim przyjdzie nam się zabawić w łowcę i zwierzynę ( z kolejnością bardzo zmienną) jest satysfakcjonujący. Jednak już do jakości mam pewne zastrzeżenia. Lokacje zostały ułożone w bardzo nachalny oraz mało oryginalny teren. Długość gry w trybie dla jednego gracza szacuję na 14-16 godzin. Nie jest to zbyt wiele, jednak ostatnio z wieloma równie znanymi tytułami było jeszcze gorzej. Polonizacja stoi na dobrym poziomie. Wszelkie sekwencje pisane bądź mówione, są prezentowane w sposób poprawny gramatycznie oraz stylistycznie. Czasami również zdenerwowany żołnierz zaklnie siarczyście, w znanej polskiej mowie potocznej. Można poczuć się jak na spacerku w rodzimym mieście :).
Graficznie tytuł spełnia założenia. Niczego rewelacyjnego nie ujrzymy, jednak całość trzyma poziom. Modele postaci zostały wykonane szczegółowo i starannie.
Mam jednak wrażenie że nie do końca wykorzystano możliwości silnika Unreal Engine 3. Gra świateł, pomimo iż uboga, również trzyma fason. Przy oprawie audio, podobnie jak u siostry, ścieżka dźwiękowa nie powinna nikogo zawieść.Grając w najnowszego Turoka, miałem wrażenie jakbym grał w wersję lite Cryssisa, lite pod każdym względem. Jednak sam fakt iż czerpie pełnymi okrojonymi garściami z takiego tytułu, to już jednak coś. Dla mnie ocena adekwatna dla tejże gierki to siódemeczka z połóweczką. Nie jest źle, jednak z pewnością mogło być znacznie lepiej.
Pluszowy misiek? Z pewnością nie... a czy Turok pokazał ostre pazury? Raczej, ale jeśli już to tylko pazurki i zadatki na to, iż mógł być czymś więcej, i poszarpać uczciwie niejedną kieszeń. Zatem pytanie, czy warto zainwestować w Turoka? Zapewne nie jest to tytuł najwyższych lotów, jednak jeśli ktoś chce i potrafi, to spędzi kilka przyjemnych wieczorów w krainie dinozaurów, rodem z Jurassic Park.
Plusy:+ modele postaci
+ bardzo klimatyczna rozgrywka
+ walka łukiem
Minusy:
- raczej ubogi arsenał
- brak swobody ruchu oraz liniowość
Turok
Gatunek gry: FPPWydawca polski: CD Projekt
Wydawca oryginalny: Disney Interactive
Data wydania polskiego: 2008
Data wydania oryginału: 2/2008
Język gry: polski - napisy
Tryby gry: Multi player, Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows Vista, Windows XP
Liczba dvd w pudełku: 1
Sklep
Forum







