Recenzja gry "Tropico 3"
W każdym z nas drzemie ukryte pragnienie władzy. Z reguły uwidacznia się ono już w dzieciństwie, w którym niejednokrotnie dowodzimy całymi regimentami lalek, misiów albo, w skrajnych przypadkach, ołowianych żołnierzyków. Wkroczenie w dorosłość oznacza jednak dla wielu z nas konieczność powstrzymywania się od realizacji tego typu pragnień. Ale... zaraz, zaraz. Na jednej z karaibskich wysepek jest właśnie wakat na stanowisku dyktatora. Jednak zdolności przywódcze nie pójdą na marne. Więcej na temat oferty w recenzji gry Tropico 3.
Na początek jednak ostrzeżenie. Niniejszy tekst ma za zadanie rozszerzyć i uzupełnić wszystko to, co już na temat Tropico 3 zostało napisane przy okazji testu wersji beta opublikowanego na łamach Gildii Gier Komputerowych miesiąc temu. Jeżeli kogoś spośród szanownych czytelników interesuje historia serii, ewentualnie uważa on, że przydałyby mu się ogólne wskazówki na temat grania w Tropico 3, to należy niezwłocznie udać się właśnie tam, gdyż o tym w recenzji pisać już drugi raz nie będziemy. Skupimy się natomiast na tym, jak w rzeczony tytuł się gra, a także, czy warto weń inwestować pieniądze. Zacznijmy zatem od tej pierwszej kwestii.
¿Chica latina?
Tropico 3 otwiera gustowne intro, w którym zaprezentowano, w jaki sposób zmieniać się może standardowa karaibska wysepka na przestrzeni lat. Po wyświetleniu filmiku, w prawym dolnym rogu ekranu pojawia się niezbyt rozbudowane, acz treściwe, menu gry. Produkt oferuje dwa główne tryby zabawy – możemy wybrać składającą się z piętnastu niepowiązanych ze sobą misji kampanię albo zdecydować się na wolną grę. Różnica pomiędzy tymi dwoma trybami polega na – jak można się łatwo domyślić – ścisłym doprecyzowaniu (bądź też nie) zasadniczego celu, dla którego zdecydowano się nas posadzić w fotelu wodza.
Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że studio Haemimont Games – twórca gry – nie wykazało się zbytnią kreatywnością i poszczególne zadania stawiane przed nami w kampanii niemal idealnie pokrywają się z tym, do czego dążyliśmy bawiąc się osiem lat temu w pierwszej części Tropico. Naszym celem w trójce ponownie jest na przykład wyeksportowanie określonej ilości dóbr, przyjęcie na wyspie z góry założonej liczby turystów albo utrzymanie się u władzy przez ileś lat. Co gorsza, poszczególne misje są nieprzyzwoicie wręcz łatwe i nawet stawiając budynki na chybił-trafił raczej nie przegramy, co najwyżej droga do zwycięstwa zajmie nam więcej czasu. A skoro już przy narzekaniu i czasie jesteśmy, to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że poszczególne misje są zbyt krótkie. Zazwyczaj zabawa kończy się dokładnie w momencie, w którym zaczyna sprawiać frajdę, czyli po około dwóch-trzech godzinach rozbudowywania osiedla. Wyspiarze są już wówczas zaspokojeni obecnością w ich okolicy budynków użyteczności publicznej, a kolonia zaczyna przynosić pierwsze konkretne zyski z eksportu surowców lub produktów przemysłowych. Słowem: raj. Niestety, zamiast spijać śmietankę, wynikającą z dużego poparcia społecznego i będącą efektem wcześniejszych trafnych decyzji, otrzymujemy komunikat, że osiągnęliśmy cel misji i, owszem, możemy grać dalej, ale czekają już na nas kolejne zadania, więc po co się kłopotać.
¿Por qué no?
Tyle na temat misji, pora napisać teraz kilka słów na temat schematu rozgrywki. Zabawę rozpoczynamy od wyboru dyktatora. Oczywiście możemy skorzystać z już gotowych profili przywódców, takich jak na przykład Che Guevara albo Augusto Pinochet, gra oferuje jednak ciekawą możliwość wyboru indywidualnych cech psychofizycznych postaci, którą będziemy animować. Po co jednak sobie utrudniać w ten sposób? Warto troszeczkę pomęczyć się analizując parametry, zalety i wady przywódcy wcale nie są bowiem w grze bez znaczenia. Zależnie od tego, czy poszczególne cechy akceptowane są przez poszczególne frakcje na wyspie, czy też nie, mogą w sprawowaniu władzy pomagać albo przeszkadzać. Na przykład słabość do alkoholu bardzo umniejsza znaczeniu wodza w oczach klerykałów i Presidente z taką przypadłością musi się trochę wysilić, budując kościoły i katedry albo ogłaszając prohibicję, żeby sobie pozyskać ich głosy.
Kończy się kolejny dzień w służbie obywatelom
Kiedy już wszystko dokładnie dookreślimy, nadejdzie w końcu czas na przeniesienie się na wyspę. Co przyjdzie nam tu robić? Najprościej rzecz ujmując gospodarowanie na wyspie ogranicza się, podobnie jak to miało miejsce w części pierwszej, do stawiania budynków i wydawania dekretów. Podstawowe budowle w momencie wczytania planszy już funkcjonują, to od nas zależy jednak, w którym kierunku pójdziemy stawiając całą resztę infrastruktury. Rozbudowywanie osiedla wygląda dokładnie tak samo jak w jedynce – w grze trzeba zadbać o godziwe mieszkanie, pracę, rozrywkę, opiekę zdrowotną oraz posługi religijne dla tubylców. Nie zawsze jest to łatwe, bo ograniczają nas finanse oraz brak wykwalifikowanej siły roboczej, z reguły jednak i tak nie mamy wyjścia i musimy dany budynek postawić. Dlaczego? Jeśli zlekceważymy jakiś ważny element życia mieszkańców, to istnieje realne niebezpieczeństwo, że w najbliższych wyborach powszechnych na nas nie zagłosują i stracimy stanowisko, a tego byśmy przecież nie chcieli.
A co można powiedzieć o dekretach? W tej kwestii nie zmieniło się kompletnie nic w stosunku do jedynki. Nadal możemy w dowolnym momencie wydać orzeczenie wpływające na sytuację na wyspie lub poza nią. Dekrety dzielą się na społeczne, gospodarcze, dotyczące polityki wewnętrznej i międzynarodowe.
Muszę przyznać, że zabawa w Tropico 3 daje naprawdę dużo satysfakcji. Analizowanie potrzeb poszczególnych jednostek oraz działania mające na celu odczucie przez nich pełnego zadowolenia są strzałem w dziesiątkę i wyróżniają tę grę spośród wszystkich strategii ekonomicznych dostępnych na rynku. Niestety niemal wszystko, czym można by się zachwycać, jest wierną kalką produkcji, która tak urzekła nas w 2001 roku. To prawda, że zwycięskiego składu się nie zmienia, nie można jednak wejść dwa razy do tej samej rzeki
i o tym twórcy gry wydają się nie pamiętać. W dalszej części recenzji skupimy się na zmianach, które zaszły w rozgrywce w stosunku do części pierwszej. Naliczyłem aż cztery. Szanowni czytelnicy będą musieli sami zadecydować, czy taka ilość nowych elementów uprawnia do sprzedawania tego samego produktu drugi raz. No to lecimy.
Pierwszym usprawnieniem odnalezionym w morzu wtórności jest to, że w Tropico 3 nareszcie zdecydowano się na wykorzystywanie betonowych dróg, łączących najważniejsze budynki. Haemimont zdecydowało się wprowadzić na wyspę samochody, które mogą po nich jeździć. I był to strzał w dziesiątkę. Jako, że zabawa toczy się w czasach zimnej wojny, pojawienie się czterokołowców kompletnie nie przeszkadza, a sprawia, że, po pierwsze, towary są przewożone znacznie szybciej, a po drugie, stwarza jeszcze pełniejsze wrażenie, że kraina, w której gospodarujemy naprawdę tętni życiem.
Ale to nie koniec. Jak już wspomniałem przy okazji beta testu, Bułgarzy z Haemimont są zwolennikami bezpośredniego kontaktu poddanych z władcą i zadbali o to, żeby Presidente ganiał po wyspie doglądając tego czy owego. W sumie dlaczego by nie, jest jednak pewne ale. Raz po raz w niektórych scenariuszach dochodzi do prób buntu i życie swobodnie biegającego dyktatora naturalną koleją rzeczy powinno być zagrożone. Tymczasem nasz ulubieniec nic sobie z tego nie robi i dalej śmiga po wysepce. I co się okazuje? Nikt nawet nie myśli, żeby go atakować. Buntownicy najwidoczniej są świadomi tego, że etykieta nakazuje im strzelać tylko do wojska, a biednego Bogu ducha winnego dyktatora zostawić w spokoju. Widać oni o tym wiedzą, dla mnie jednak nie jest to wcale takie oczywiste, wydaje mi się, że miejsce przywódcy jest w pałacu.
Trzecią zauważalną zmianą w stosunku do pierwszej części Tropico jest rozgłośnia nadająca przez cały czas na wyspie program radiowy. Idea „wolnych” mediów rzeczywiście wydaje się ciekawa, wykonanie jednak pozostawia wiele do życzenia. Przede wszystkim razi to, że radiostacja nie ma siedziby w żadnym budynku, a mimo tego bez przeszkód nadaje audycje. Dziwi też fakt, że tego typu medium znajduje się na wyspie od samego początku zabawy, tymczasem na przykład siedzibę gazety możemy fakultatywnie postawić dopiero nieco później. Wreszcie denerwuje to, że niesamowicie słodki i popierający władzę (co akurat jest dobrym posunięciem) głos spikera pojawia się na antenie tylko wtedy, kiedy trzeba zakomunikować pojawienie się jakiegoś problemu, a przecież równocześnie wyświetla się stosowna oficjalna informacja na ekranie. W efekcie nie wiadomo, czy czytać tłumaczenie słów redaktora, czy też raczej skupić uwagę na raporcie od doradców. Ten ostatni problem występuje przypuszczam tylko w biednych krajach, w których gry spolszcza się kinowo.
Ano właśnie. Osobiście bardzo ubolewam nad tym, że Tropico 3 nie zostało w pełni zlokalizowane. Do nagrania był tylko głos spikera radiowego, a i on okazał się przypuszczam zbyt kosztowny dla firmy CD Projekt. Kiedy osiem lat temu, nieistniejąca już firma Play-it! wydawała w naszym kraju pierwszą część serii, nawet doradca, który wypowiadał raz na kilkadziesiąt minut kwestię w rodzaju „Tego nie można tutaj zbudować” albo „Na Tropico brakuje elektryczności” przemawiał do mnie w ojczystym języku. Niestety, te czasy minęły, mam nadzieję, że nie bezpowrotnie.
Jako że obiecałem opisanie czterech zmian, została nam jeszcze jedna. Usprawnieniu uległa oczywiście oprawa audiowizualna. Wizualna zdecydowanie na plus, audialna niekoniecznie. Ale po kolei. Wszystko to, co widać na ekranie jest najwyższej jakości. Nawet woda, która przy okazji testowania wersji beta nie chciała zbytnio z moim komputerem współpracować, okazuje się być prześliczna – wszystko przy niewygórowanych wymaganiach sprzętowych.
Z muzyką już słabiej. Oczywiście latynoskie rytmy są w grze obecne, a to już teoretycznie gwarantuje wysokiej jakości ścieżkę dźwiękową, niestety odnoszę wrażenie, że jest w tym względzie nieco gorzej, niż osiem lat temu. Tak naprawdę po kilkudziesięciu godzinach spędzonych na wyspie, jako Presidente, nucę sobie zaledwie jeden utwór, podczas gdy
w jedynce piosenek wpadających w ucho było znacznie więcej. Oczywiście nie oznacza to, że muzyka umilająca nam zabawę jest jakaś zła. Wprost przeciwnie. Nie jest jednak tak dobra, jak kiedyś.
Walki z rebeliantami nie są zbyt efektowne
Plusy:
+ udana grafika i całkiem dobre dźwięki
+ wreszcie wiadomo, do czego służą drogi na wyspie
Minusy:
- kilka nie do końca udanych pomysłów
- wtórność
Tropico 3
Gatunki gry: ekonomiczna, strategicznaWydawca polski: CD Projekt
Data wydania polskiego: 23 październik 2009
Data wydania oryginału: 9/2009
Oryginalna strona gry: http://www.tropico3.com/
Języki gry: angielski, polski, polski - napisy
Tryby gry: Multi player, Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows 7, Windows Vista, Windows XP
- Procesor: Core 2 Duo 2.5 GHz
- Pamięć operacyjna: 1 GB RAM
- Karta graficzna: GeForce 6600 lub lepsza
- HDD: 5 GB HDD
- Karta muzyczna: zgodna z DirectX 9.0
- Napęd: DVD
Sklep
Forum







