Recenzja gry "Tom Clancy's Splinter Cell"
Fanom gier wymagających więcej subtelności niż 20 kg metalu z sygnaturą M60, gier przekładających zwinność, szybkość, spryt i ukrycie nad brutalną siłę, długo przyszło czekać na tytuł, który mógłby sprostać ich wymaganiom. Posiadacze konsoli PS2 mieli swojego Snake’a, a gracze komputerowi mogli jedynie wspominać cienie, przez które przemykał niepostrzeżenie Garrett w serii Thief. Aż w końcu z mroku wyłonił się Splinter Cell markowany imieniem Tom’a Clancy’ego.
Sam
Splinter Cell nie jest jedyną grą, której tytuł opatrzony jest nazwiskiem tego pisarza. Wcześniej mogliśmy zagrać w gry z serii Rainbow Six oraz Ghost Recon. W obu przedstawione były działania spec-ops, oddziałów specjalnych. Tym razem zajmiemy się tzw. black-ops, czyli szpiegowaniem, infiltracją struktur przeciwnika, wywiadem politycznym.
Akcja gry rozgrywa się w niedalekiej przyszłości (właściwie teraz, to już przeszłości, gra została wydana na X-Boxa w roku 2002 i przedstawiała wydarzenia z roku 2004), a w całą historię wprowadza nas telewizyjny program informacyjny. Takie relacje będą nam towarzyszyły przez całą grę. Trzeba przyznać, że pomysł „wiadomości” znakomicie buduje klimat. Ale o co tak właściwie chodzi? W Gruzji dochodzi do zabójstwa prezydenta. W jego wyniku władzę przejmuje biznesmen - Kombayn Nikoladze. Niedługo po tych wydarzeniach znika jedna z agentek CIA, zostaje wysłany drugi szpieg, ale i on znika…I tu wkraczasz ty, graczu- agent Jej Królew… Agent rządu USA, który zaprzecza Twojemu istnieniu. Splinter Cell jest jak dobra książka z gatunku political-fiction. Nie będę dokładniej pisał, jak rozwinie się fabuła, żeby nikomu nie zepsuć zabawy, jednak, jak to w grach, pozornie „rutynowe” zadanie przekształci się w poważną intrygę, która ostatecznie doprowadzi do… Wojny. Nie będzie to jednak „klasyczna” wojna asymetryczna, tu przeciwnik będzie korzystał z najbardziej zaawansowanych technologii informatycznych.
A jednak nie sam…
Można by pomyśleć, że jako tajny agent Sam będzie działał sam, jest jednak wręcz przeciwnie… Trzeci Echelon NSA (Agencji Bezpieczeństwa Narodowego) powstał w wyniku zagrożenia, jakie przyniosły za sobą coraz bardziej zaawansowane techniki szyfrowania. Wywiad prowadzony przez Trzeci Echelon jest połączeniem tego tradycyjnego, z najnowszymi technologiami, które zapewniają agentowi stały kontakt, ze sztabem specjalistów znajdujących się zwykle setki kilometrów od miejsca akcji. Nasz dowódca prowadzący, koordynator i łącznik - Irving Lambert dość szybko nam uświadamia, że jesteśmy jedynie trybikiem w potężnej maszynie i że przekazanie nam wszystkich informacji jakie zbierają analitycy zabrałoby wiele dni… Za Samem stoją grupy informatyków, hackerów, planistów, oficerów, długo by wymieniać wszystkich . Trudno poczuć się osamotnionym… Szczególnie, że bohater ma wszczepione implanty uszne i inne mikroukłady podskórne, sam kombinezon, jest też pełen elektroniki. Mamy tu czujniki światła (zintegrowane z OPSATem, kolejnym gadżetem, o którym napiszę więcej później), dzięki którym wiemy, gdzie można się dobrze ukryć, mamy czujniki temperatury, zawartości CO2 w powietrzu. Chyba sam Sam nie wie, co dokładnie jeszcze na sobie nosi… Jednak z całej tej „armii” profesjonalistów, będzie nam dane kontaktować się tylko z kilkoma osobami, nic z resztą dziwnego, gdyby wszyscy mieli nam zacząć przekazywać informacje, to Fisher zwariowałby od ilości głosów „w jego głowie”. Najczęściej będziemy mieli okazje posłuchać rozmów z Lambertem i Grim (panią spec od informatyki i wysokiej technologii). Te rozmowy również w niemały sposób wypływają na klimat gry, szczególnie, gdy dodamy do tego wszystkiego wisielczy humor Sama. Ponieważ jedno, przez te wszystkie lata się nie zmieniło- agenta trzeba dowieść na miejsce akcji, a później również ewakuować, będzie nam też dane zapoznać się ze specami od transportu oraz uzbrojenia - Wilkes’em i później Coen (nie mylić z Coen’em).
Chłopaki...szybciej, ja tu kurde moknę...
Ile Sama w Samie
Gadżetów w Splinter Cell mamy bardzo wiele, już sam kombinezon, jest niezłą „zabawką”. Nie ma co jednak liczyć na arsenał broni, bronią Sama jest cień i atak z zaskoczenia, a sprzęt, który dostajemy ma nam to ułatwić. Z czasem okaże się, że nawet pistolet, który mamy na wyposażeniu nadaje się bardziej do „gaszenia świateł” niż eksterminacji wrogów. W późniejszych etapach gry dostaniemy też coś „cięższego” (SC-20K- Modułowy Karabinek Szturmowy), ale w otwartym starciu z większą ilością przeciwników Sam nie ma szans… Zwykle pokonywanie wrogów będzie polegało na podchodach, złapaniem łobuza i ogłuszeniem go. Nie znaczy to oczywiście, że z Piątej Wolności nie przyjdzie nam skorzystać, będziemy to po prostu robić dużo rzadziej, niż w innych grach.
Tak jak znakiem rozpoznawczym James’a Bond’a jest Walther PPK i wódka martini, tak znakiem firmowym Fisher’a śmiało można nazwać trzy zielone punkciki- gogle. Przedmiot ten stanowi potężną broń, szczególnie, że w ciemności naprawdę mało widać. Mają one dwie funkcje: służą jako noktowizor oraz posiadają opcję termowizji (ta pozwoli nam dostrzegać wrogów nawet przez ściany, będziemy mogli też zobaczyć odciski ich palców na zamkach kodowych). Mamy też OPSAT (Satelitarne Łącze Operacyjne), gdzie możemy sprawdzić wytyczne, odczytywać dane z ukradzionych nośników, przeglądać materiały, które mogą nam ułatwić wykonanie misji, a których przytoczenie za pośrednictwem komunikacji głosowej zajęłoby zbyt wiele czasu.
Znowu jakiś pacan wyłączył windę i zablokował schody...
Opisanie całego wyposażenia, jakie można zdobyć w Splinter Cellu mogło by stanowić temat całego, oddzielnego artykułu, dlatego tu przytoczę jeszcze tylko kilka gadżetów. Sam będzie korzystał z kamer przylepnych, gazowych, paralizatorów, pocisków ogłuszających, mikrofonu laserowego, flar, granatów… Dostaniemy też wytrychy (zwykłe i termiczne)- otwieranie zamków zostało rozwiązane poprzez wprowadzenie mini-gierki. Wzbudza to naprawdę duże emocje, gdy uciekamy przed strażnikiem, trafiamy na zamknięte drzwi i zaczynamy w pośpiechu siłować się z kolejnymi zapadkami, tylko po to, żeby okazało się, że po drugiej stronie stoi strażnik… No właśnie, po to stworzono kabel optyczny, dzięki niemu na spokojnie będziemy mogli sprawdzić, co kryje się w pomieszczeniu, do którego chcemy wejść.
Sam = Skryty Akrobatyczny Mistrz
Czy w takim razie Sam to jedynie kilogramy biomasy do przenoszenia całego tego sprzętu? Już na pierwszy rzut oka widać, że Fisher to facet koło czterdziestki, jednak niech nie zmyli was ten szczegół. Fisher zręcznością i kondycją fizyczną dorównuje chyba samej Larze Croft. Wszystkich działań opisanych w instrukcji mamy 24, jednak niektóre z nich to „podstawowe”, czyli nienadzwyczajne. Jest jednak wiele, które naprawdę robią wrażenie… Sam oprócz przewrotów, zjeżdżania na linie, może chociażby zawisnąć na rurze na jednej ręce, w drugiej natomiast trzymając pistolet. Możemy w locie odbijać się od ścian (co pozwala doskoczyć jeszcze wyżej) robić tzw. skoki łączone, czyli szpagaty w korytarzu (na takiej wysokości, aby przechodzący wróg nas nie zauważył), Sam potrafi też cicho lądować, gdy zeskakuje. To tylko przykłady dostępnych akrobacji. Wszystkie one, przy umiejętnym wykorzystaniu, bardzo pomagają w niezauważonym przemieszczani się i ukrywaniu przed wrogiem, bo często lepiej przeciwnika ominąć, niż później męczyć się z tym gdzie schować ciało… Nawet nasz podstawowy sposób eliminacji wrogów, czyli chwyt można wykorzystać w bardziej zaawansowany sposób, możemy np. zmusić wroga do wyjawienia jak duże siły stacjonują w infiltrowanym przez nas budynku, na co powinniśmy uważać, gdzie możemy znaleźć zestaw pierwszej pomocy. W niektórych misjach będziemy też zmuszeni polować na wyższych oficerów, którzy mają dostęp do specjalnie zabezpieczonych pomieszczeń, zwykle skanerami tęczówki. Czując chłodną lufę przyłożoną do głowy przeciwnicy stają się niezwykle skorzy do współpracy.
Cholera...miałem widzieć panienki bez ubrań, a nie w kolorkach
„Listen all you mu*** fuc***”
Kolejna pochwała należy się twórcom za oprawę graficzną. Gra bazuje na silniku Unreal 2, jednak dokonano tu naprawdę znaczących udoskonaleń. Można zadać pytanie, jak zamieść fajerwerki graficzne w grze, która opiera się na łażeniu w ciemności. Można! Gra światła i cienia w Splinter Cell jest znakomita! Nawet teraz, po kilku latach od premiery, grafika trzyma poziom. Wszystko, co powinno rzucać cień, rzuca go. Liny, poruszane zasłony, muszki latające koło lamp… Wszystko to robi naprawdę bardzo dobre wrażenie.
Podobnie jest z oprawą dźwiękową. Aktorzy zostali dobrani bardzo dobrze (np. Michael Ironside jako Sam) i na szczęście w polskiej wersji nie zostali zdubbingowani (zresztą we wszystkich trzech Splinter Cell’ach, które pojawiły się do tej pory mamy możliwość gry z oryginalnymi głosami). Ale nie koniec na tym, gra polega na skradaniu, bezszelestnym pokonywaniu kolejnych pomieszczeń, a głośność, z jaką porusza się Sam, zależy od wielu czynników. Zacznijmy od szybkości przemieszczania się im szybciej idziemy, tym nasze kroki są głośniejsze, gdy idziemy najwolniej prawie nas nie słychać. Zmiana pozycji (ze stojącej na kucającą) też ma wpływ na „słyszalność” i to głównie dlatego, większość gry przechodzi się „na kucki”. Kolejnym czynnikiem jest powierzchnia po jakiej stąpamy, co innego, gdy jest to drewniana podłoga, panele, dywan… Te same zasady dotyczą z resztą wrogów.
Cicho...Twój kumpel i tak nic nie zauważy...tak ma w scenariuszu.
W Splinter Cell’u mamy też wiele innych „bajerów”. Chociażby to, że gdy zabijemy przeciwnika, a później spojrzymy na zwłoki trybem termowizji zobaczymy jak ciało powoli „stygnie”! Podobnie jest z innymi przedmiotami np. z ekranami monitorów lub lampami, czy też rurami przez które płynie ciepła woda. Spojrzenie w stronę intensywnego światła, gdy mamy założony noktowizor nie jest najlepszym pomysłem, bo na jakiś czas zostaniemy zupełnie oślepieni. Ciekawych rzeczy możemy się też dowiedzieć z paska z wiadomościami w serwisie informacyjnym.
Sam niestety sam
Trudno jednak stworzyć grę pozbawioną wad. Splinter Cell to gra przeniesiona na PC z platformy X-Box. Wszyscy wiemy, jak zwykle wyglądają takie konwersje- dziwna klawiszologia, tragiczna latencja myszki, brak save’ów. I tu czeka nas ogromna (i do tego bardzo pozytywna) niespodzianka. Sterowanie nie ustępuje niczym temu z wersji konsolowej. Nawet brak gałki, a co za tym idzie mniejsza możliwość obracania się, zostały dobrze zastąpione. W wersji PC-towej możemy się obracać za pomocą myszki… Nie ma również, żadnego problemu jeżeli chodzi o regulację tempa poruszania się, rolka sprawuje się nie gorzej niż pad. Na dodatek dostajemy gratis możliwość robienia save’ów… Ale zaraz, to miał być paragraf poświęcony minusom gry. Niestety Splinter Cell jest bardzo liniowy. Mamy tylko jedną drogę i nie ma co liczyć, na jakieś ukryte przejścia. Trzeba iść tak, jak zażyczyli sobie tego twórcy. Możemy jedynie wybrać, czy chcemy przejść po cichu, czy ogłuszymy jakiegoś wroga, czy może przebijemy się jak w jakiejś strzelance. Ponadto w grze brak modułu multi (ten pojawił się dopiero w drugiej części- Pandora Tomorrow), więc Sam raczej nie może liczyć na towarzystwo innych agentów. Jeżeli gramy w polską wersję gry, to możemy odnotować jeszcze jedną wadę. Gra została wydana w wersji kinowej. Jednak trudno powiedzieć, żeby ta polonizacja była najlepsza. W nie patchowanej wersji jest wręcz tragiczna. Nie jest to jednak mankament gry, tylko polskiej wersji językowej. Czepialscy mogą też zwrócić uwagę na to, że czasami wrogowie nie widzą Sama, chociaż powinni, nie reagują też na zniszczone lampy oraz kamery. Podobnych drobnych wpadek jest jeszcze kilka, ale nie wpływają one w większy sposób na grywalność.
Po cichutku, powolutku, do tylnych drzwi knajpy...
Zobacz to Sam!
Splinter Cell jest naprawdę znakomitą grą, produkcją z najwyższej półki. Niektórzy mogą się spierać, że gra jest dość trudna, ale przecież główny bohater, to Sam Fisher, a nie Serious Sam. Nikt nie mówi, że będzie łatwo, tu trzeba poobserwować i dopiero iść przed siebie. Otrzymaliśmy godnego następcę Thief’a, natomiast serii Metal Gear Solid wyrósł groźny rywal. Gra dostaje u mnie 8, 10 nie rozdaję, a 9 odebrała grze liniowość.
Plusy:+ dialogi między postaciami
+ klimat!
+ gadżety
+ „ruchy” Fishera
+ fabuła i misje
Minusy:
- brak multi
- inne drobne potknięcia
Tom Clancy's Splinter Cell
Gatunek gry: akcjaWydawca polski: Nicolas Games
Wydawca oryginalny: Ubisoft
Data wydania polskiego: 17 czerwiec 2005
Data wydania oryginału: 2005
Oryginalna strona gry: http://www.splintercell.com/
Tryb gry: Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows 2000, Windows 98, Windows ME, Windows XP
- procesor: pentium III 1 GHz
- pamięć: 256MB RAM
- karta graficzna: 64MB akcelerator 3D
- dysk twardy: 2.1 GB HDD
Sklep
Forum






