Recenzja gry "Silent Hunter III"

Autor: Jolo
6 sierpnia 2005

Ocena ogólna: 9/10

Postać siedząca przy biurku z niewielkiego pudełka wyjęła błyszczący dysk i wsunęła go do maszyny stojącej obok niej. Chwilę potem na wyświetlaczu tuż przed nią wyświetlił się napis: SILENT HUNTER III, a obok pojawiła się dobrze znana kapitanowi sylwetka U-Boota. W czasie, kiedy na wyświetlaczu obrazy wciąż się zmieniały postać siedząca przy biurku oglądała z zaciekawieniem niewielkie, kolorowe książeczki znajdujące się w pudełku. Po chwili z cichym "och" rozłożyła przed sobą mapę wydobytą z tego samego pudełka. Kapitan znał obszar na niej przedstawiony. Znał doskonale. Miejsce łowów - Atlantyk.

Kolejna fala obmyła burty i kiosk okrętu podążającego w kierunku północno-zachodnim. Wiatr wiał nieprzerwanie od trzech dni. Marynarze na wachcie zawinięci w sztormiaki przeczesywali horyzont za pomocą zeissowskich lornetek ani na moment nie odrywając ich od oczu. Wiedzieli doskonale, że od ich uwagi zależy bezpieczeństwo całej załogi. Kapitan uśmiechnął się pod nosem i z zadowoleniem ponownie zlustrował horyzont. Widoczność była nienajlepsza, a zapadający zmrok tym bardziej utrudniał obserwację. - Tak trzymać chłopcy, za dwie godziny zmiana wachty. - Carlewitz - zwrócił się kapitan do oficera wachtowego - melduj o każdym zauważonym kontakcie - Tak jest! - wyrzucił niemal bezwiednie jeden z marynarzy nie odrywając oczu od lornetki. Kapitan powoli zszedł na dół do centrali i po raz kolejny przyglądnął się wykreślonemu na mapie kursowi. Szli na północny-zachód od dwóch dni. Około godziny 22 powinni być na wysokości Scapa Flow. Kapitan chciał opłynąć bazę Marynarki Królewskiej od północy i chciał to zrobić w nocy, tak, żeby świtem był przed nim już tylko bezkres Atlantyku. Wiedział, że lotnictwo Coastal Command nie da im spokoju aż do 10-ego stopnia długości geograficznej zachodniej, jednak to baza Scapa Flow nie dawała kapitanowi spokoju. Przed samolotami mógł się skryć w głębinach jak robił to nie raz. Przed niszczycielami wroga... było to znacznie trudniejsze. Kapitan spojrzał na zegarek. Zbliżała się ósma wieczór. - Fritz, obudź mnie za dwie godziny. Chyba, że wachta coś wypatrzy. - Ta, jest! - rzucił pierwszy mechanik za oddalającym się w kierunku swojej koi kapitanem.

Kapitan przyglądnął się postaci siedzącej przy biurku i zamarł. To był... Nie, niemożliwe. Co on by tu robił? Dlaczego i w jaki sposób miałby się tu znaleźć w tym dziwnym otoczeniu, z tym dziwnym urządzeniem?! Nic nie rozumiał. Postać przy biurku ze skupieniem wpatrywała się w ekran, na którym wciąż widniał ten dziwny napis: SILENT HUNTER III. Kapitan ze zdziwieniem zarejestrował, że nagle obraz się zmienił i oczom jego i osoby przy biurku ukazał się niewielki spis. Akademia, misja pojedyncza, kariera, muzeum, gra wieloosobowa. Kapitan nic z tego nie rozumiał, ale osoba siedząca przy biurku najwyraźniej tak. Nacisnęła coś zaznaczając misję pojedynczą. Obraz zmienił się, aby po chwili wyświetlić inną listę. Barham, Bismarck, Courageous, Scapa Flow, Narwik, Happy Times, Malta, U505, XXI. Kapitan rozpoznawał niektóre nazwy, ale niektórych nie potrafił rozszyfrować. Co wspólnego miał pancernik Barham, Bismarck i lotniskowiec Courageous? U505?! - o ile kapitan się orientował nie wyprodukowano jeszcze U-Boota o takim numerze, zaś tajemniczy symbol XXI pozostawał dla zdezorientowanego kapitana nieodgadniony. Człowiek przy biurku znów coś nacisnął i po chwili na ekranie ukazała się tabelka zatytułowana 'Poziom Realizmu'. Osobnik zastanawiał się przez moment i po chwili zaznaczył większość z wyświetlonych opcji. Pojemność akumulatorów, limit paliwa, tlenu, sprężonego powietrza, realistyczny czas zatopień, realistyczne detektory, ręczne namierzanie celów, brak asysty oficera uzbrojenia, blokowanie torped i jeszcze kilka innych - wszystko to brzmiało znajomo, choć kapitan wciąż nie rozumiał na co patrzy. Poziom zmieszania i braku zrozumienia u kapitana sięgnął zenitu. O co tu do diabła chodzi - niemal wycedził przez zęby, choć powstrzymał się w ostatniej chwili, aby nie zdradzić swojej obecności. Po krótkiej chwili zobaczył na ekranie sylwetkę U-Boota czekającego na wyjście w morze. Lampy w wielkim, betonowym bunkrze rzucały nikłe światło oświetlając zgromadzonych na pokładzie członków załogi. W oddali widoczne było piękne, rozświetlone niebo. Ten przy biurku coś nacisnął i U-Boot na ekranie ożył. Kapitan rozpoznał doskonale znany huk silników diesla. Jakiś głos zakomunikował 'pół naprzód' i okręt wynurzył się ze swego betonowego schronienia wychodząc najwyraźniej na patrol.

Kapitan leżał na koi. Pozorna monotonia kolejnych patroli. Rozkaz był zawsze taki sam. 'Patroluj jakiś sektor morza'. On jednak doskonale wiedział, że każdy patrol był inny. To on i tylko on decydował, co wydarzy się podczas każdego z rejsów, kogo zaatakuje i gdzie popłynie. Ograniczał go tylko zapas paliwa i torped. Kochał tą swobodę... Nie zamieniłby jej na nic innego w świecie! Nie mógł zasnąć. Od śmierci młodego Abotta nienajlepiej spał. To był pierwszy marynarz, którego stracił na patrolu. Czwarty patrol... Tragiczny, a zarazem niezwykle szczęśliwy. 42 tys. BRT zatopionych statków handlowych wroga było nie byle jakim wyczynem. Dostał za to Krzyż Żelazny I klasy. Załoga także otrzymała cały worek odznaczeń. Młody torpedysta - Jorg Zander, otrzymał już trzeci medal. Kapitan przydzielając medale nie zapomniał o artylerzyście. Arend Altmeier zatopił 5 z 12 statków, które zniszczyli podczas tamtego patrolu. Wystrzelał całą amunicję. Wszystkie pociski zapalająco-burzące i przeciwpancerne wpakował we wraże jednostki. Zostały mu tylko pociski rozświetlające! Tak, kapitan doskonale wiedział, że jego młoda załoga z każdym patrolem zdobywa bezcenne doświadczenie. Ci młodzi ludzie stawali się coraz twardsi, odporniejsi na zmęczenie i stresy związane z walką podwodną. A ta, o czym doskonale wiedział, była bardzo stresująca. Choćby ten podwójny atak na polski statek handlowy. Pierwsza torpeda trafiła w cel, ale nie zniszczyła statku. Kiedy się wynurzyli żeby dobić go z działa okazało się, że fala jest za wysoka. Kapitan wiedział, że popełnił błąd nie sprawdzając wcześniej meldunku meteorologicznego nawigatora. Musieli ponownie skryć się w głębinach żeby ponowić atak torpedowy. Ostrzeżony ich wynurzeniem cel zygzakował jak szalony. Kapitan nie chciał ryzykować utraty torped. Czekał aż ofiara wyprostuje kurs. Zmarnowali na ten statek dobre dwie czy trzy godziny. Załoga była wykończona tym czekaniem w napięciu i kolejnymi podejściami do ataku. Kiedy wreszcie zatopili jednostkę wszyscy byli na skraju wytrzymałości. Marynarze z przedziału silnikowego słaniali się na nogach nie mówiąc już o torpedystach. Musiał odesłać ich wszystkich na odpoczynek. Wiedział doskonale, że wycieńczona załoga nic nie zdziała, a jedynie stanowi zagrożenie sama dla siebie. Nagle z zamyślenia wyrwał kapitana hydroakustyk, którego stanowisko znajdowało się na wprost jego koi. - Namiar 068, statek handlowy, odległość duża! Zbliża się! Kapitan zerwał się błyskawicznie z koi i spojrzał na zegarek. 20.43. - Wszyscy na stanowiska bojowe. Obsadzić dziobowy przedział torpedowy. Ściągnąć mi do centrali nawigatora! - wykrzykiwał kapitan przeciskając się przez ciasne przejścia do centrali. Chwile później pochylony nad mapą razem z Otto Totenhagenem, swoim nawigatorem już planował atak. Wprawne ruchy wykreślały prawdopodobny kurs potencjalnej ofiary. Otto na chwilę pochylił się nad kartką. - Z wyliczeń wynika, że nasze kursy powinny się przeciąć za 10 mil, dokładnie tu! - krzyżyk postawiony na prostej linii wytyczającej kurs okrętu oznaczał potencjalny kurs spotkania. Otto swoim zwyczajem wokół punktu wykreślił okrąg o promieniu 3 km - potencjalne pole walki. Dwie proste równoległe do przypuszczalnego kursu nadchodzącego frachtowca wyznaczyły ewentualny pas poszukiwań ofiary. Wszystko zgodnie z planem. Kapitan pytająco spojrzał na nawigatora. - Powinniśmy być tam 10 minut przed nim. Zdążymy się przygotować - uzupełnił informacje nawigator. Kapitan uśmiechnął się. - Namiar? - 057, zbliża się! Wciąż daleko - zakomunikował błyskawicznie hydroakustyk. Kapitan jeszcze raz spojrzał na mapę. Byli nieco na południowy-wschód od Scapa Flow.

***

U-Boot typu VIIB przełamał kolejną falę na trasie swojego piątego patrolu. Z prędkością marszową szedł w kierunku rejonu AM24 położonego na północny-zachód od wysp brytyjskich. - Kontakt wzrokowy! Statek handlowy. Namiar 028, odległość 5700 - ciszę przerwał głos oficera wachtowego. Kapitan skinął głową. Na to właśnie czekał. - Głębokość peryskopowa! Marynarze pełniący wachtę wpadli do centrali zjeżdżając po drabince zalewając przy okazji całą podłogę. Odgłos zatrzaskiwanego włazu oznajmił wszystkim, że ostatni z nich jest już wewnątrz okrętu. Sekundę później stalowe cygaro, powolnym, majestatycznym niemalże ruchem osunęło się w głębię Morza Północnego. - Idźcie odpocząć. Należy się wam! - rzucił kapitan wchodząc równocześnie do kiosku. Chwilę później peryskop bojowy poszedł w górę. Oko okularu powoli wysunęło się nad wzburzoną taflę morza. Przelewająca się woda utrudniała obserwację jednakże kapitan błyskawicznie znalazł cel. Rozpoczęła się gra. Gra, którą kochał. Na śmierć i życie. Sylwetka statku była malutka. Nawet w przy sześciokrotnym powiększeniu. Choć odległość wciąż była znaczna wg obliczeń Totenhagena do przecięcia kursów pozostało 1000 m. - Maszyny stop! - rozkaz został niemal natychmiast wykonany. Okręt jeszcze przez chwilę poruszał się siłą bezwładności jednakże kapitan był już skupiony na sylwetce statku w okularze. Wysokie cztery maszty, oraz charakterystyczna prostokątna nadbudówka wyraźnie wskazywały, że dziś U-47 ma szczęście. Zbliżał się frachtowiec C2. Rozpoczęła się procedura zbierania danych do komputera torpedowego. Kapitan ustawił poziomą nitkę krzyża na poziomie wody, następnie podniósł ją do szczytu masztów. Odległość od celu równa była wysokości masztu (znanej z książki identyfikacyjnej) podzielonej przez sinus kąta zawartego między płaszczyzną powierzchni morza i płaszczyzną przechodzącą przez szczyt masztów wrogiej jednostki. Następnie trzeba było określić kąt kursowy. Patrząc na lekko obrócona sylwetkę kapitan łatwo wyznaczył ten kąt i podał go do centrali. Włączył stoper i wciąż utrzymując pionową nitkę na przednim maszcie jednostki czekał. Po trzydziestu sekundach znał już prędkość. 8 węzłów, tak jak przypuszczał. Wszystkie dane zostały wprowadzone do komputera torpedowego. 3 minuty później, kiedy sylwetka statku była już naprawdę duża powtórzył procedurę weryfikując wcześniejsze wyniki. Te były dokładniejsze, co zwiększało szanse trafienia. W wyrzutni nr 2 czekała torpeda G7e - elektryczna, niepozostawiająca śladu na powierzchni wody. Oficer uzbrojenia ustawił bieg torpedy na 4 m głębokości, zaś zapalnik został przełączony na kontaktowy. Magnetyczne lubiły zawodzić. Nie dalej jak wczoraj przedwczesny wybuch torpedy elektrycznej z zapalnikiem magnetycznym spłoszył stosunkowo łatwy cel. Taki kąsek jak C2 nie mógł ujść z powodu wadliwej torpedy. - Otworzyć wyrzutnię nr 2 i 3! Strzelać na mój rozkaz. Dla wszystkich zgromadzonych w centrali sekundy wydłużyły się niemiłosiernie. Sylwetka w peryskopie powoli rozcinała fale zmierzając do swego celu. Celu, do którego nigdy nie miała dotrzeć. - Wyrzutnia 2 - pal! - zawołał kapitan nie odrywając oka od peryskopu. Okręt lekko przechylił się na lewą burtę po odpaleniu torpedy. Syk zasysanego powietrza oznajmił, że wyrzutnia została opróżniona. Wszyscy z wyczekiwaniem patrzyli na kapitański stoper. - 40 sekund do uderzenia. Ustawić w wyrzutni nr 3, szybki bieg torpedy. Kapitan nie chciał mieć wątpliwości. W przypadku fiaska torpedy elektrycznej chciał zaatakować starą torpedą G7a - parową, znacznie szybszą, a więc dającą ofierze mniej czasu na ewentualny unik. - 30 sekund! Załoga frachtowca najwyraźniej niczego się nie spodziewała gdyż olbrzymi statek wciąż podążał swym kursem z tą samą prędkością. Kapitan stał wpatrzony w ekran. Przed chwilą był świadkiem zażartej walki konwojowej, której ofiarą padły 3 statki w tym jeden tankowiec. Pokój wypełnił głuchy huk. Bomby głębinowe. Eskorta konwoju nie próżnowała. Za wszelką cenę starała się znaleźć i zniszczyć napastnika o czym świadczyły napastliwe i złowieszcze pingi asdica. Nie wiedział czym jest to co oglądał. Wiedział jednak, że było to bardzo realistyczne i przekonywujące. Wprawdzie siedzący przy biurku wykazał dużą lekkomyślność atakując konwój za dnia, jednak miał sporo szczęścia i na razie wymykał się morderczemu pościgowi. Na ekranie znów wyświetlił się panel przedstawiający sylwetki członków załogi, a osobnik przy biurku przeniósł kilka z nich do pomieszczeń oznaczonych jako kabiny dziobowe. Najwyraźniej potrzebowali wypoczynku. Chwilę później na ekranie pojawiła się mapa z licznymi pokrętłami. Wszystkie kapitan zidentyfikował jako pokrętła TDC (komputer torpedowy). Osobnik zza biurka ustawił salwę z wszystkich czterech wyrzutni dziobowych. Szykował się do kolejnego ataku...

Mrok nocy rozświetlił potężny wybuch. Spokojnie sunący dotychczas frachtowiec C2 pod brytyjską banderą w przeciągu kilku sekund zmienił się w wielką kulę ognia, po czym przełamał się na pół i powoli osunął w bezlitosną toń Morza Północnego. Szczątki wyrzucone przez eksplozję z pokładu przez chwilę unosiły się na powierzchni wody, aby po chwili podążyć za kadłubem statku i jego załogą, z której najwyraźniej nikt się nie uratował. Kilka sekund później, niecały kilometr na południe od miejsca tragedii wynurzyła się niewielka, ciemna sylwetka U-Boota. Noc rozpoczęła się nad wyraz obficie. Kapitan wyraźnie zadowolony wpisał do dziennika pokładowego "12 styczeń 1940 r., godz. 21.34., kwadrat AN 14, zatopiony frachtowiec C2, tonaż 6900 BRT". Wytrzymałość załogi jak zwykle po ataku podwodnym została mocno nadszarpnięta. Kapitan szybko zwolnił ze stanowisk bojowych wszystkich niepotrzebnych marynarzy. Należał się im odpoczynek. Tylko wachta nie miała takiej możliwości. Czterech marynarzy właśnie wdrapywało się po drabince, żeby zając swoje miejsca na pokładzie i przez następne 4 godziny wypatrywać potencjalnych celów lub zagrożeń. - Kto strzelał? Schmidt czy Zander? - zapytał kapitan oficera uzbrojenia. - Zander - odparł pytany mężczyzna wyszczerzając zęby w szerokim uśmiechu. - Ma chłopak szczęście. Jak będzie dalej tak strzelał to Winstonowi zabraknie tych kryp, a my wszyscy będziemy bezrobotni - ze śmiechem skomentował kapitan wracając na swoją koję.

Kolejna eksplozja targnęła statkiem. Tym razem nie został rozerwany przez eksplozję jak poprzedni, ale powoli nabierał wody. Przechył na lewą burtę gdzie otrzymał trafienie zwiększał się, aż ostatecznie statek przewrócił się i zatonął. To już piąta jednostka z tego konwoju. Kapitan z uznaniem spojrzał na człowieka siedzącego przy biurku. A jednak mieli coś wspólnego, poza podobieństwem fizycznym. Z patrolu na patrol wyniki tego młodego człowieka były coraz lepsze. Z tego, co kapitan rozumiał, zdobyta na poprzednim patrolu reputacja pozwoliła osobnikowi przy biurku rekrutować nowych, bardziej doświadczonych marynarzy, a także udoskonalić okręt wyposażając go w nowy typ hydrolokatora. Nie bez znaczenia pozostały zapewne odznaczenia i awanse przydzielone poszczególnym członkom załogi. Jak widać wszystkie te poczynania owocowały. Oczom kapitana znów ukazało się cudne morze, skąpane w blaskach zachodzącego słońca. Niewielki wiatr marszczyłpowierzchnię wody rozcinanej przez ostry dziób mknącego przed siebie U-Boota. Kapitan niemal czuł na twarzy lekki wiaterek i kropelki wody.

Otworzył oczy. Znów miał ten dziwny sen. Był w jakimś pokoju, obserwując... kogoś. Osoba ta była zupełnie pochłonięta jakąś niezrozumiałą formą gry wojennej lub filmu propagandowego. Kapitan nie rozumiał tego do końca. Potrząsnął głową jakby chciał otrząsnąć się, porzucić dziwne, zupełnie niezrozumiałe, senne wspomnienia. Spojrzał na zegarek. 4.42. Po wieczornym ataku torpedowym i ciągłych alarmach przeciwlotniczych za dnia kapitan wciąż czuł zmęczenie. Zamknął oczy. Do jego uszu dobiegał tylko jednostajny huk pracujących diesli. Obok koi ktoś stanął. Kapitan otworzył oczy. To był Otto. Nawigator. - Osiągnęliśmy punkt nawigacyjny. Zmieniamy kurs na południowo-zachodni. Za 6 godzin następny. - W porządku Otto, zgodnie z planem. Wachta zmieniona? - Tak jest! Tam na górze mocno buja. Wiatr 10 m/s i pada. Chłopcy zeszli kompletnie wykończeni. - Styczeń... Atlantyk nigdy nie rozpieszczał o tej porze roku. Prześpij się Otto. Udo poradzi sobie w centrali bez ciebie. W razie czego niech mnie budzą. - Zrozumiałem kapitanie. - Jak tylko się rozjaśni niech zejdą na peryskopową, niezależnie od pogody. Nie chce powtórki przygody z ostatniego patrolu. Abott zapłacił za to najwyższą cenę. Wciąż jesteśmy w zasięgu działania brytyjskich samolotów. Totenhagen tylko skinął głową i udał się do centrali przekazać rozkazy kapitana. Chwilę później udał się do kabiny rufowej gdzie miał nadzieję przespać przynajmniej cztery godziny.

Znów był w tym pokoju. Osobnik przy biurku właśnie wpływał do portu w Kilonii. Kapitan rozpoznał nabrzeża i migającą u wejścia latarnię. Siedzący przy biurku rozkazał załodze zmniejszyć prędkość i powoli wpłynął pod ochronny strop betonowego bunkra. Na ekranie wyświetliło się podsumowanie patrolu, odznaczenia i promocje dla załogi. Chwila zastanowienia i medale zostały przyznane. Kapitan kiwnął z uznaniem głową. Człowiek przy biurku docenił właściwych ludzi. Torpedysta, artylerzysta, no i hydroakustyk, który wykrył o świcie atakowany konwój. Morale załogi zapewne wzrosło po tak udanym patrolu. Ten zza biurka coś nacisnął i wszystko zniknęło. Po chwili na ekranie pojawiła się biała karta, na której kapitan zdołał odczytać pierwsze pojawiające się słowa: RECENZJA / PC - SILENT HUNTER III... Jeszcze raz z niedowierzaniem spojrzał na człowieka siedzącego przed ekranem. Podobieństwo było uderzające. Jakby patrzył w lustro. Nic z tego nie rozumiał...

Ktoś szarpał kapitana za ramię. Otworzył oczy. To był Udo Hartenstein, oficer uzbrojenia. Spojrzał na zegarek - 6.51. - Kapitanie, hydroakustyk wykrył konwój. Namiar 345. Udo patrzył na kapitana wyczekująco. Dzienny atak na konwój? Kapitan zamyślił się jakby starał się coś przypomnieć... Po chwili uśmiechnął się i pod nosem dodał - to się musi udać! -Przygotować się do ataku, wszyscy na stanowiska!

Plusy:
+ zniewalająca grafika
+ elastyczny poziom realizmu (od zręcznościówki do wyrafinowanego, hardcorowego symulatora dla prawdziwych wilków morskich)
+ niesamowity klimat
+ wierność tematyce
+ dynamiczna kampania
+ GŁĘBIA z cudownymi szczególikami!! (jednym słowem gra dla prawdziwych maniaków-marynistów)
+ zarządzanie załogą
+ narzędzia do wykreślania na mapie nawigacyjnej
+ modele statków i okrętów (wraz z niesamowitym modelem zniszczeń tychże)
+ wszystko czego brakowało SH2 tutaj jest!

Minusy:
- doskwierający głód
- utrata rodziny i przyjaciół
- długi czas ładowania misji i gry

Ocena ogólna: 9/10

Silent Hunter III

Gatunek gry: symulacja
Wydawca polski: Cenega Poland
Wydawca oryginalny: Ubisoft
Data wydania polskiego: 3 czerwiec 2005
Data wydania oryginału: 3/2005
Oryginalna strona gry: http://www.silent-hunteriii.com/uk/home.php
Język gry: polski - napisy
Tryb gry: Single player
Dostępna platforma: PC
System operacyjny: Windows XP
Minimalne wymagania sprzętowe:
  • procesor: 1,4 GHz
  • pamięć: 512 MB
  • grafika: 64 MB Pixel Shader 1.1 i wyżej
  • DirectX 9.0
Liczba dvd w pudełku: 1


blog comments powered by Disqus