Recenzja gry "Sam & Max: Season 1 - Situation: Comedy"
Nie oszukujmy się - Polacy nie potrafią robić dobrych sitcomów. Oczywiście istnieją od tej reguły wyjątki, jednak bardzo szybko giną one w bezmiarze tandety i wszechobecnego prymitywizmu. Na szczęście za granicą ten gatunek filmowy ma się całkiem nieźle, a odkąd w jednym z sitcomów zagrali sami Sam i Max, przeżywa on nawet prawdziwy renesans. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam do lektury recenzji gry Sam and Max - Situation: Comedy.
Minęły dwa miesiące odkąd wraz z Samem i Maxem ratowaliśmy świat przed psychomanipulacją. Nasi bohaterowi nie zasypiają jednak gruszek w popiele - kiedy tylko otrzymują wiadomość o tym, że w pobliskim studiu telewizyjnym dzieją się podejrzane rzeczy, postanawiają to sprawdzić. A sytuacja jest niewesoła. Znana prezenterka Myra Stump wzięła zakładników w trakcie kręcenia jej programu typu talk-show. Nasza drużyna do zadań specjalnych będzie musiała powstrzymać kidnaperkę. Zanim jednak do tego dojdzie, pies i królik zwiedzą dokładnie budynek stacji telewizyjnej, biorąc nawet udział w każdym z programów.
To zadziwiające, ile ciekawych rzeczy można wyciągnąć z pozornie płytkiej i nieciekawej fabuły gry komputerowej. Drugi odcinek pierwszej serii przygód Sama i Maxa jest tego klinicznym przykładem. O historii, którą zastajesz w grze, można pewnie napisać wiele, ale nie to, że jest ona oryginalna czy przesadnie wyszukana. Tymczasem na tych mizernych podstawach zostało zbudowane wprost fantastyczne rozwinięcie akcji - scenariusz jako całość prezentuje się dzięki niemu wprost rewelacyjnie.
Bardziej jak Drzyzga czy jak Jagielski?
Duża w tym rola humoru. Dialogi są przezabawne - sprawiają one, że wprost nie można się oderwać od monitora. Co prawda humor części drugiej nie jest moim zdaniem aż tak wybitny jak ten pojawiający się w grze wydanej dwa miesiące temu, jest on jednak ciągle bardzo mocnym atutem tej gry. Jedyną wadą w tym momencie są zbyt częste odwołania do realnego świata. Nasi bohaterowie kreują swoje własne otoczenie i nie widzę powodu, żeby wmieszywać do niego znane nam osoby, o których można niejednokrotnie usłyszeć w Wiadomościach albo poczytać na Pudelku. Ale to jest tylko moje małe narzekanie. Ogólnie rzecz biorąc dialogi wymiatają. Mówta, co chceta, ale ja będę się nimi zachwycał i basta!
Obok naszych bohaterów w grze spotkasz także starych znajomych z psychodelicznym Bosco, przedsiębiorczą Sybil i Peppersami na czele. Odwiedzisz sąsiedztwo biura i składające się z kilku pomieszczeń studio telewizyjne. Ogólem lokacji i postaci jest niewiele, jednak w przypadku Sama i Maxa liczy się nie ilość, lecz jakość, a o tę możesz być akurat spokojny.
Jakbym napisał, że Situation: Comedy jest grą łatwą, to pewnie bym skłamał. Tytuł ten należy do wąskiego grona przygodówek, których siła polega na wymuszaniu u odbiorcy konieczności momentami nawet irracjonalnego myślenia, dlatego też jej poziom trudności sam w sobie musi wzrosnąć. Na szczęście nie jest źle. Gra podaje bardzo jasne wskazówki odnośnie tego, co jest potrzebne do posunięcia jej do przodu, wystarczy więc tylko trochę pomyśleć jak to zrobić, po czym wykonać zamiar. W większości przypadków okaże się, że to właśnie o to chodziło i będziesz mógł, drogi Czytelniku, grać dalej.
Elementy aktywne, które można sobie przywłaszczyć zostały umieszczone w logicznych miesjach. Wystarczy rzut oka na lokację i już mniej więcej wiadomo, co będzie można wziąć, a czego nie. To ważny element. Wiele przygodówek dyskredytuje to, że trzeba uważnie przetrząsać każdą lokację z osobna, szukając pikseli odpowiadającej za ruchomy przedmiot, bez którego gra nie posunie się do przodu. Na szczęści w Komedii Sytuacyjnej tego typu problemu nie ma.
Rola dialogów wzrosła w stosunku do tego, co pamiętasz zapewne z Culture Shocka. Teraz częściej występowała będzie konieczność zadecydowania, w którą stronę pójdzie rozmowa. Jeżeli dialog zaprowadzi Cię donikąd, to będziesz musiał powtórzyć scenkę, aż do skutku. W większości przypadków łatwo jest jednak zgadnąć właściwy temat do rozmowy. Wszystko cacy - nie ma się czego doczepić, choćbym chciał - a nie chcę, pałam bowiem uwielbieniem dla psa i królika.
Gra jest liniowa, ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Historia opowiedziana w grze trzyma się kupy i to widać najlepiej w trakcie rozgrywki. Nie zdarza się, jak to ostatnio było na przykład przy okazji Scratches, że wiem co zrobić, zdaję sobie sprawę z tego jak to zrobić, mam nawet odpowiednie narzędzia, a gra z uporem maniaka mi na to nie pozwala, bo czegoś nie zrobiłem. Tutaj jest wszystko klarowne - jak potrzebne mi jest zdjęcie z ufoludkiem, to właśnie je robię - nie muszę czekać, aż upiecze mi się ciasto lokację dalej, bo ono nie jest mi do fotografii w żaden sposób potrzebne.
Elementów zręcznościowych brak. Podobnie jak to miało miejsce w pierwszym odcinku, tak i teraz zdarza się co prawda w grze scena pościgu, jednak i ona jest bardzo przygodówkowa, własnymi siłami nie da się bowiem wyprzedzić uciekającego. Żeby tego dokonać trzeba zwyczajnie ruszyć mózgiem. To kocham!
Grafika jest bardzo kolorowa - to sprawia, że niedociągnięcia nie rzucają się w oczy. Ogółem jest fajnie - bez fajerwerków, ale ładnie. Muzyka też porządna. Szkoda, że soundtrack nie dorównuje temu z Bone, jednak i tak można posłuchać przyjemnych kawalków, za co należy kompozytora, Jareda Emersona-Johnsona, pochwalić.
Najnowsze przygody Sama i Maxa nie są przesadnie długie. Ma to jednak swoją zaletę - gra kończy się dokładnie w momencie, w którym daje Ci największą satysfakcję. Dla scenarzystów to też dobrze - przynajmniej nie ciągnęli niczego na siłę i zdążyli doprowadzić do szczęśliwego finału zanim skończyły im się pomysły.
Pierwszemu odcinkowi przygód Sama i Maxa wystawiłem ósemkę. Ocena ta wynikała po części z faktu, że nie wiedziałem do końca do czego doprowadzi nas, graczy, nowa idea wydawania tak krótkich (już Bone było sporo dłuższe) gier, dystrybuowanych w dodatku tylko przez internet. Z drugiej strony zdawałem sobie sprawę z tego, że to dopiero początek i że do doskonałości Culture Shockowi sporo brakuje. Dziś już jestem spokojniejszy. Drugi odcinek przypadł mi do gustu bardziej niż pierwszy. W dodatku z radością odkryłem, że wielu polskich graczy zasmakowało w takiej formie dystrybucji i część z nich zdążyła już zakupić sobie Sama i Maxa. W efekcie nie mam żadnych skrupułów przed wystawieniem Situation: Comedy dziewiątki. Tytuł ten jest fantastyczną grą i grzechem byłoby się nim nie zainteresować. Osobiście nie mogę się doczekać trzeciego odcinka, który ma wyjść podobno już za miesiąc. Dziś już kończę - mam nadzieję, że z tą recenzją byliśmy pierwsi w Polsce. Nadawał imiennik Sama, Sam.
Na koniec małe ostrzeżenie. W samej końcówce gry pojawia się błąd - kamera zawisa w trakcie prezentowania Sama i nijak nie da się przejść do poprzedniego widoku, co uniemożliwia dalszą grę. Z pewnością błąd ten zostanie wkrótce naprawiony. Na wypadek, gdyby tak się nie stało służę tipsem - wystarczy zapisać grę i ponownie ją wczytać - widok powraca wtedy do normalnego.
Plusy:+ fabuła
+ wzorowa przygodówkowość
Minusy:
Sam & Max: Season 1 - Episode 2 - Situation: Comedy
Gatunek gry: przygodowaWydawca oryginalny: Telltale Games
Data wydania oryginału: 12/2006
Język gry: angielski
Tryb gry: Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows 2000, Windows ME, Windows XP
Sklep
Forum







