Recenzja gry "Sam & Max: Season 1 Culture Shock"
Gdybym kiedyś, nie daj Boże, miał psa, to przypomnijcie mi proszę, żebym trzymał go z dala od królika. Obawiam się, że bezpośredni kontakt tych dwóch zwierzątek doprowadziłby do rozstroju nerwowego nie tylko mnie, ale i połowę znanego nam świata.
O tym, jak niebezpieczna może być znajomość psa i królika świadczy dobitnie przykład najsłynniejszych reprezentantów tych dwóch gatunków - psa o imieniu Sam i królika Maxa, którzy razem tworzą policyjną brygadę do zadań specjalnych. Tę niezapomnianą parę spotkać można w niezliczonej ilości komiksów i seriali animowanych oraz w dwóch grach przygodowych z ich udziałem. Mówię dwóch, bo rewelacyjna gra Sam and Max: Hit the Road, wydana przez LucasArts w 1993 roku nie jest już jedyna na tym polu. Oto bowiem dosłownie przed chwilą światło dzienne ujrzała nowa przygodówka Telltale Games, o tytule: Sam and Max: Culture Shock. Drogi Czytelniku, zapraszam Cię do zapoznania się z naszą recenzją tego produktu, która, co należy podkreślić, ukazuje się w Gildii Gier Komputerowych właśnie w dniu premiery tej znakomitej gry!
Sam and Max: Culture Shock kontynuuje politykę Telltale dotyczącą wydawania ich gier w krótkich każdorazowo płatnych odcinkach, dostępnych jedynie przez Internet. Chociaż sama idea dzielenia gry jest dość kontrowersyjna, to jednak moim zdaniem sprzedaż gry przez Internet jest rozwiązaniem praktycznym i myślę, że może doprowadzić do tego, że Polacy przełamią się wreszcie i zaczną dokonywać zakupów kartą kredytową przez sieć, co na zachodzie jest już standardem. Gra kosztuje niecałych dziewięć dolarów za odcinek, co nie jest sumą zbyt wygórowaną zważywszy na to, że otrzymujemy 3, 4 godziny dobrej zabawy. Ale zacznijmy od początku.
Nie ma to jak przytulne biuro...
"I warn you, I'm known for my fuzzy white butterfingers!"
W odróżnieniu od Bone, każdy odcinek Sama i Maxa zawiera odrębną historię i nie łączy się fabularnie z innymi odcinkami serii (w każdym bądź razie łączył się nie będzie, bo póki co i tak nie miałby z czym). Oznacza to mniej więcej tyle, że żeby poznać rozwiązanie zagadki nie trzeba będzie czekać kolejnych kilku miesięcy na nowy odcinek i znowu za niego płacić. Wszystko wyjaśnia się tu i teraz, pod koniec gry. Fabularnie nie jest może jakoś błyskotliwie, jest za to oczywiście wesoło i kolorowo, a to wystarczy, bo wyposzczeni jak nie powiem jaki króliczek (Max?) fani rzeczonego duetu i tak kupiliby nawet najnudniejszą historyjkę, byleby tylko Max wariował na ekranie, a Sam zagrał chociaż raz na swoim banjo (za którym nota bene na pewnym etapie gry tęskni). Konkretów nie podam nie chcąc psuć Ci zabawy, mogę jedynie napisać, że zginie telefon, trzech znanych prezenterów i szczur ulegną psychomanipulacji i ogólnie będzie bardzo wesoło.
Bohaterowie pojawiający się w grze, choć jest ich niewielu, to postaci nierozerwalnie związane z Samem i Maxem. Będziesz mógł zwiedzić sklep nieco przewrażliwionego na punkcie własnego bezpieczeństwa Bosco oraz znanej (lub nie) psychoterapeutki, Sybil Pandemik. Lokacji też jest niewiele. Praktycznie obracać się będziesz w bezpośrednim sąsiedztwie biura Freelance Police i nigdzie dalej się nie udasz. Na szczęście, chociaż postaci, z którymi można porozmawiać i lokacji, które można zwiedzić jest bardzo mało, to biorąc pod uwagę długość gry wydaje się to być ilość wystarczająca.
Gra nie jest przesadnie trudna, jest za to, jak przystało na tytuł tego typu, dość irracjonalna, więc wymagać będzie czasem krótkiej chwili zastanowienia, a przedmioty niezbędne do posunięcia gry do przodu znajdują się praktycznie zawsze w tej samej lokacji, więc nie trzeba daleko chodzić. Druga rzecz, że zbyt wielu problemów w Culture Shock nie ma, większość czasu spędzisz w grze na rozmowach i rechotaniu.
System prowadzenia dialogów nie zmienił się wcale od czasu Bone. W dalszym ciągu można jedynie wykorzystać wszystkie dostępne opcje dialogowe. Co ważne, jedno kliknięcie na ikonę symbolizującą innego bohatera umożliwia płynne wprowadzenie do dialogu kogoś innego, co tym samym czyni trialog. Rozwiązanie to jest bardzo praktyczne, w życiu przecież nie musimy zakończyć rozmowy z panem A, żeby zadać pytanie pani B. Szkoda tylko, że trochę się w tym względzie ograniczano - w Bone: The Great Cow Race zastosowano ten system prowadzenia dialogów jeszcze na większą skalę i wypadło świetnie.
O liniowości wypowiadał się nie będę, bo sama wada, wynikająca z konieczności wykonywania wszystkiego w określonej kolejności, nie jest do końca udowodniona. Z jednej strony wszelkie zacięcie się w takiej grze uniemożliwia jej ukończenie i jest frustrujące, z drugiej natomiast nie wyobrażam sobie totalnej wolnej amerykanki w przygodówce - w końcu gatunek ten wymaga realizowania założeń zgodnych z ustaloną wcześniej fabułą, a nie wystrzelania wszystkich w kolejności, w jakiej się chce, jak to chociażby ma miejsce w grach akcji. Fakt jednak pozostaje faktem, Sam and Max: Culture Shock umożliwia odwiedzenie lokacji i porozmawianie z bohaterami w dowolnej kolejności, jest to jednak gra liniowa, gdyż żeby posunąć grę do przodu i tak trzeba zrobić coś, co zostało z góry nakreślone w scenariuszu i nie ma kilku sposobów na wykonanie jednego problemu.
Należy Telltale Games bardzo pochwalić za brak jakichkolwiek elementów zręcznościowych. Gra jest zupełnie klasyczną przygodówką point and click, czyli taką, w której sterujesz przy pomocy myszki i to właśnie jest piękne!
Dla tych jednak, którzy upodobali sobie elementy zręcznościowe w grach komputerowych także mam dobrą wiadomość. Gra umożliwia pokierowanie radiowozem Sama i Maxa. Służy do tego specjalny tryb, w którym pojazd jedzie cały czas prosto, a zadaniem gracza jest omijanie licznych przeszkód, co można zrobić na przykład przez zmienianie pasa ruchu (i pobocza), a także przez używanie klaksonu, megafonu, no i oczywiście broni palnej, z którą Sam się nie rozstaje. Ogólnie zabawa przyjemna i szczęśliwie do niczego niezobowiązująca.
"You have been attacked by brain stealin' aliens, haven't you?"
Grafika jest znacznie lepsza niż w Bone - trójwymiar wygląda teraz jak należy. Co prawda zdarzają się rzeczy nieco zbyt kanciaste, gra została jednak tak przygotowana, żeby w mnogości rzeczy wyświetlanych na ekranie nie rzucały się tego typu niedoróbki w oczy. W kwestii dźwiękowej również jest dobrze, przyjemne jazzowe kawałki przygrywają w tle, a głosy angielskich aktorów brzmią naturalnie.
No to pora na podsumowanie. Sam and Max: Culture Shock jest dopiero pierwszym odcinkiem gry, a już pozwala on na optymistyczne spoglądanie w przyszłość. Za niewysoką cenę otrzymujesz porządną i niesamowicie wesołą, choć krótką grę, która spodoba się chyba każdemu, kto lubi psa i królika. Gra otrzymuje ode mnie zaledwie ósemkę z tego względu, że osobiście wolałbym jedną porządnie wykonaną grę, a nie krótkie odcinki, takie jednak mamy czasy i trzeba się z tym pogodzić. Tak naprawdę obiektywnie o nowym Samie i Maxie będę mógł napisać dopiero przy okazji recenzji trzeciego, może czwartego odcinka, na razie jestem zadowolony i szczerze tę grę mającym zbędne trzydzieści parę złotych polecam. Nadawał imiennik psa, Sam.
Plusy:+ całkiem porządnej
+ i szalenie wesołej
+ grze komputerowej,
Minusy:
Sam & Max: Season 1 - Episode 1 - Culture Shock
Gatunek gry: przygodowaWydawca oryginalny: Telltale Games
Data wydania oryginału: 11/2006
Oryginalna strona gry: http://www.telltalegames.com/samandmax
Język gry: angielski
Tryb gry: Single player
Dostępna platforma: PC
System operacyjny: Windows XP
- Procesor: 1,5 GHz
- Pamięć operacyjna: 256 MB
- Karta graficzna: obsługująca sprzętowo T&L, 32 MB RAM
- HDD: 300 MB
- Internet (dystrybucja elektroniczna)
- Sam & Max: Season 1 - Episode 1 - Culture Shock - Trailer reklamowy
- Sam & Max: Season 1 - Episode 1 - Culture Shock - Teaser
- Sam & Max: Season 1 Culture Shock - galeria prasowa
- Sam & Max: Season 1 Culture Shock - galeria artystyczna
- Sam & Max: Season 1 Culture Shock - galeria tapet
- Sam & Max: Season 1 Culture Shock - galeria klasycznego Sam & Maxa
- Sam & Max: Season 1 Culture Shock - galeria z gry
Sklep
Forum







