Recenzja gry "Paradise"
Gdyby jeszcze kilka miesięcy temu ktoś powiedział mi, że najnowsza gra Benoit Sokala okaże się totalną klapą, to z pewnością wyzwałbym go od heretyków, po czym przykładnie spalił na wirtualnym stosie. Dzisiaj jednak, po bezpośrednim kontakcie z grą Paradise, cisną mi się na usta jedynie słowa: „Spieprzyłeś, Sokal, spieprzyłeś”. Oto recenzja obnażająca całą prawdę na temat raju, który tak naprawdę wcale rajem nie jest.
Zaczęło się niewinnie. Benoit Sokal założył nowe studio White Birds Productions, po czym rozpoczął prace nad Lost Paradise – grą, która z założenia miała być odskocznią od poprzednich, mrożących krew w niezaprawionych alkoholem żyłach, produkcji. Oto bowiem zamiast starszawej i oklepanej już nieco (przez starszego pana Hansa Voralberga, który w Syberii wyglądał, jakby miał potrzebę czasem klepnąć tu i tam) Kate Walker gracze mieli poznać młodszą Ann Smith, a świat, w którym toczyć się miała rozgrywka miał zostać „nieco” ocieplony i zamiast śniegu miało graczom towarzyszyć upalne afrykańskie słońce.
Potem przyszła rewolucja albo raczej rewolucyjka, gdyż ze względu na jej niewielkie rozmiary nie będę uwłaczał wielkim rewolucjom, o których pamięta historia i gra zgubiła Lost, stając się tytułem o nazwie Paradise. Oprócz tego w konspekcie ogólnym gry nie zmieniło się na szczęście nic. To moje „na szczęście” nie jest jednak wcale takie pewne. Oto bowiem jednym z pierwszych, rzucających się w oczy niedociągnięć gry jest to, że bohaterka jest zwyczajnie... brzydka.
Kogóż to moje piękne oczy widzą?
No, ale jak to mówią uroda to nie wszystko, liczy się jeszcze charakter. Ann Smith (która nota bene nie nazywa się tak naprawdę) poznajesz, drogi Czytelniku, gdy szczęśliwie ocalona z katastrofy lotniczej budzi się w haremie pewnego księcia (ta to ma szczęście). Zamiast jednak okazać wdzięczność swojemu podstarzałemu chlebodawcy (coś Sokal ma syndrom starszych panów) Twoja bohaterka będzie się chciała wydostać z haremu. Ale to nie jest oczywiście takie proste. Z jednej strony bowiem w państewku Maurania, w którym toczy się akcja, lada moment wybuchnie wojna i wszystkie granice są pozamykane, z drugiej jednak nawet bramy haremu są zamknięte dopóty, dopóki książę nie wyrazi na ich otwarcie zgody. A nie wyrazi, bo właśnie choruje na motylą gorączkę i może go widywać jedynie pierwsza żona, tzw. faworyta. Ann będzie się musiała nieźle nagimnastykować, żeby pokonać te wszystkie przeciwności, a pomożesz jej w tym właśnie Ty, drogi Czytelniku.
Fabuła, którą zastajesz na początku gry jest jak widać bardzo dobrym pretekstem dla wprowadzenia bohaterki w niezwykły świat gry. Ogromna jednak szkoda, że wraz z opuszczeniem przez Ann murów haremu czar ten z wielkim hukiem pryska. Oto bowiem im dalej zagłębiałem się w świat gry, tym silniejsze przekonanie pukało do mojego umysłu i mówiło mi, że tak naprawdę cała fabuła jest tylko coraz bardziej naciąganą próbą zespojenia tych wszystkich niezwykłych pomysłów i prześlicznych pod względem plastycznym obrazów, które Sokal uroił w swojej głowie i chciał zaprezentować w Paradise. W efekcie nie doświadczyłem czegoś, co pojawia się w przypadku wielu gier komputerowych i co popycha mnie zawsze do jak najszybszego odkrywania tego, co też gra ma do zaoferowania. Grałem, bo musiałem i bo terminy gonią, gra nie dała mi więc takiej satysfakcji, jak inne. Szkoda, bo materiał na udaną przygodówkę był i został ewidentnie zmarnowany.
To nie koniec grzechów Paradise. Sokal przyzwyczaił graczy, że postaci, występujące w jego grach, mają na maksa pogłębione portety psychologiczne, dzięki czemu można się z niektórymi szybko utożsamić, a do innych w trybie pilnym zdystansować. Dotychczas nawet przypadkowo spotkany siedzący na ławce w Valadilene staruszek miał wyraźnie zarysowane rozterki wewnętrzne. Tymczasem okazuje się i głęboko nad tym ubolewam, że w Paradise bohaterowie nie mają osobistych problemów, nawet główna bohaterka skupia się tylko na tym co robi w danym momencie i co będzie robiła w najbliższym czasie. W końcu to raj, czyż nie?
Z tym, o czym właśnie napisałem wiąże się ściśle system prowadzenia dialogów. Nie, tego elementu gry krytykować nie będę, bo został on zrealizowany w sposób należyty. Jak to zwykle u Sokala bywa dialogi polegają jedynie na wykorzystaniu wszystkich dostępnych tematów – nie ma różnych dróg ich prowadzenia, wystarczy jedynie cierpliwie słuchać.
Lesbijka, czy po prostu gra jest niedopracowana?
Zagadki w grze wyglądają co prawda obrzydliwie sokalowsko, a to do tej pory była zaleta, odniosłem jednak wrażenie, że do całego niezwykle pięknego świata gry pasują one jak pięść do oka. No bo po co w haremie dźwignia i wskaźniki umożliwiające wypuszczanie lamparta (o nim za chwilę) z klatki, żeby nocami sobie pobiegał? Albo po co prymitywnemu plemieniu, żyjącemu na drzewach, mechaniczny system do robienia dziurek w kokosach? Przy okazji Paradise widać wyraźnie, że to, co stało się integralną niemal częścią Syberii, w afrykańskim raju nie ma racji bytu. Więc po co to wpychać na siłę, panie reżyserze?
Oczywiście Paradise posiada coś na kształt przybornika, z którego Twoja bohaterka może czerpać, kiedy tylko przyjdzie jej na to ochota. Żeby jednak coś się tam znalazło będziesz musiał się porządnie wysilić. Niestety bowiem gra przy przeważającej większości aktywnych przedmiotów, które trzeba pozbierać, zmuszać Cię będzie do znienawidzonego polowania na piksele. Co gorsza w każdej lokacji tego typu obiektów jest niewiele i wszystkie, co do jednego, są Ci potrzebne do posuwania gry do przodu – nie ma na przykład rzeczy, na które można tylko spojrzeć i skomentować, co w innych grach pozwala lepiej poznać otoczenie i czyni przygodę łatwiej przyswajalną.
Jakby tego było mało w żaden sposób nie podano nazw elementów aktywnych. W efekcie kiedy zapragniesz użyć przedmiotu z przybornika (tam są one nazwane) na jakimś aktywnym elemencie krajobrazu, to już sam będziesz musiał wiedzieć, jak nazywa się miejsce, gdzie je wciskasz i czy to aby na pewno o to chodziło. Nikt Ci tego nie podpowie, a szkoda, bo niekiedy tła są dość szczegółowe i niedobrze widać. Podobnie sytuacja wygląda, gdy na planszy znajdziesz jakiś inny element, który na przykład można tylko poruszyć - zgaduj zgadula co to tak naprawdę jest.
To nie koniec problemów. W grze występują denerwujące błędy, związane ze zmienianiem się kursora przy najechaniu na element aktywny. Okazuje się, że chociaż wielokrotnie przemieniać Ci się on będzie w strzałkę, która teoretycznie pozwala na przejście do innej lokacji, to praktycznie o takim łatwym i bezbolesnym przeskoku możesz pomarzyć. Bohaterka zamiast pokornie podporządkować się zaleceniom gracza zaczyna bowiem wtedy wariować – czasem podchodzi do miejsca, w którym kliknąłeś, zatrzymuje się w nim i wydaje się mówić „pocałuj mnie w d..., ja dalej nie idę”, innym razem wskazujesz jej, że ma się udać w dół ekranu, ona natomiast jakby nigdy nic idzie do góry, po czym zatrzymuje się w pewnym momencie i bezradnie rozkłada ręce. Trzeba się nieźle myszką nanaciskać, żeby w końcu znaleźć miejsce, z którego Ann raczy się przenieść do innej lokacji. Podobnie wygląda niestety sytuacja w przypadku innych elementów aktywnych – niekiedy pola, na których można coś zrobić zostały zaznaczone zbyt szeroko, przez co zachodzą na inne i już w ogóle nie wiadomo w co klikać. Tragedia – takie błędy należało poprawić jeszcze za nim gra trafiła do sklepów. Grać się odechciewa. Jeśli jest jakiś patch na to, to błagam niech zostanie zaimplementowany do polskiego wydania.
Poziom trudności Paradise jest jedną z niewielu rzeczy, które przypadły mi do gustu. Zagadki nie są ani za łatwe, ani za trudne. Czasem trzeba się trochę intelektualnie powysilać, żeby znaleźć rozwiązanie problemu, nic to jednak w porównaniu z samozadowoleniem, które zaczyna ogarniać gracza, gdy już tego dokona. Co ważne gra nie posiada problemów irracjonalnych – wszystko jest logiczne i ciekawe. Cały pozytywny obraz psują oczywiście wspomniane wcześniej syberyjskie dźwignie i zapadki, no ale może to silniejsze od Sokala i musiały się i w tej grze one znaleźć.
Gra jest, niestety, liniowa – zapomnij więc o tym, żeby zrobić coś w innej kolejności niż ustawa przewiduje. Co prawda w obrębie jednej lokacji możesz popełnić pewne rzeczy wcześniej, a inne później, jednak praktycznie nie wiesz wtedy co czynisz i po co to czynisz, a co to wtedy za zabawa.
Cieniowanie postaci takie trochę nie teges
Czy zatem najnowsze dzieło Benoit Sokala wciąga? Z żalem muszę przyznać, że gra wywołuje raczej zupełnie odwrotne wrażenie. Tak naprawdę bowiem, mimo że zaprezentowano mi bardzo piękne światy, to ja kompletnie nie miałem ochoty sprawdzić co jest dalej. Gdzie ten czar Syberii, która nie pozwalała mi odejść od monitora? Prysł? Dlaczego na to pozwolono?
Długość gry jest co prawda odpowiednia dla produkcji tego typu, obawiam się jednak, że gra jest tak toporna, że niewiele będzie osób, które zechcą rozegrać ją do końca. Żeby w ogóle odnieść przyjemność z Paradise trzeba sobie robić co najmniej kilkudniowe odstępy pomiędzy poszczególnymi seansami. Ja dziękuję za taką frajdę.
Zakończenie (nieco) optymistyczniejsze
Grafika wybija się z tego całego marazmu in plus. Co prawda masz do czynienia z płaskimi rysunkami i elementów trójwymiarowych (postaci) jest niewiele, to jednak zadbano o to, żeby na niemal każdym rysunku coś się dodatkowo poruszało. Czasem jest to jakaś piaskowa zamieć, innym razem zwykły deszcz, jeszcze kiedy indziej jakiś element krajobrazu. Dzięki temu wybiegowi grafika nie jest statyczna. W połączeniu z genialnymi dziełami umysłu Sokala daje to świetny efekt wizualny i gdyby za samą stronę wizualną wystawiać ocenę, to byłaby ona z całą pewnością wysoka.
Górnicy – aż dziw, że jeszcze nie narobili bałaganu
No ale nie ma róży bez kolców. Co z tego, że w Paradise postaci jest bardzo mało, skoro, kiedy już się spotkają, to dość często jakby nigdy nic przechodzą przez siebie. Mało tego. Zdarza się, że rozmawiający ze sobą bohaterowie stoją do siebie tyłem albo dają się złapać w jeszcze innych, niejednokrotnie gorszących obrońców moralności, pozycjach.
Nie koniec. Z uporem maniaka Twoja bohaterka cały czas rzuca cień. Nawet kiedy dookoła zapadł już zmrok albo deszcz niemiłosiernie zacina, Ann ubzdurała sobie, że cień rzecz ważna i bez przerwy go sobie ot, tak rzuca. Dodatkowo bez względu na to, w jakim otoczeniu by się nie znalazła, zawsze jest jednakowo oświetlona. Absurd? Nie, raj!
Ach, byłbym zapomniał, gra kilkakrotnie umożliwia wcielenie się w rolę lamparta. Grafika zmienia się wtedy w przeciętnie wyglądający i kanciasty trójwymiar, a Ty możesz się przez chwilę poczuć wielkim kotem. Niestety, nic głębszego z tego nie wynika.
Muzyka stoi na wysokim poziomie, ale jest jej niestety bardzo mało. Na każdym etapie gry towarzyszyć Ci będzie jeden (sic!) motyw muzyczny, który będzie w niej odtwarzany aż do wywołania nudności i nic tego nie zmieni. Co z tego, że jest ładny? W radiu też nie jest odtwarzana ciągle ta sama ładna piosenka, bo byśmy poszaleli. Znowu minus.
Polski dystrybutor Paradise, firma Cenega Poland, zapowiada, że gra ukaże się w Polsce już 22 września bieżącego roku i że zostanie ona w pełni zlokalizowana (włącznie z nagraniem kwestii mówionych). Oczywiście, jak tylko na naszym rynku ukaże się to wydanie, położę na nim swoje lepkie rączki, żeby poinformować Cię, drogi Czytelniku, czy chociaż dla polskiej wersji językowej grę poznać warto.
Ale przynajmniej fajną brykę Ance dali
Pora na podsumowanie. Paradise jest najbardziej toporną przygodówką point and click, w jaką przyszło mi grać w przeciągu kilku ostatnich lat. Poza ciekawymi wytworami wyobraźni Sokala i stojącymi na dość dobrym poziomie zagadkami gra ta nie ma do zaoferowania przeciętnemu odbiorcy kompletnie nic. Wielka to szkoda i osobiście nad tym boleję, gdyż wydawało mi się, że swoimi poprzednimi dziełami pan Benoit wyrobił sobie pewną markę wśród graczy. Miałem nadzieję, że kolejna gra, w której maczał palce okaże się hitem co najmniej tak samo wielkim, jak chociażby dwie Syberie. Tymczasem los spłatał mi figla i stało się zupełnie inaczej. Paradise jest pełną błędów nudną przygodą i jako taką polecić mogę ją jedynie bardzo zatwardziałym sympatykom gier adventure. Ale zanim zaryzykujesz, drogi Czytelniku, przeczytaj powyższy tekst jeszcze raz, żebyś potem mi nie mówił, że nie ostrzegałem.
Plusy:+ posiadająca interesujące zagadki
Minusy:
- fabularnie płytka
- pełna błędów i toporna w obsłudze
- zmuszająca do polowania na piksele
Paradise
Gatunek gry: przygodowaWydawca polski: Cenega Poland
Wydawca oryginalny: Micro Applications
Data wydania polskiego: 4 październik 2006
Data wydania oryginału: 4/2006
Języki gry: angielski, polski - napisy
Tryb gry: Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows 2000, Windows XP
- Procesor: 1,5 GHz
- Pamięć: 512 MB
- Grafika: zgodna z DirectX 64 MB
- HD: 2,5 GB
Sklep
Forum






