Recenzja gry "Mass Effect 2"
Po premierze pierwszej części Mass Effect wszyscy byli pewni, że powstanie kontynuacja przygód komandora Shepharda. Pojawiało się tylko pytanie, czym jeżeli w ogóle, zaskoczą nas developerzy ze studia BioWare? Czy będzie to odpowiedź twierdząca, a jeśli tak to dlaczego, postaram się wyjaśnić w poniższej recenzji.
Śmierć jest tylko początkiem …
Już na wstępie programiści serwują nam sporą niespodziankę. Nikt chyba się nie spodziewał, że jednym z pierwszych kroków jakie uczynią, będzie uśmiercenie komandora. Na szczęście pojawia się tajemnicza organizacja Cerberus, która dysponując nieograniczonymi prawie finansami, poświęca masę pieniędzy, by przywrócić Shepharda do świata żywych. Celem jest powstrzymanie Żniwiarzy, którzy dalej działają w Galaktyce, korzystając z nowych pomocników - Kolekcjonerów. Komandor przestaje być Widmem, a Rada … Rada nie jest już tą samą władzą, którą znamy z pierwszej części gry. Z kolei my, w roli głównego bohatera, jesteśmy wszędzie, gdzie się tylko udamy, rozpoznawani. Praktycznie każdy w galaktyce wie, jaką rolę w jej historii odegrał były członek komanda Widm.
Pierwsze nasze zadanie to oczywiście skompletowanie drużyny. W tym celu rekrutujemy członków zespołu, których poleca nam Człowiek Iluzja – tajemnicza postać, która reprezentuje Cerberusa. Jest to przemyślany i celowy zabieg developerów, którzy dzięki temu mogą kontrolować rozgrywkę oraz rozwój fabuły. Podróżując po galaktyce odkrywamy nowe światy, nowe zwyczaje i nowe zależności pomiędzy kulturami. Oprócz Żniwiarzy, walczymy również z różnego rodzaju gangami, które stają nam na drodze. Universum Mass Effect staje się coraz bardziej rozbudowane, wciągając gracza coraz głębiej w swój tajemniczy, fantastyczny klimat. Podkreśla to rozwijanie wątków obecnych w pierwszej części gry. Przykładem jest genofagium, o którym zdobywamy nowe informacje. Dzięki temu łatwiej wczuć się w rolę, a o to przecież chodzi w grach z gatunku RPG – nawet tych wirtualnych.
Leć Normandio, leć …
Wspominałem już o śmierci Shepharda – dochodzi do niej w wyniku zniszczenia Normandii przez tajemniczych napastników. Na szczęście Cerberus również i o to się zatroszczył, oddając do naszej dyspozycji ulepszoną wersję znanego nam statku. Ponownie więc możemy przemieszczać się po pokładach, na których, w różnych miejscach, rozlokowali się członkowie naszego zespołu. Nowy okręt został oczywiście wyposażony w kilka usprawnień. W komputerze zaimplementowana została Sztuczna Inteligencja, która udziela nam przydatnych wskazówek. Dodatkową nowinką jest możliwość modyfikacji wystroju kajuty kapitańskiej, którą oczywiście zajmuje Shephard. Nie mamy co prawda wielkiego wpływu na zmianę spartańskich warunków pomieszczenia, w którym odpoczywa komandor, jednak umieszczenie modelu statku, czy nowej rybki w akwarium poprawia wystrój pokoju. Szkoda tylko, że nie możemy sami tego wykonać. Kupujemy … i jest już w naszej kabinie.
Zmienił się natomiast sposób podróżowania – tym razem musimy dbać o odpowiedni zapas paliwa i, od czasu do czasu, uzupełniać go w orbitalnych bazach paliwowych. W tym samym miejscu zaopatrzymy się w sondy, które wykorzystamy do eksploracji niezamieszkałych planet. Przy ich pomocy będziemy wydobywać cztery podstawowe minerały: pierwiastek zero, iryd, platynę i pallad, które umożliwią nam prace nad rozwojem nowych technologii.
W drugiej części Mass Effect developerzy zmodyfikowali interfejs odpowiedzialny za podróże międzygwiezdne – jest on prostszy, powiedziałbym nawet, że wygodniejszy. W „dwójce” nie dysponujemy łazikiem, przy pomocy którego w pierwszej części badaliśmy powierzchnie planet. Zamiast tego programiści zaproponowali nam całkiem nowy sposób poszukiwania surowców: na ekranie komputera widzimy obraz skanera, którym badamy planetę, a odpowiednie wskaźniki pokazują nam poziom rudy w danym miejscu. Tam gdzie ich wskazania są najwyższe, wysyłamy sondę, która wydobędzie minerały i prześle je do naszych ładowni. Nie oznacza to, że nie odwiedzamy nowych planet. Na niektórych globach spotkamy się z anomalią, którą zbadamy, lądując na powierzchni w określonym miejscu.
Chodź ze mną …
Wygląda na to, że developerzy z biura BioWare postawili, ostatnimi czasy, na rozbudowane drużyny w swoich produkcjach. W Dragon Age: Początek do wyboru mieliśmy prawie tyle samo postaci, co w Mass Effect 2. Różnica polega na tym, że w pierwszej grze towarzyszyło nam trzech kompanów, podczas gdy tutaj możemy ze sobą zabrać tylko dwoje przybocznych. Wybór, kogo wziąć, nie jest łatwy – mamy różne rasy i różne specjalności. Żołnierz, Egzekutorka Asari, Zabójca, Obiekt Zero, czyli władająca biotycznymi mocami Jack, nasz stary znajomy Garrus, najemnik Zaeed, kroganin Grunt … to tylko przykłady prawdziwych specjalistów w swoim fachu, których łączy jedna wspólna cecha: każdy z nich jest dobry w zabijaniu.
Rekrutacja kolejnego członka drużyny to wykonanie odpowiedniej misji. Wyciągniecie z więzienia, wytropienie ukrywającego się najemnika czy pomoc w śledztwie stróżowi prawa. Zawsze jednak dojdzie do starcia zbrojnego. Oczywiście, jako dowódca możemy wydawać komendy naszemu oddziałowi. W tym zakresie nic się nie zmieniło: decydujemy zarówno jakiej broni mają używać, jak również jaką zdolność biotyczną w danym momencie uruchomić. Naturalnie będą oni działać również bez naszych rozkazów – trudno się tutaj przyczepić do algorytmów sterujących ich postępowaniem. Strzelają, prą do przodu, używają mocy, chronią się za osłonami – robią wszystko to, czego byśmy oczekiwali od wspierających nas w walce towarzyszy.
Dobra broń to nasza nadzieja …
Jak w każdej tego typu grze, jedną z podstawowych rzeczy jest ekwipunek, niestety w tym wypadku niezbyt rozbudowany. Rzekłbym, że nie ma go wcale. Co prawda Shephard biega obładowany bronią, wybierając pomiędzy karabinem szturmowym, pistoletem, granatnikiem, snajperką itp., jednak jego towarzysze mają do dyspozycji już tylko dwa egzemplarze śmiercionośnych narzędzi. I to cały inwentarz, jakim możemy rozporządzać podczas zabawy.
Podobnie jak w poprzedniej wersji, tak i tu mamy możliwość rozbudowy naszej broni, jednakże bez opcji samodzielnego montowania ulepszeń w postaci celowników, kolimatorów itp. Tym samym znacząco ograniczono nam zabawę. Uproszczenie ekwipunku spowodowało również to, że nie ma możliwości sprzedaży przedmiotów, które posiadamy w nadmiarze. Co prawda na brak gotówki nie możemy narzekać, ponieważ Cerberus wciąż nas sponsoruje, a dodatkowo zdobywamy środki finansowe podczas wykonywania misji, jednak wyeliminowanie handlu, moim zdaniem, wyszło grze na niekorzyść. Gdy odwiedzamy zamieszkane światy, możemy korzystać ze sklepów i tam zaopatrywać się w różne gadżety, jednak to już nie to samo; tym bardziej, że towarów w nich nie przybywa.
To co mi się mniej podobało, to zbyt mała ilość „wirtualnej adrenaliny”. Mamy wiele dialogów, wiele scenek filmowych, a pośród tego, rzekłbym, tylko ułamek tego, co nazwać możemy czystą akcją, w czasie której rzucamy się w wir walki.
Pogadaj ze mną …
Grający w obie części szybko zauważą, że interfejs dialogowy nie uległ zmianie. Ponownie mamy kółko decyzyjne, które w zależności od zachowania Shepharda, uzupełniane jest o opcjonalne wypowiedzi. Nowością jest możliwość reakcji podczas filmowych przerywników. Możemy zachować się jak porządny oficer lub brutalnie, próbując siłą zmusić naszych rozmówców do udzielenia odpowiedzi. Ma to oczywiście wpływ na poziom parametrów: praworządność i egoizm.
Warto wspomnieć o polskiej lokalizacji, która nie jest bez wad, ale zaliczana bywa do atutów gry. Niemniej jednak, jej wykonanie znacząco utrudnia czerpanie przyjemności z rozgrywki. Momentami (niestety, nie jest to rzadkość), rozmowę zagłuszają efekty dźwiękowe z otoczenia. Nie pomaga tu nawet zmniejszenie ich głośności – pojawiają się sceny, podczas których dialogi są prawie niesłyszalne; za to należy się duży minus.
Słuchaj, mam problem …
Oczywiście główną osią akcji jest zebranie grupy i wspólne przeciwdziałanie Kolekcjonerom i Żniwiarzom. Do wykonania mamy również zadania zlecone przez przygodnych rozmówców – w tym wypadku jednak, programiści nie zaszaleli. Misje te są banalne i najczęściej wymagają przejścia kilku kroków, by znaleźć ich rozwiązanie. Dlatego też, zlecenia poboczne uważam za jeden z najsłabszych elementów gry.
Praktycznie każdy z naszych towarzyszy ma swój własny problem, który powinniśmy pomóc mu rozwiązać. Od tego między innymi zależy, czy członek naszego zespołu będzie względem nas lojalny, czy nie. To z kolei wpływa na możliwość wykorzystania określonych broni podczas starcia. Warto więc pogadać z przyjaciółmi i dowiedzieć się co ich gnębi, a następnie pomóc im znaleźć rozwiązanie.
Jednym z ciekawszych rozwiązań są mini gierki, które czekają nas w momencie, gdy chcemy dostać się do czyjegoś PDA lub sejfu. Developerzy zaoferowali nam łamanie zabezpieczeń oraz hackowanie kodu. Proste, przyjemne i .. zdecydowanie zbyt łatwe.
Jak nas widzą, tak nas piszą …
Na koniec warto wspomnieć jeszcze o kilku rzeczach. Grafika, jak zwykle, stoi na najwyższym poziomie, dzięki silnikowi Unreal Engine 3, który zastosowano w tej produkcji. Nie bez znaczenia jest również doświadczenie developerów, których produkcje zawsze oferują wysoką jakość. Szkoda, że polski wydawca nie stanął na wysokości zadania. Oprócz niestabilnej lokalizacji, zarzucić mu można niską jakość opakowania w jakim otrzymujemy grę. Za 149 zł dostajemy plastikowe pudełko, które dostosowane jest do pomieszczenia tylko jednej płytki, natomiast drugi dysk instalacyjny, schowany w kartonową osłonę, musi borykać się z brakiem stałego miejsca. Kolejna rzecz to instrukcja, która jest pozbawiona kolorów i praktycznie nic nie zawiera – prawdziwe minimalistyczne podejście. Szkoda, bo wydając taką kwotę spodziewalibyśmy się produktu trochę lepiej przygotowanego. Na szczęście, gra sama w sobie, pomimo wymienionych wad, jest godna polecenia wszystkim tym, którzy preferują dynamiczną zabawę w wirtualnej rzeczywistości. Warto spędzić w bogatym świecie Mass Effect 2 te kilkadziesiąt godzin, jakie zaoferowali nam developerzy.
+ wciągająca fabuła
+ możliwość wykorzystania bohatera z pierwszej części gry
+ dopracowany system krycia się za osłonami
+ wygodny sposób pozyskiwania surowców
+ różne możliwości zakończenia gry
Minusy:
- niestabilna lokalizacja
- niska jakość opakowania
- zbyt duże uproszczenia w ekwipunku postaci
- za dużo gadania, za mało akcji
Mass Effect 2
Gatunki gry: TPP, cRPGWydawca polski: Electronic Arts Polska
Wydawca oryginalny: Electronic Arts
Data wydania polskiego: 29 styczeń 2010
Data wydania oryginału: 1/2010
Języki gry: angielski, polski
Tryb gry: Single player
Dostępne platformy: PC, XBox 360
Systemy operacyjne: Windows Vista, Windows XP
- Procesor: 1.8GHz Intel Core 2 Duo
- Pamięć operacyjna: 1 GB RAM dla Windows XP / 2 GB RAM dla Windows Vista lub Windows 7
- Karta graficzna: 256 MB (ze wsparciem dla Pixel Shader 3.0)
- HDD: 15 GB
- Karta muzyczna: zgodna z DirectX 9.0c
- Napęd: DVD-ROM
- Procesor: 2.6 GHz Intel Core 2 Duo
- Pamięć operacyjna: 2 GB
- Karta graficzna: ATI Radeon HD 2900 XT lub lepszy, NVIDIA GeForce 8800 GT lub lepsza
- HDD: 15 GB
- Karta muzyczna: zgodna z DirectX 9.0c
- Napęd: DVD-ROM
Sklep
Forum







