Recenzja gry "Empire Earth II: Władza Absolutna"

Autor: Samuel Suder
12 maja 2006

Ocena ogólna: 6/10

Napisana przeze mnie prawie rok temu recenzja gry Empire Earth II pokazała jak to łatwo skojarzyć grę komputerową z żywnością. Jako że minęło od tego czasu już wiele dni, fani serii z całą pewnością nieco wygłodnieli. Wychodząc im naprzeciw twórcy gry przygotowali dodatek o nazwie Art of Supremacy, który nie wiedzieć dlaczego przetłumaczono w Polsce na Władzę absolutną. W tej oto formie – całkowicie spolonizowana – gra trafiła do mnie na testy, których efektem jest niniejszy tekst. Smacznego zatem – zapraszam do lektury.

Jaka była Empire Earth II? To pytanie, na które nie da się jednoznacznie odpowiedzieć. Dla niektórych – w tym dla mnie – gra okazała się całkiem sympatycznym RTS-em, który zachwycił swoim rozmachem i wciągnął na całe tygodnie. Inni natomiast psioczyli na kiepską ich zdaniem sztuczną inteligencję komputera, narzekali na przeciętną grafikę i w ogóle nie chcieli w to grać. Jakkolwiek na tytuł nie patrzeć, w kilka miesięcy po premierze EE2 ukazał się Age of Empires III i to jemu przypadła palma pierwszeństwa strategii czasu rzeczywistego. Czy dodatek jest w stanie podając walkę EE2 z dziełem tak dopracowanym, jakim niewątpliwie jest gra Ensemble Studios? Na to pytanie odpowiedzi udzielę po śniadaniu.

Los cereales de desayuno

Oczywiście, żeby w ogóle myśleć o dodatku do EE2 trzeba mieć tę grę zainstalowaną na dysku. Kiedy już spełnisz ten warunek, drogi Czytelniku, będziesz musiał odczekać jeszcze chwileczkę, bo tyle dosłownie trwa instalacja Władzy absolutnej (1,5 GB) i już nic nie stanie na przeszkodzie przed rozpoczęciem zabawy. Jak zwykle zachęcam do uprzedniego sięgnięcia po instrukcję i przejrzenia jej zawartości. Co prawda skoro zabierasz się za dodatek, to z całą pewnością laikiem nie jesteś, wychodzę jednak z założenia, że lepiej dwa razy się o czymś dowiedzieć, niż wcale. Zresztą sama instrukcja liczy sobie 36 stron, na których znajdziesz opisy głównie tych rzeczy, które za sprawą dodatku w grze pojawiają się po raz pierwszy (co nie znaczy, że tych innowacji będzie dużo), więc każdemu te informacje będą przydatne.


To ja, car Aleksander! W rzeczywistości byłem mniej kanciasty!

Przy pierwszym uruchomieniu gry ogarnie Cię pewnie uczucie deja vu. Możliwe, że pomyślisz sobie, że już te loga firm gdzieś widziałeś (filmik reprezentujący twórców gry – firmę Mad-Doc jak zwykle wywołał u mnie banan uśmiechu). I rzeczywiście oprawa nie zmieniła się nic. Nawet intro dziwnie przypomina to, które już znasz, nie wspominając o menu czy interfejsie. Kiedy zdecydujesz się na którąkolwiek opcję (kampania, potyczka, gra wieloosobowa albo edytor) zorientujesz się jednak, że tak naprawdę twórcy gry nie poszaleli i jest tego mniej, niż należałoby się spodziewać po dodatku. Owszem, masz trzy nowe kampanie (Egipcjanie z czasów faraonów, Rosjanie za czasów cara Aleksandra i Masajowie w niedalekiej przyszłości), co z tego jednak, kiedy nie są one jakoś specjalnie rozbudowane – ograniczają się do kilku misji w każdej z nich. Oprócz kampanii pozwolono Ci wziąć udział zarówno po stronie Rosjan, jak i Niemców w bitwie pod Kurskiem, a także wcielić się w dowódcę Zulusów albo Brytyjczyków w Rorke’s Drift (cokolwiek by to nie było). Nowych ras jest zatem cztery – Rosjanie, Francuzi, Zulusi i Masajowie. I na tym koniec. A przypominam Ci, że masz do czynienia z płatnym dodatkiem. Nie wiem, może to tylko moje dziwne uczucie, ale odnoszę wrażenie, że to, co pojawiło się we Władzy Absolutnej winno być włączone do podstawki, a z okazji dodatku twórcy gry powinni byli stworzyć dużo więcej i to znacznie ciekawszych scenariuszy. Ale dobrze – możliwe, że lubisz głodowe racje i mimo wszystko zechcesz czytać dalej. Pora więc odpowiedzieć na pytanie co takiego zmieniło się w samej rozgrywce. Obiad.

Merluza a la romana con ensalada

Nie żebym krytykował, ale w rozgrywce także zmieniło się bardzo niewiele. Owszem, pojawiło się coś takiego, jak wasalstwo czy przyłączanie napotkanych na planszy plemion do drużyny (patent znanych chociażby z konkurencyjnego Age of Empires), jest to jednak o wiele za mało, jak na dodatek tego typu. Miłą rzeczą jest w EE2:WA pojawianie się bohatera, czyli jednostki, która przewodzi w boju, efekt psuje jednak to, że kryteria, według których ten tytuł jest przyznawany czasami wydają się co najmniej niezrozumiałe. Zwiększono też w dodatku powiązania pomiędzy poszczególnymi misjami kampanii. Dzięki dobrej grze we wcześniejszym scenariuszu możesz sobie później wybrać „Posiłki”, które stanowią całkiem przyjemny handicap już na starcie kolejnego zadania. Nie mogę się oprzeć jednak wrażeniu, że zmiany są tu czysto kosmetyczne. Za bardzo kosmetyczne. Nie wprowadzono nic, co ożywiłoby rozgrywkę, nie położono żadnej wisienki na torcie. W efekcie ciasto upieczone przez ekipę Mad-Doc ma smak dziwnie podobny do ich wypieku sprzed niecałego roku, a nie każdy lubi kupować dwa razy ten sam przepis.


Warszawa, maj 2006. W tle nowa stacja metra.

Honoru Władzy absolutnej bronią znacznie poszerzone możliwości edycyjne (możesz teraz stworzyć praktycznie wszystko – od armii, przez plansze, na cywilizacjach skończywszy), a także dwa nowe tryby dla swobodnej rozgrywki (Terytoria kluczowe oraz Zaciekły bój). O ile „Terytoria kluczowe” są nawet fajnym urozmaiceniem gry, bo zmuszają Cię do większego przywiązywania się do już zdobytej ziemi, o tyle „Zaciekły bój” wymaga już sporej ilości czasu, gdyż polega na przenoszeniu się z planszy na planszę i sprawdzi się jedynie w trybie gry wieloosobowej. Kolacja.

Yogur

Już w zeszłym roku EE2 nie wyglądało specjalnie apetycznie – zwłaszcza w zbliżeniach. Władza absolutna nie prezentuje się niestety lepiej, a w porównaniu do AoE wygląda nawet bardzo kiepsko. Nie wiem czy przez ten rok popracowano chociaż trochę nad grafiką, a szkoda – wypadałoby. Na pocieszenie dodam, że światło-cienie wyglądają całkiem nieźle.

Muzyka i efekty dźwiękowe specjalnie się nie zmieniły. Co ciekawe jednak chociaż chwaliłem je jeszcze całkiem niedawno, to tym razem nie mogę powiedzieć, żeby przypadły mi jakoś do gustu – może się zestarzałem. Tak naprawdę bowiem w głośnikach cały czas coś tłucze albo strzela. Nie dość, że jednostki naparzające na wroga walą jak oszalałe, to jeszcze muzyka dodaje swoje własne umpa umpa. Nie pamiętam, żeby kiedyś rozbolała mnie głowa przy jakiejś grze komputerowej, Władza absolutna była już tego bardzo bliska. Polska wersja za to jest poprawna – nawet lektorzy wypadli naturalnie – szkoda tylko, że tekstów dla jednostek jest tak mało i często się powtarzają.


Czarny dym. Ktoś pali gumę.

Reasumując, czy Władza absolutna jest w stanie przykuć na dłużej do monitora? Owszem jest, ale na nie więcej niż 10 godzin, tyle bowiem zajęło mi rozegranie kampanii oraz dwóch punktów zwrotnych historii. Oczywiście dodatek umożliwia także zabawę po sieci, co z tego jednak skoro przecież podstawka nigdy Ci tego nie zabraniała. Jak dla mnie Empire Earth II: Władza Absolutna nie wnosi nic nowego i jako taka będzie godna uwagi tylko maniaków gatunku oraz tych, którym podstawowa wersja bardzo się podobała i nie żal im tych kilkudziesięciu złotych, które przecież można zainwestować w zupełnie inny sposób. Na przykład w nieco droższy Age of Empires 3, który to tytuł niezaprzeczalnie rządzi na rynku RTS-ów. Do czasu – pewnie bowiem powstanie Empire Earth 3. I wtedy dopiero będzie wyżerka!

Plusy:
+ czysto kosmetyczne zmiany

Minusy:
- krótkie
- nic nowego

Ocena ogólna: 6/10

Empire Earth II: Władza Absolutna

Gatunek gry: RTS
Wydawca polski: CD Projekt
Wydawca oryginalny: Vivendi Universal Games
Data wydania polskiego: 23 luty 2006
Język gry: Polski
Tryby gry: Multi player, Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows 2000, Windows XP
Minimalne wymagania sprzętowe:
  • procesor: 1,5 GHz
  • pamięć: 256 MB
  • grafika: 128 MB zgodna z DirectX 9.0c




--- Reklama ---