Recenzja gry "Dyplomacja"
Któż z nas nie grał w gry planszowe? Niewielu takich się znajdzie. Tak się składa, że dawno nie mieliśmy dobrej adaptacji gry planszowej na PC. Czy zmieniła to ostatnia produkcja Paradox Interactive wydana przez Cenega Poland? Przyjrzyjmy się bliżej konwersji Dyplomacji na komputery osobiste.
Trochę o planszy
Dyplomacja jest turową grą planszową, której akcja osadzona jest w Europie końca XIX i początku XX wieku. Stworzona w połowie XX wieku przez Allana Calhamera posiadała najważniejsze cechy swojego gatunku: łatwe do przyswojenia zasady, wysoki stopień atrakcyjności, dynamiczną i ekscytującą rozgrywkę. Każdy z siedmiu graczy obejmował kontrolę nad jedną z potęg panujących w Europie w tamtych latach. Cel gry był prosty: uzyskanie dominacji nad kontynentem. Kluczowym elementem była możliwość negocjacji. Dzięki niej uzyskiwaliśmy wsparcie w walkach. Oczywiście, żeby nie było łatwo trzeba było uciekać się do dyplomatycznych podstępów, blefów, kłamstw. Tury dzieliły się na kilka faz. Wśród nich znajdowało się negocjowanie z innymi graczami, rozstrzyganie konfliktów, zarządzanie źródłami zasobów.
Jak to działa?
Czyli trochę na temat wyglądu menu i opcji. Zacznijmy od instalacji. Gra instaluje się długo jak na jedną płytę danych. Dodatkowo miejsce, które znika nam po instalacji, szokuje. Ja zrozumiem wiele rzeczy, ale żeby instalacja konwersji gry planszowej zajmowała 1.5 GB? Sporo, zwłaszcza, że grafika i dźwięki nie są aż tak powalające. Należy również wspomnieć o wymaganiach sprzętwych, które do małych nie należą. Nie rozumiem, po co do takiej gry wymagana jest karta graficzna z pamięcią 128 MB i obsługująca Vertex i Pixel Shader... W pogoni za 'realną' grafiką twórcy tracą to 'coś' przyciągające w swoich produkcjach.
Gra ładuję się długo, zwłaszcza przy pierwszym uruchomieniu. Nie wiem, jak na innych komputerach, ale u mnie przy pierwszym odpaleniu nastąpił tak zwany 'zwis'. Reset pomógł, ale psuje to w pewien sposób pierwsze wrażenie. Lepiej jest dalej. Menu jest proste i przejrzyste. Pierwszym miejscem, w które się udałem po uruchomieniu, było menu profilu. Tutaj zdecydujemy, jak będzie wyglądał nasz awatar w grze oraz zmienimy jego imię. Wybór awatara nie ma wpływu na rozgrywkę, a jedynie pozwala graczowi bardziej utożsamić się z grą. Następnie swoje kroki skierowałem do menu opcji. Nie mamy zbyt dużych możliwości konfiguracji, ale są one wystarczające.
Roz(g)rywka?
Jako, że ze strategiami wszelkiej maści miałem i mam dużo do czynienia, od razu postanowiłem rzucić się na głęboką wodę. Okazało się to olbrzymim błędem. Dyplomacja posiada sporo opcji, które odwzorowują jej planszową idee. Tak więc powróciłem do trybu szkolenie i czytania instrukcji. Za te dwie rzeczy autorom należy się plus. W instrukcji znajdziemy niemal wszystkie informacje potrzebne do czerpania radości z gry. Uzupełniające ją szkolenie stanowi doskonały pomost pomiędzy wiedzą 'papierową' a jej wykorzystywaniem.
Ekran gry podzielony jest na 3 części. Pierwszą z nich stanowi pasek u góry, na którym znajdują się flagi narodów i ich stosunek do naszego państwa. Poprzez kliknięcie na fladze możemy wywołać awatara danego narodu, z którym prowadzimy negocjacje. Zazwyczaj sprowadzają się one do wsparcia militarnego w pewnym rejonie. Obok flag znajdują się także dane tury. Znajdziemy tam aktualny rok rozgrywki, porę roku i fazę. W momencie, kiedy następuje nasza tura, w oknie z danymi tury pokazuje się zegar, który odlicza czas do zakończenia naszego ruchu.
Drugim elementem jest mapa. Przedstawia Europę z przełomu XIX i XX wieku. Na mapie przyjdzie nam wydawać polecenia naszym wojskom i prowadzić negocjacje. Na planszy pokazane są jednostki nasze oraz przeciwników, granice państw i, chyba najważniejsze, prowincje ze źródłami zasobów. To właśnie w nich możemy powoływać armię. Źródła zasobów są również jedną z druga do zwycięstwa: jeśli zajmiemy połowę lub więcej z nich wygrywamy. Mapa prezentuje się graficznie całkiem przyzwoicie. Poruszająca się powierzchnia wody sprawia dobre wrażenie. Od czasu do czasu mapa stanowi tło dla awatarów graczy. Postacie awatarów są zrealizowane przeciętnie. Widać, że na ich głowy poświęcono sporo wysiłku, natomiast tors wygląda jakby ktoś zrobil go na sprite`ach. Figurki naszych dzielnych wojaków nie tracą jakości przy zbliżeniach, co jest bardzo miłe dla oka. Ostatnim elementem menu jest niezbyt przejrzysty pasek odpowiedzialny za zakończenie obecnej fazy lub tury oraz umożliwiający dostęp do opcji. Pasek ów umieszczony jest w narożniku i wygląda całkiem przyjemnie, dobrze komponując się z resztą menu.
Walcz i zdobywaj
Jak w każdej grze strategicznej także i tutaj przyjdzie nam dowodzić wojskami. Podział jednostek jest prosty: mamy do dyspozycji dwie kategorie. Pierwsza z nich są siły morskie, które stanowią tło i wsparcie dla jednostek lądowych. Możemy je wykorzystywać do konwojowania sił lądowych przez akweny oraz do walk morskich, które zdarzają się wyjątkowo rzadko (chyba, że gramy Wielką Brytanią, wtedy sprawa ma się inaczej). Drugą kategorią są jednostki lądowe. To właśnie za ich pomocą zdobywamy prowincje, źródła zasobów oraz wspieramy sojuszników. Istnieje tylko jeden rodzaj jednostek lądowych, więc nie ma dylematów w rodzaju: co teraz wyprodukować. System walki należy do jednego z najprostszych, z jakimi się spotkałem. Znaczenie ma tylko ilość podległych nam oddziałów. Który gracz posiada w momencie walki większą armię w danej prowincji wygrywa. W przypadku równych sił walka pozostaje nierozstrzygnięta. Prostota walki jest niewątpliwym plusem gry. W celu zwiększenia siły możemy połączyć dwa lub więcej oddziałów. Można też wynegocjować wsparcie wojskowe z innymi państwami. Tutaj napotykamy największy smaczek Dyplomacji. Nigdy nie wiemy, czy państwo spełni naszą prośbę czy też wbije nam nóż w plecy. Jednak żaden komputerowy przeciwnik nie dorówna w knuciu spisków żywemu człowiekowi. Przejdźmy więc do tego, co misie lubią najbardziej, czyli...
Multiplayer
Najważniejsze, że jest, ale jego możliwości są co najwyżej skromne. Do naszej dyspozycji zostaje oddana opcja gry poprzez LAN lub Internet. Szkoda, że nikt nie pomyślał o trybie Hot-Seat, który sprawdza się bardzo dobrze we wszelkich grach turowych. W grze wieloosobowej może brać udział od dwóch do sześciu graczy. Nieprzewidywalność ich posunięć wprowadza grę na nowe wyżyny. Niczego nie można być pewnym, kiedy po drugiej stronie znajduje się człowiek.
W tym trybie gry uzyskujemy możliwość prostego czatu z uczestnikami, jednak została ona wprowdzona, jak twierdzą twórcy, ze względów towarzyskich. Chociaż to od graczy zależy, jak ją wykorzystają.
Ziemia jest płaska?
Na zakończenie przydałoby się wspomnieć parę słów o błędach. Najbardziej rażącą, jak dla mnie, wadą jest czas trwania tury w rozgrywce jednoosobowej. 30 minut czasu na wykonanie prostego ruchu jest ilością zbyt dużą. Na szczęście możemy zdecydować o wcześniejszym zakończeniu kolejki. Oczywiście nie należy zapominać o niezbyt dopracowanym trybie multiplayer. Więcej wad nie zauważyłem. Czasem gra staje się nudna i czas przy niej zaczyna się dłużyć, ale to zależy od podejścia grającego.
Dla kogo to jest?
Gra ma swoje wady i zalety. Dla miłośników gier planszowych będzie znakomitym pretekstem do spędzenia paru(-nastu?) godzin przy komputerze. Natomiast dla ludzi, którzy nastawiają się na rozgrywkę wieloosobową i nie siedzą zbyt głęboko w grach planszowych może okazać się pozycją zbyt ciężką i nużącą. Musiscie sami sklasyfikować się do jednej z grup. Ocena wystawiona jest przez osobę, która z planszówkami za wiele do czynienia nie miała, ale gra mimo to mnie wciągnęła. I rada na koniec: uważajcie z kim negocjujecie!
Plusy:+ ciekawe rozwiązania
+ walka
+ wciąga
Minusy:
– multiplayer
– potrafi znudzić
Dyplomacja
Gatunek gry: strategicznaWydawca polski: Cenega Poland
Data wydania polskiego: 18 listopad 2005
Oryginalna strona gry: http://www.diplomacy.cenega.pl/
Język gry: Polski - napisy
Tryb gry: Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows 98, Windows ME, Windows XP
- procesor:
- pamięć:
- grafika:
Sklep
Forum






