Pierwsze wrażenia z gry "Dungeon Siege III"

Autor: Radosiewka
Korekta: Gambit
13 maja 2011

Marka Dungeon Siege znana jest wszystkim miłośnikom Hack’n’Slasherów i cieszy się wśród nich dużą popularnością, ale na najnowszą odsłonę musieliśmy czekać naprawdę długo. W tym czasie, prawa do marki nabyło Square_Enix i stworzenie trzeciej części zleciło ekspertom od gier cRPG, czyli studiu Obisidian. Seria przeszła szereg zmian, nie tylko w aspekcie grafiki, ale także rozgrywki – tym razem będzie to action-RPG z trybem kooperacji. Premiera tytułu została przesunięta na 17 czerwca, ale ja już teraz miałam okazję zapoznać się z wersją preview gry, dostępną na PC.

Fabuła gry nawiązuje do zdarzeń znanych poprzednich części, ale stanowi odrębną historię, więc nowi gracze z łatwością odnajdą się w sytuacji. Ziemie Ehb trawi wojna domowa pomiędzy zwolennikami rodu królewskiego, a Jeyne Kassender, oskarżającej 10-ty Legion o królobójstwo. Legioniści już setki lat temu wykazali się bohaterskimi czynami, stając się ważną i szanowaną organizacją w świecie Ehb. Jednakże po ciężkiej i obfitującej w ofiary bitwie, przy życiu pozostali nieliczni członkowie 10-tego Legionu. Postanawiają spotkać się w zniszczonej posiadłości Montbarronów i przywrócić świetność Legionu. Nic nie idzie jednak po ich myśli.

Fabuła jest dość interesująca, w grze można natknąć się na pokaźną ilość notatek, fragmentów książek itd. które przybliżają nam historię krainy Ehb i jej mieszkańców. Rozmowy z NPC odbywają się przy użyciu „kółka” z dostępnymi skróconymi wersjami tego, co powie bohater. Zostało to zrealizowane w sposób podobny jak w serii gier Mass Effect. Niestety, pomimo udźwiękowienia wszystkich kwestii, dialogi są bardzo statyczne, postacie prawie nie gestykulują i wypada to dość sztucznie. Na dodatek, prawie nigdy nie widzimy twarzy naszego bohatera. A skoro już jesteśmy przy naszym protagoniście, warto wspomnieć, w kogo będziemy mogli się wcielić.

Dungeon Siege III nie zawiera podziału na klasy, na początku rozgrywki wybieramy po prostu jednego z czterech przygotowanych bohaterów. Pierwszy z nich, to typowy wojownik, doskonały dla osób jeszcze nie zaznajomionych z tego typu produkcjami. Właśnie na niego padł mój pierwszy wybór postaci do testowania. Lucas Montbarron , syn byłego wielkiego mistrza Legionu to ostatni potomek szlachetnego rodu i desperacko walczy o utrzymanie honoru rodziny. Walka nim jest bardzo przyjemna i dośc prosta – w zależności od liczby wrogów i ich siły, możemy przełączać pomiędzy postawą bardziej ofensywną, czyli używaniem miecza oburęcznego oraz korzystaniem z uników, tarczy i miecza. Kolejne postacie prezentują się jednak znacznie ciekawiej. Reinhart Manx od razu zwraca na siebie uwagę wyglądem – ten mag posiada świetnie wyglądający pas, przypominający wnętrze zegarka dzięki zębatkom i skomplikowanym mechanizmom. Spadkobierca długiej linii legionowych magów większość życia spędził w Kolegium miasta Stonebridge, praktykują sztukę magiczną. Doskonale radzi sobie z dużymi grupami przeciwników, dzięki czarom obszarowym, ale nadmierne skrócenie dystansu pomiędzy nim a przeciwnikami często kończy się śmiercią. Trzecia postać, także korzystająca z magii, i jak na razie moja ulubiona bohaterka, to archontka Anjalli. Dawniej archontki były duchami ognia, służkami dawno zaginionych boskich stwórców. Bohaterka została jednak wychowana przez sojuszników Legionu i nie zna losów swoich pobratymców. Posiada możliwość zamiany we wcielenie żywiołu ognia. W ludzkiej postaci do jej dyspozycji została oddana laska oraz włócznia, co czyni ją dość uniwersalną postacią, w zależności do wcielenia, które wybierze. Do tego świetnie prezentuje się przywoływany przez nią zwierzęcy towarzysz. Na koniec pozostała osoba lubująca się w korzystaniu z broni palnych – Katarina, nieślubna córka Hugh Montbarrona – byłego wielkiego mistrza Legionu. Jakby tego było mało, jest także wiedźmą Lescanzi. Jej matka przebywała głownie w towarzystwie nomadów i wędrowców, niekoniecznie lubianych przez mieszkańców Ehb. Dziewczyna świetnie posługuje się bronią palną, zarówno na dalszy dystans (karabin) jak i bliższy (para pistoletów). Potrafi też zrobić parę magicznych sztuczek, jest więc dość uniwersalną bohaterką.

Każda ze wspomnianych wcześniej postaci ma inną osobowość i przeszłość a ich losy przeplatają się ze sobą podczas rozgrywki. Brakuje jednak zabiegu, który wykorzystało miedzy innymi Dragon Age albo Sacred – nawet krótkie, a odmiennego wstępu dla każdego bohatera. Otrzymujemy za to drobne różnice we wprowadzającym filmiku i czasami w dialogach między postaciami.

Podczas rozrywki, w jednej chwili będziemy mogli korzystać z pomocy tylko jednego towarzysza – od czasu do czasu skomentuje on aktualne wydarzenia bądź też miejsce w którym jesteśmy, ale jego wartość będzie odczuwalna przede wszystkim podczas walk. Nasz towarzysz, może nas przywrócić do życia, gdy zginiemy, na dodatek sztuczna inteligencja dość rozsądnie korzysta z magii i specjalnych zdolności. Zbierając po skończonym starciu zdobycze, potrafi obrać taką drogę, by samodzielnie zebrać dla nas pozostałe złoto – to z pewnością miłe zaskoczenie. Jednakże walki nadal wymagają pewnego dopracowania – jest to zastrzeżenie do wersji pecetowej, gdyż korzystanie z pada jest mimo wszystko przyjemniejsze w obsłudze dzieła Obsidianiu. Przy sterowaniu myszką i klawiaturą, miałam z początku duże trudności podczas starć – nie dość, że musiałam samodzielnie dobierać ustawienia kamery (jej praca nie jest zbyt dobra), to na dodatek poruszanie postacią przy użyciu klawiatury i klikanie w odpowiednim kierunku na wroga jest trochę zbyt utrudnione. Mam wrażenie, że twórcy muszą popracować nad precyzyjnością, zwłaszcza przy rzucaniu czarów. Szkoda, że w menu gry nie można samodzielnie ustawić klawiszologi, ale być może będzie to dostępne w finałowej wersji gry – z chęcią przywitałabym możliwość podpięcia części umiejętności pod przyciski myszki. W ferworze walki, zwłaszcza w początkowych etapach rozgrywki miałam kłopoty z korzystaniem z dodatkowych umiejętności, zwłaszcza tych leczniczych. W grze nie ma miksturek – z jednej strony to pomysł kontrowersyjny (i z początku bardzo mnie irytował) ale im dłużej grałam, tym bardziej się do niego przekonywałam. Został on wprowadzony głównie z myślą o kooperacji – każda postać posiada umiejętność leczącą, czasami także z zabitych wrogów wypadają zielone kule z paroma punktami życia.

Samo zbieranie przedmiotów, będące jedną z najważniejszych cech tego typu gier, jest satysfakcjonujące. Każdy broń, element opancerzenia, jest opisany szczegółowymi statystykami, a jego nazwa opatrzona odpowiednim kolorem, świadczącym o jego unikalności i przydatności użycia. Na dodatek istnieje prosty sposób porównywania specyfikacji tego, co aktualnie używamy z elementami będącymi w naszych plecakach. Menu zadań, ekwipunku i rozwoju postaci jest bardzo konsolowe i wymaga pewnego przyzwyczajenia. Brakuje dostępu do dokładnej mapy zwiedzanego obszaru, jest tylko mini mapka w prawym górnym rogu ekranu. Niestety, na mapce nie ma żadnego, dobrze działającego kompasu ani wskaźnika, gdzie dokładnie powinniśmy się udać, aby ukończyć dane zadanie. Są tylko odpowiednie symbole, gdy znajdziemy się odpowiednio blisko celu. Oprócz głównego wątku fabularnego, natkniemy się na dziesiątki zadań pobocznych – dzięki nim zyskamy kolejne punkty doświadczenia i znajdziemy kolejne przedmioty. Grę możemy zapisać tylko w określonych momentach – z początku taka cecha typowa dla konsol może zdenerwować graczy PC-towych, ale po chwili przyzwyczajenia byłam w stanie do tego przywyknąć.

Muzyka w grze jest klimatyczna i doskonale oddaje klimaty lokacji, w których się znajdujemy – pod tym względem nie mam żadnych zastrzeżeń. Mentorem naszej postaci jest legionista Odo, a jego głos podkłada Barry Dennon, znany między innymi z roli Chamberlaina. Jedynie dość nietrafiony wydaje mi się aktor wcielający się w Reinharta – brzmi on troszeczkę zbyt młodo. Pod względem grafiki jest dobrze, chociaż nie przepięknie. Lasy i miasteczka mają zbyt małą ilość szczegółów, ale piękne jaskinie i wnętrza rekompensują to aż w nadmiarze. Niesamowite cienie, dobre efekty cząsteczkowe to główne cechy wyróżniające Dungeon Siege III na tle konkurencji. Gra działa na nowym silniku graficznym, który doskonale sprawdza się przy grach action-RPG. Jest to Onyx Engine, widziany po raz pierwszy w akcji. Animacje postaci wymagają jednak dopracowania, zwłaszcza podczas przerywników filmowych, np. biegnący na nas przeciwnicy wyglądają dość sztucznie. Obsidian często miał problemy z dopracowaniem swoich tytułów pod względem technicznym (tak, mam na myśli Alpha Protocol) ale tym razem jest inaczej. Widać, że już teraz gra działa bardzo płynnie, grając na najwyższych detalach nie miałam żadnych zwolnień ani zacięć (procesor i5 650, GeForce GT 460, 4 GB RAM-u). Nie natknęłam się także na zbyt wiele przenikania się krawędzi obiektów.

Bardzo ważnym elementem tej produkcji jest tryb kooperacji. Umożliwia on jednoczesną rozgrywkę maksymalnie czterem graczom (lokalnie dwóm). Wcielają się oni w wybraną przez siebie postać i wspólnie przechodzą grę na zapisie gry osoby hostującej grę. To oznacza, że przy grze wieloosobowej, zadania zostaną zapisane tylko jednej osobie. Jednakże wspólna gra, zwłaszcza przy jednym monitorze daje bardzo dużo radości i satysfakcji. W zależności od bohaterów, którymi sterujemy, korzystamy z innych taktyk  i wspieramy siebie nawzajem. Przy trudniejszych do pokonania bossach, zdarzało mi się odciągać uwagę przeciwników odpowiednio uciekając Lukasem (i korzystając jednocześnie z powolnego leczenia żywotności) gdy druga osoba rzucała w tym czasie czary z oddali. Na dodatek, gdy zginiemy, druga osoba będzie mogła nas magicznie ocucić. Tryb kooperacji ma bardzo duży potencjał i z pewnością spotka się z ciepłym przyjęciem graczy.

Już teraz Dungeon Siege III to kawał dobrego, solidnego kodu, a do premiery pozostało jeszcze trochę czasu i z pewnością zostaną wprowadzone kolejne usprawnienia. Seria po raz pierwszy zagości także na konsolach – PS3 oraz X360 i ma duże szanse poszerzyć grono swoich fanów. Duże przywiązanie do kolekcjonowania przedmiotów, trybu kooperacji i nie zaniedbanie przy tym fabuły to główne zalety tej produkcji. Pozostaje tylko czekać na finalną wersję.
 

Dungeon Siege III

Gatunki gry: akcja, cRPG
Wydawca polski: Cenega Poland
Wydawca oryginalny: Square-Enix / Eidos
Data wydania polskiego: 2011
Data wydania oryginału: 2011
Język gry: angielski
Tryby gry: Multi player, Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows 7, Windows Vista, Windows XP


blog comments powered by Disqus