Recenzja gry "Dragon Quest IX: Sentinels of the Starry Skies" (DS)
Dragon Quest to, obok Final Fantasy, najbardziej znana marka Square Enix. W Japonii, każdy kolejny jRPG z tej serii okazuje się być bestsellerem. Najnowsza część, Dragon Quest IX: Sentinels of the Starry Skies , pragnie zawalczyć także o zachodniego gracza. Ten DS-owy exclusive został stworzony przez studio Level-5. Jest ono odpowiedzialne za takie tytuły jak Professor Layton and Pandora’s Boox (DS), czy White Knight Chronicle (PS3). Wprowadzili oni szereg zmian w serii, ale czy wyszły one grze na dobre?
Fabuła produkcji jest baśniowa i dość lekka. Wystarczająco uzasadnia potrzebę pomagania napotkanym ludziom i wędrowanie po świecie. Jako młody i dość niedoświadczony anioł stróż otrzymujemy pod opiekę małą wioskę. Mieszkańcy nie mogą nas zobaczyć, ani z nami porozmawiać. Jednak dzięki możliwości obserwowania ich, jesteśmy w stanie im pomóc. W zamian za to otrzymujemy od nich swoisty dar wdzięczności. A dobre uczynki są potrzebne w niebie. Dlaczego? Anioły od dłuższego czasu składają dary pod drzewem Yggdrasil. Ostatecznie pojawia się na nieboskłonie pociąg mający zawieźć ich do boskiej krainy, ale wszystko idzie nie tak jak trzeba. Tajemnicza moc ściąga pojazd na ziemię. Razem z nim spada nasz bohater. Budzi się we wspomnianej wcześniej wiosce – już bez skrzydeł oraz aureoli. Od tej pory rozpoczynamy eksplorowanie świata.
Na przenośną konsolkę Nintendo wyszły już dwa remake’y gier z tej serii, ale dopiero teraz gracz otrzymał możliwość kompletnego tworzenia swojego bohatera. Wybieramy płeć, kolor skóry, fryzurę oraz twarz. W dalszej części gry dołączy do nas maksymalnie troje towarzyszy. Jednocześnie wadą, jak i zaletą, jest możliwość decydowania o ich klasie postaci oraz wyglądzie. Zaletą, ponieważ drużyna składa się z takiej kombinacji klas, która najbardziej nam odpowiada. A wybór jest duży – od wojownika, poprzez złodzieja, mistrza sztuk walki aż do maga. Minusem jest brak jakichkolwiek interakcji bądź dialogów z towarzyszami. Coś za coś. Wszystko to ma związek z trybem multiplayer. Umożliwia on wspólną, lokalną (nie przez Internet) grę. Jedna osoba jest głównym gospodarzem przygody i to do jej świata wkraczają pozostali. Razem wykonują questy, szukają skarbów itd. Dostają jednak za to więcej punktów doświadczenia. Oczywiście po powrocie do siebie znalezione przedmioty są nadal dostępne. Ten tryb z pewnością robi furorę w Japonii, ale w Polsce znacznie trudniej spotkać innego gracza, który do nas dołączy. Jedyna taka okazja to konwenty fanów mangii oraz anime.
Sterowanie w grze umożliwia nam korzystanie z krzyżaka bądź stylusa. To drugie rozwiązanie jest jednak dość niewygodne – i tak trzeba korzystać z niektórych przycisków, np. do niszczenia pojemników. Ekwipunek każdej z postaci można posegregować. Ubierając naszego herosa w np. zbroję zmienia się jego wygląd. Jest to zdecydowany plus DQIX.
Grafika jest w pełni trójwymiarowa, miasta prezentują się klimatycznie i przyjemnie. Niestety, z powodu zrezygnowania z pewnych elementów 2D gra nie dorównuje czasami wyglądem poprzednim częścią wydanym na DS’a. Zmianie uległa także możliwość obracania kamerą – wcześniej było to pełne 360 stopni. Teraz jest to tylko 90 stopni. Nie przeszkadza to w rozgrywce, gdyż miejsca są skonstruowane w ten sposób aby postać gracza widziała wszystkie ważne osoby oraz przedmioty. Mimo, iż jesteśmy skazani na dłuższe słuchanie tych samych motywów, muzyka nie drażni uszu. A to duża zaleta. Zwłaszcza, że DQIX oferuje ponad 100 godzin rozgrywki. Brakuje tylko voice-actingu postaci. Są one niemowami i jedynie możemy poczytać ich wypowiedzi.
Świat, po którym będziemy podróżować, jest bardzo zróżnicowany – od lasów, przez polany, odwiedziny nieba i podziemia. W każdym z tych miejsc spotkamy innych przeciwników. Podczas wędrówki po otwartym obszarze na górnym ekranie wyświetla się cała mapa świata. Gdy wchodzimy do miasta możemy na niej zobaczyć położenie gospody bądź też sprzedawców. Brakuje tylko legendy dostępnej w jakimś menu. Po naciśnięciu przycisku „select” otrzymamy dostęp do dalszych statystyk – ile zabiliśmy potworów, jakie dostaliśmy odznaczenia za zdobyte umiejętności itd. Drażni tylko postać wróżki Stelli. Będzie ona naszym przewodnikiem po grze. Uwielbia kolor różowy, ma blond włosy i większości osób będzie kojarzyła się zdecydowanie negatywnie.
Sentinels of the Starry Skies to nie tylko wątek główny, ale także różnego rodzaju misje poboczne. Otrzymujemy je od napotykanych postaci. Szkoda, że nad ich głowami nie ma żadnych sygnalizujących misję znaków, które widać z oddali – wykrzykników, kropek, czegokolwiek. Albo przynajmniej znacznika na mapie. Do każdej osoby należy podejść i sprawdzić czy ma dla nas jakieś arcyambitne zadanie. Dlaczego arcyambitne? Większość qustów opiera się na schemacie znajdź-> zabij strażnika przedmiotu-> wracając zabij kolejne potwory-> oddaj rzecz. Z drugiej strony takie już są uroki jRPG. Dzięki nieskomplikowanej otoczce fabularnej, nawet po długiej przerwie możemy powrócić do świata gry i łatwo zorientować się, co wydarzy się dalej.
Dragon Quest to gra turowa, pierwszeństwo w ataku ma najszybsza osoba. Każda z klas postaci posiada inne umiejętności, czary oraz możliwości specjalizacji (rozwijane wraz ze zdobywaniem kolejnych leveli). Osobiście najbardziej preferuję skład – mój bohater (trudno grać bez niego), mag, złodziej oraz osoba znająca sztuki walki. Kierować poczynaniami towarzyszy możemy własnoręcznie, bądź też powierzyć to sztucznej inteligencji. W menu taktyki możemy przypisać im kilka styli zachować – od bardzo ofensywnych działań, poprzez walkę bez użycia magii lub skupienie się na leczeniu reszty drużyny. W potyczkach z przypadkowymi potworami (teraz są już widoczne na mapie – sami decydujemy się czy podejmujemy z nimi walkę) jest to bardzo przydatne. Przy silniejszych przeciwnikach, zwłaszcza bossach, najlepiej samemu o wszystkim decydować. Dzięki temu otrzymamy najlepsze wykorzystanie magii i różnego rodzaju mikstur. Alchemia to kolejny, dobrze dopracowany element gry. Składniki do wykorzystania w gadającym kociołku zdobywamy poprzez zabijania wrogów bądź też rozbijanie różnego rodzaju dzbanów oraz pojemników. Możemy sami eksperymentować z mieszaniem elementów bądź korzystać z gotowych receptur. Te pozyskamy poprzez przeglądanie pólek z książkami w różnych domach. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby własnoręcznie stworzyć miksturę leczenia, antidotum, zbroję bądź też wszelkie rodzaju broń.
Podczas gry napotkamy na naszej drodze istną galerię osobliwości - zmierzymy się między innymi z chmurkami, okrutnymi ogórkami, czy strachami na wróble. Nie spotkamy tu orków albo goblinów – to duży plus tej produkcji. Gracz odkrywa nowe obszary i z ciekawością toczy kolejne walki. Do tego animacje przeciwników są dość humorystyczne. Warto wspomnieć o rażącej różnicy pomiędzy zwykłymi, losowo napotkanymi wrogami, a bossami. Ci drudzy mają o wiele więcej punktów życia i stanowią duże wyzwanie. Posiadają szereg umiejętności specjalnych, często korzystają z czarów leczniczych i mają dobrą obronę. Ciągłe podnoszenie poziomu doświadczenia i kupowanie lepszego ekwipunku to podstawa. Krótkie sesje podczas jazdy pojazdami komunikacji miejskiej lub też przed pójściem spać ułatwią pokonanie trudniejszych bossów. Sam poziom trudności został znacznie obniżony w porównaniu do poprzednich części. Jest to z pewnością ukłon w stronę graczy europejskich i amerykańskich, którzy nie są przyzwyczajeni do długiego zdobywania kolejnych poziomów doświadczenia, aby pokonać jedną postać.
Czy gra spełniła moje oczekiwania? Z pewnością tak. To kolejna udana część serii, z wieloma questami i miastami do zwiedzenia. Jedynie małe drobnostki, jak np. desing Stelli, brak voice–actingu bohaterów, czy niemożność obracania kamery o 360 stopni psują wizerunek gry idealnej na konsolę DS. Tryb wieloosobowy także spełnia swoje wymagania, chociaż nie znajdzie prawdopodobnie wielu zwolenników. Jeśli mielibyście kupić co najwyżej jedną oryginalną grę na konsolę DS, (do czego was namawiam) najnowszy Dragon Quest to dobry wybór. Nie zawiedziecie się. Miłośników serii nie muszę przekonywać, a fanom gier cRPG dzięki wielu zmianom i udogodnieniom produkcja także przypadnie do gustu. Grze brakuje naprawdę niewiele do bycia idealną. Ale Dragon Quest X, który ukaże się na konsolę Wii, ma szansę nadrobić te malutkie wady.
Plusy:+ mnóstwo pobocznych questów
+ ekwipunek oraz zmiana wyglądu postaci gdy zmienimy jej strój
+ system alchemii
+ świetny multiplayer
+ opcja quick-save’u
+ bajeczny klimat
+ potwory są widoczne na mapie; sami decydujemy o podjęciu walki
Minusy:
- bezosobowi towarzysze
- design wróżki Stelli
Dragon Quest IX: Sentinels of the Starry Skies (DS)
Gatunek gry: cRPGWydawca oryginalny: Square-Enix
Data wydania polskiego: 8/2010
Język gry: angielski
Tryb gry: Single player
Dostępna platforma: Nintendo DS
Sklep
Forum









