Recenzja gry "Dead Rising 2" (PS3)
Dead Rising, gra stworzona przez studio Capcom i skupiająca się na wyrzynaniu zombiaków, odniosła spory sukces. Jej twórcy wykonanie godnego sequela powierzyli Blue Castle Games, zewnętrznemu studio z Kanady. Jak im się to udało? Czy ukazanie się gry nie tylko na X360, ale także na PC oraz PS3 nie doprowadziło do spadku jakości serii? Zapraszam do zapoznania się z poniższą recenzją gry Dead Rising 2.
Głównym bohaterem został Chuck Greene. Były motocyklista zarabia na życie biorąc udział w dość kontrowersyjnym show – Terror is Reality. Czterech zawodników stara się w określonym czasie zabić jak najwięcej zombiaków. Nie jest to miła robota, ale dobrze płatna. A pieniądze to coś, czego nasz bohater najbardziej potrzebuje. Dlaczego? To samotny ojciec, którego córka raz na dobę potrzebuje drogiego leku Zombrex, aby nie przemienić się w zombie. Historię, w jaki sposób doszło do takiej sytuacji, możecie poznać w grze Dead Rising 2: Case Zero. Jest to exclusive na X360 i przedstawia graczom postać Chucka i Katey.
Naszą przygodę z grą rozpoczynamy biorąc udział we wcześniej wspomnianym show. Wsiadamy na motocykl z przymocowanymi piłami mechanicznymi i ruszamy do walki z trójką oponentów o jak najwyższy wynik w zabijaniu zombie. Cała otoczka oraz środowisko turnieju zostały zaprezentowane bardzo interesująco. TK, czarnoskóry prezenter show, świetnie sprawdza się w swojej roli. Po wygranej (lub nie, wszystko zależy tutaj od umiejętności gracza) idziemy na spotkanie z córką. Przemieszczając się do pomieszczenia, w którym przebywa, odbywamy swoisty turtorial. I od razu rzuca się w oczy dość sztywna animacja postaci. Chuck porusza się, jakby cierpiał na zapalenie stawów. Także jego szybkość biegu pozostawia wiele do życzenia. Całe szczęście, że wraz z rozwojem rozgrywki polepszą się jego statystyki i jego bieg nie będzie już przypominał truchtania w zwolnionym tempie.
Wsiadamy do windy, oczekujemy spotkania z Katey i chwili odpoczynku, gdy nagle potężny wstrząs pozbawia nas przytomności. Gdy się budzimy, ludzie wokół nas biegają w przerażeniu, a cały korytarz wypełniony jest zombiakami. Łapiemy najbliższy przedmiot i rzucamy się w wir walki o przetrwanie. Wstęp do gry zasługuje na miano interesującego, jedyna uwaga która przychodzi mi na myśl, to brak samouczka wyjaśniającego sposób łapania przedmiotów i atakowania. Trzeba bardzo szybko samemu wypróbować różne sposoby walki, a w tym czasie kilka NPC-ów ginie nie uzyskując od nas pomocy.
Miasto Fortune City, w którym spędzimy wiele godzin, przypomina z wyglądu Las Vegas. Mamy więc kasyna, bary oraz centra handlowe. Jest bardzo kolorowo, wszędzie możemy wyczuć klimat rozrywki i beztroskiego hazardu. Powierzchnia, po której będziemy się poruszać, jest wystarczająco duża i po kilkunastu godzinach rozgrywki nadal nie czujemy się znudzeni pomieszczeniami oraz otwartymi przestrzeniami. Niestety mapa lokacji nie jest intuicyjna. Mamy do dyspozycji legendę, różne kolory odpowiadające poszczególnym obszarom, ale nie możemy na przykład umieścić znacznika na mapie, aby potem wskaźnik pokazywał nam drogę do danego punktu. Byłoby to z pewnością bardzo przydatne i ułatwiające rozgrywkę. Dead Rising 2 niestety w wielu aspektach nie stara się ułatwiać graczowi przyjemnego prowadzenia beztroskiego zabijania potworów.
Naszą bazą wypadową oraz miejscem, gdzie znajdziemy kryjówkę, jest kompleks kilkunastu pomieszczeń, w których Chuck wraz z córką i pozostałymi rozbitkami znalazł schronienie. Naszymi sojusznikami w tej akcji są między innymi, reporterka Rebecca Chang, ochroniarz Sullivan oraz Stacey Forsyth. Ta ostatnia to działaczka na rzecz zwiększenia praw dla zombiaków i osób zarażonych. Jest główną przedstawicielką organizacji CURE. Warto wspomnieć, że postacie pierwszoplanowe jak i te drugoplanowe są dość barwne. Każda z nich ma własny styl zachowania i inaczej reaguje na dane sytuacje. Część z nich od razu polubimy, inne wzbudzą naszą nieufność.
Chuck musi przetrwać 72 godziny aż do dotarcia wojsk i ewakuacji ocalałych z zarażonych terenów. Ale to nie koniec problemów, gdyż ktoś przebrany za Chucka nadesłał do stacji telewizyjnych materiał, w którym nasz bohater doprowadza do zarazy. Podejmujemy więc próbę przeprowadzenia śledztwa i dowiedzenia się, kto za tym wszystkim stoi. Główny wątek obfituje w zaskakujące zwroty akcji, zwłaszcza w dalszej części rozgrywki. Jest to pozytywnym zaskoczeniem, gdyż po produkcji skupiającej się głównie na wyżynaniu tysięcy zombie, nie oczekiwałam dobrze skonstruowanej intrygi. Warto nadmienić, że w zależności od naszych decyzji i czasu, jaki potrzebujemy na wykonanie naszych misji, na koniec obejrzymy jedno z kilku zakończeń. Każde z zadań, zarówno misji głównych jak i pobocznych ma określony czas na ich wykonanie. Z początku takie rozwiązanie może wydawać się denerwujące i psujące przyjemność z rozgrywki, gdyż jesteśmy skazani na szybkie pokonywanie dystansów, ale okazuje się to być dobrym pomysłem. Dlaczego? Gracz ma uczucie, że cały czas jest pod presją, musi dokonywać wyboru, którą misję wykonać lub z którym psychopatą (o tym za chwilę) walczyć. Dzięki temu Dead Rising 2 okazuje się być produkcją, do której warto wracać. Zadań do wykonania jest duża ilość, każde z nich jest śmieszne albo szalone.
Seria stworzona przez Capcom zawsze słynęła z kontrowersji i bardzo zwariowanego, wręcz makabrycznego humoru. Najlepszy przykład? Psychopaci, z którymi możemy się zmierzyć. Walka z nimi to prawdziwe wyzwanie, niekiedy trzeba odstąpić od pojedynku i uciec, aby powrócić z potężniejszymi narzędziami destrukcji bądź też przyjacielem w trybie kooperacji. Gra otrzymała klasyfikację 18+ nie bez powodu. Szaleńcy, których napotykamy na drodze, potrafią wzbudzić prawdziwą odrazę. Od szalonego duetu magików testujących nową sztuczkę z przecinaniem na pół ludzi przy użyciu piły mechanicznej, po nastolatka przebranego za postać bohatera z komiksów, który zmusza kapelana do udzielenia mu ślubu z przymusową panną młodą. Warto nadmienić, że duchownym jest związany, a przeciwnik próbuje gwałcić biedną kobietę. Gracz, będąc świadkiem takiej sytuacji, ma od razu ochotę zniszczyć przeciwnika. A to tylko początek kontrowersji.
W grze otrzymamy możliwość uratowania kilkudziesięciu osób, przy czym każdą z nich napotkamy w dość ciekawej sytuacji. Od kobiety, która pracuje przebrana w stroju syrenki i nie może się ruszyć (musimy ją zanieść do bezpiecznej kryjówki), po kobietę, która po wybuchu epidemii utknęła w solarium i doznała licznych poparzeń. Nasi tymczasowi towarzysze potrafią się bronić, ale nie należy liczyć na to, że okażą się godnymi pomocnikami. Najlepsza taktyka dotarcia z nimi do naszej bazy to szybki sprint w docelowe miejsce. Raz zdarzyła mi się ciekawa sytuacja, gdyż zbiegłam po ruchomych schodach na parter centrum handlowego. Zdziwiona, dlaczego staruszka nie podąża za mną, odwróciłam się z zamiarem sprawdzenia, co ją zatrzymało (obstawiałam schwytanie przez zombie). Co ujrzałam? Kobieta próbowała dostać się na parter idąc po ruchomych schodach jadących do góry. Bug dość nieszkodliwy, ale bardzo śmieszny. W nielicznych przypadkach byłam świadkiem prób przejścia przez ściany oraz prób samobójczych upadków z dużych wysokości.
Chuck Greene jest postacią którą łatwo polubić. Niestety wygląd jego twarzy oraz stroju lekko odbiega od dzisiejszych standardów. Widać, że nie to było elementem gry, nad którą studio Black Castle spędziło najwięcej czasu. Otoczenie jest urozmaicone, ale nie zachwyca ilością szczegółów. Cienie postaci oraz przedmiotów są ledwo zauważalne. Na duże brawa zasługuje ilość ubrań oraz dodatków, które może nosić Chuck. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby paradować po centrum handlowym w czerwonej piżamie albo kwiecistej sukience. Sztuczne brody, okulary przeciwsłoneczne, adidasy, maski potworów - to wszystko można znaleźć w zdewastowanych sklepach. Oprócz nas w grze występuje również gang ocalałych z zakażenia, który kradnie kosztowności i wszystko, co ma jakąś wartość. Nie są oni oczywiście przyjaźnie nastawieni w stosunku do nas. Jak wielkie było moje zaskoczenie, gdy przy jednym z „miłych” spotkań, ubrani na szaro złodzieje potraktowali mnie sprayami i pozbawili przytomności. Obudziłam się w pobliskiej toalecie bez broni oraz wierzchniego ubrania - w samej bieliźnie.
Pozytywne wrażenie sprawia ilość przeciwników, jaką w danej chwili możemy zobaczyć na ekranie. A są to setki wrogów, często stojących tak blisko siebie, że pozostaje nam tylko walka i przebicie się dalej. Z pewnością spędzając długie godziny w Fortune City zwrócicie uwagę na urozmaicenie ubioru oraz wyglądu zombiaków. Może podczas walk nie skupiałam się zbytnio na tym jak wyglądają przeciwnicy, ale ani razu nie miałam wrażenia, że walczę z klonami. Jest to głównie zasługą urozmaiconego stroju, lekkich różnic w wyglądzie twarzy i zniekształceniach oraz przedmiotach, które czasami trzymają zombie. Twórcy nie musieli się wysilać jeśli chodzi o sztuczną inteligencję potworów, ale zachowują się oni tak jak powinni. Gdy zauważą Chucka, powoli zmierzają w jego stronę i próbują go pochwycić. Nie ma tutaj takich sytuacji, w których przeciwnicy kryliby się za osłonami bądź też podnosiliby potężniejsze przedmioty. Siłą Dead Rising 2 jest zapewnienie graczowi rozgrywki, w której czuje swoją wyższość nad oponentami, może wypróbowywać różne taktyki walki i czerpać z tego dużo frajdy. Zawsze w prawym dolnym rogu ekranu możemy sprawdzić, ile już zabiliśmy zombiaków. Liczby idą w tysiące, a osiągnięcia (bądź też trofea, w zależności od konsoli, na której gramy) zachęcają do ciągłego zwiększania tego wyniku.
Prawie każdy przedmiot, który napotkamy w grze - od krzesła, poprzez tradycyjny karabin, po siekierę - można wykorzystać do ataku. Chociaż uderzając wielkim, różowym misiem w zombie, nie spodziewajmy się dobrych efektów (idealne rozwiązanie dla pacyfistów – przyp. korekta). Z początku, będziemy mogli nieść zaledwie cztery przedmioty – jedzenie, picie bądź coś bardziej ofensywnego. Wraz z awansowaniem na kolejne poziomy, otrzymamy kolejne miejsca na nasze przedmioty. Za każde zabicie przeciwnika i eskortowanie ocalałych otrzymujemy tzw. punkty prestiżu. Gdy uzbieramy wystarczającą ich ilość, awansujemy na kolejny poziom doświadczenia. Wiążą się z tym takie korzyści jak większa liczba punktów zdrowia, szersze pole rażenia bronią podczas walki czy nowe schematy do konstruowania broni.
Podczas przemierzania Fortune City otrzymamy dostęp do pokojów gospodarczych (maintance Room-ów), w których na specjalnym stole będziemy mogli połączyć dwa wybrane przedmioty w jeden znacznie potężniejszy i zadający więcej obrażeń. Nie każdą rzecz można użyć do tego procesu, ale ich liczba i tak budzi duży podziw. Pierwszy przedmiot, który możemy skonstruować, to nabita kolcami pałka. Karty z instrukcjami do tworzenia kolejnych narzędzi destrukcji otrzymujemy po awansowaniu na kolejne poziomy lub pomaganiu NPC-om. Jeśli tkwi w nas nutka wynalazcy, możemy sami próbować łączyć przedmioty (ale pojawiają się ograniczenia, nie wszystko do siebie „pasuje”). To duża zaleta gry, gdyż gracz cały czas przeszukuje teren, planuje nowe kombinacje i testuje kolejne machiny. Nie zawsze są one przydatne, ale część z nich znacząco ułatwia rozgrywkę.
Każdy przedmiot ma określoną wytrzymałość i po kilku bądź też kilkunastu uderzeniach nie nadaje się do użytkowania. Wtedy należy poszukać innej broni bądź skorzystać z kolejnej, którą mamy w ekwipunku. I tutaj pojawia się duże niedopatrzenie ze strony twórców. Gdy byłam otoczona przez chmarę zombie i zużyła mi się broń, automatycznie wyjmowałam kolejny przedmiot w ekwipunku. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby kolejną rzeczą nie okazało się czasopismo albo coś do jedzenia. Automatycznie naciskając przycisk rozpoczynałam animację czytania/jedzenia. Z reguły prowadzi to do dość szybkiej śmierci Chucka i powrotu do poprzednio zapisanej gry. Takie sytuacje uczą pokory i cierpliwości.
Black Castle Games umieściło w swojej produkcji dużą liczbę mini gierek – od jazdy na mechanicznym byku, przez grę na automatach, aż do pokera. Niestety ten ostatni sposób spędzania czasu pozostawia wiele do życzenia. Po pierwsze, kamera została ustawiona w dziwnym miejscu, przez co czujemy dyskomfort śledząc przebieg partii. Ale być może mam zbyt duże wymagania po długich sesjach w Red Dead Redemption. Niemniej bardzo uciążliwa jest konieczność czekania aż każdy z przeciwników wykona swój ruch – nie można tego w żaden sposób przewinąć. Tracimy przez to czas, który moglibyśmy spożytkować na wykonywanie innych misji pobocznych.
Poziom trudności w grze jest dość wysoki i to z kilku powodów. Nie każdemu może spodobać się narzucony odgórnie limit czasowy wykonania danych czynności. Ale nie to jest elementem tej produkcji, który podwyższa jej wymagania względem odbiorcy. Są nią toalety, pełniące rolę savepointów. Jest ich po prostu zbyt mało. Poruszając się w określone miejsce często tracimy kilkanaście minut rozgrywki, zwłaszcza w dalszej części rozgrywki, gdy zombiaki są potężniejsze i bardziej agresywne. W dzisiejszych czasach, gdy większość produkcji umożliwia szybki zapis stanu gry w prawie każdym momencie zabawy, jest to duży archaizm i poważna wada. Zirytowany użytkownik może się poddać, zwłaszcza, że w grze nie ma możliwości zmiany poziomu trudności.
Gra czasami traci płynność (na bardzo krótko). Tylko raz - przy finałowym starciu - uświadczyłam naprawdę poważnych zacięć i utraty płynności. Nie przeszkadzało to jednak aż tak bardzo w walce, głównie z powodu taktyki, jaką przyjęłam do pokonania oponenta. Inną rzeczą, nad którą mogliby popracować twórcy, jest system loadingów. Kolejne obszary wczytują się dość szybko, ale zbyt często mamy do czynienia z takimi oto sytuacjami: po naszej śmierci czas, w którym widzimy planszę wczytywania się gry, trwa znacznie dłużej. Oprawa dźwiękowa gry stoi na wysokim poziomie. W zależności od miejsca słyszymy albo beztroskie, lekkie nuty bądź też mocniejsze brzmienia. Także odgłosy uderzeń, roztrzaskiwania się przedmiotów i krzyków zostały dobrze wykonane. Jedyne zastrzeżenia mam do odgłosów kroków Chucka. Zwłaszcza tuż po rozpoczęciu rozgrywki, gdy do tego jeszcze nie przywykliśmy, lekko nas drażni nienaturalność odgłosu biegu.
Szeroko reklamowaną cechą Dead Rising 2 jest tryb kooperacji. W każdej chwili (jeśli w menu opcji nie ustawimy, że nie chcemy kogoś do wspólnej gry) może do nas przyjść zaproszenie od innego gracza do wspólnej eksterminacji zombiaków. Osoba, która otrzymała zaproszenie, dzieli się światem w którym przebywa. I to jej wątek fabularny jest kontynuowany. Gość może zyskać tylko punkty prestiżu i pieniądze - nie robi postępu w swojej historii motocyklisty. Co-op narzuca nam z góry zabawę Chuckiem, możemy tylko zmienić jego wygląd. Może to prowadzić do wesołych sytuacji, gdy np. osoba, która do nas dołącza, jest ubrana w różową sukienkę i kapelusik, a my próbujemy naśladować Jamesa Bonda.
Podczas oglądania cut-scenek, gdy zechcemy przewinąć filmik, druga osoba otrzyma stosownym komunikat w prawym górnym rogu ekranu. Jeśli ona także zapragnie natychmiast zakończyć oglądanie materiału, od razu kontynuujemy grę. Twórcy szczegółowo przemyśleli ten tryb rozgrywki w Dead Rising 2. Granie w dwie osoby zwiększa nasze szanse na pokonanie sprawiających nam kłopoty przeciwników, zwłaszcza psychopatów. Warto zawsze mieć przy sobie jakieś jedzenie lub picie. Nie tylko dla siebie, ale także dla towarzysza. Gdy skończy mu się życie i padnie na ziemię, możemy go przywrócić do czynnej akcji przez podanie mu czegoś, co odnawia energię. W momencie gdy żadna z osób nie ma już sił, widzimy napis „game over”.
Multiplayer w takiej grze jak ta z początku wydawał mi się nietrafionym pomysłem. Z lekką dozą powątpiewania uruchomiłam tryb wieloosobowy, aby przekonać się, czy jest tylko drobnym dodatkiem do trybu pojedynczego gracza. Całość bazuje na idei show Terror is Reality. Maksymalnie czterech graczy wciela się w Chucka (mają różne kolory kombinezonów) i walczą o zdobycie jak największej ilości punktów w czterech konkurencjach (z dziewięciu).
Konkurencje są bardzo zróżnicowane. Jazda zomboni to ciekawa konkurencja, w której na małej scenie każdy gracz ma własny wóz… zbierający krew z przejechanych zombie. Każdy pojazd ma maksymalną pojemność krwi - co pewien czas, aby zdobyć punkty, trzeba oddać krew do jednego z czterech pojemników. W każdej chwili tylko jeden z nich jest otwarty, trzeba więc uważnie śledzić arenę i jako pierwszy dostać się do otworu do wlewania. Zabawa w nakładanie specjalnych pojemników na głowy potworów i odpalanie w odpowiednim momencie ładunków wybuchowych to konkurencja o nazwie Headache. Do wygrania z innymi graczami potrzeba trochę wprawy oraz techniki. Master Shafter jest mini gierką z wykorzystaniem sekwencji QTE. Posiadamy włócznię i musimy nabić na nią jak najwięcej wrogów spadających na arenę. Walka o odpowiednie miejsce jest tutaj najważniejsza. Stojąc przy punkcie zrzutu mięsa armatniego, toczymy walkę na jak najszybsze wciskanie przycisków wyświetlających się na ekranie. Kto w określonym czasie naciśnie najwięcej z nich poprawnie, wygra.
Ramsterball to jedyny tryb, który kompletnie nie przypadł mi do gustu. Gracz znajduje się w dużej kuli, podobnej do tych znanych z Zorbingu i może korzystać ze sprintu. Konkuruje on z innymi o jak najdłuższe posiadanie aktywowanej mocy i nabijanie punktów. W danej chwili tylko jedna osoba jest "aktywna", wymusza to wiec swoistą zabawę w berka. Niestety w odróżnieniu od oryginału, nie sprawia to takiej satysfakcji, a na polu gry panuje chaos. Poza tym kamera podczas biegania w dużej kulce działa bardzo chaotycznie i potrafi zgubić orientację gracza. Szkoda, że twórcy nie zastosowali prostego systemu głosowania, w którym gracze wybierają, w którym z dwóch losowych trybów zabawy wezmą udział. Zawsze na koniec uczestniczymy w Slicecycles, konkurencji znanej z trybu single. Otrzymujemy więc motocykl z przymocowanymi ostrzami i musimy zniszczyć jak najwięcej zombie. Potworów na planszy pojawia się coraz więcej, tak samo jak i emocji.
Podczas rozgrywki ani razu nie straciłam połączenia z innymi graczami, ale czasami czekając na rozpoczęcie, traciłam połączenie i musiałam ponownie szukać osób do wspólnej zabawy. Jedyny minus to brak możliwości rozpoczęcia Terror is Reality bez pełnego składu. Czasami trzeba więc chwilę poczekać, aż znajdą się chętne osoby. Podsumowując, tryb wieloosobowy z pewnością nie jest głównym powodem zakupu tej gry, ale potrafi on umilić rozgrywkę i pozwala spędzić przy produkcji dużo czasu. Zwłaszcza przy takich konkurencjach jak Zomboni, Sliceycles oraz Stand Up Zomedy (ubieranie zombie w spódniczki itd.) możemy wciągnąć się w rywalizację.
Dead Rising 2 z pewnością nie rozczaruje fanów pierwszej części. Mamy więcej tego samego i dodano nowe pomysły. Zabijanie zombiaków sprawia jeszcze więcej frajdy, do tego mamy możliwość pogrania ze znajomymi w trybie kooperacji oraz multiplayer. Gra wzbudza wiele kontrowersji i jest chyba tylko kwestią czasu, kiedy wizerunek Chucka zagości w wiadomościach w Stanach Zjednoczonych. Osoby o słabych nerwach, nieodporne na widok latających kończyn, pokrytego od stóp do głów krwią bohatera oraz ogromnej ilości przemocy, powinny sięgnąć po inny tytuł. Reszta osób z pewnością spędzi miłe chwile w Fortune City. Będą one jednak przeplatane czasami momentami irytacji i frustracji z powodu kilku denerwujących niedoróbek technicznych i niekiedy poziomem trudności. Przyszłość serii jawi się w jasnych barwach. Capcom wykupił studio Black Castle Games, które będzie pracowało nad kolejnymi produkcjami z serii. Został już zapowiedziany dodatek DLC do Dead Rising 2 o nazwie „Case West”. Ukaże się on jednak tylko na X360 (niestety posiadacze PS3 oraz PC będą musieli obejść się smakiem).
Plusy:+ ciekawa fabuła z kilkoma zaskakującymi momentami
+ kilka możliwych zakończeń
+ liczba przedmiotów, które możemy podnieść
+ system tworzenia nowych broni
+ przemyślany tryb kooperacji
+ multiplayer dający dużo radości
Minusy:
- sztywne animacje ludzi
- lekkie zacięcia podczas intensywnych walk oraz starcia finałowego
- dla niektórych: ograniczenia czasowe podczas wykonywania misji
- rzadkie rozmieszczenie savepointów, przez co często tracimy kilkanaście minut gry
- nieprzemyślana zmiana broni, gdy jedna zostanie zużyta (np. wyciągnięcie gazety i czytanie jej pośród hordy przeciwników)
Dead Rising 2 (PS3)
Gatunki gry: TPP, akcjaWydawca polski: Cenega Poland
Wydawca oryginalny: Capcom
Data wydania polskiego: 9/2010
Data wydania oryginału: 8/2010
Język gry: angielski
Tryby gry: Multi player, Single player
Dostępna platforma: PS3
System operacyjny: nie dotyczy
Sklep
Forum












