Recenzja gry "Commandos: Strike Force"
53 lata po zakończeniu II Wojny Światowej powstała gra nawiązująca bezpośrednio do wydarzeń tamtych lat. Gra historyczna, niekoniecznie dlatego, że osadzona w realiach historycznych. Gra historyczna, ponieważ nikt inny nie zrobił wcześniej gry taktycznej na tak wysokim poziomie, zarówno, jeśli chodzi o rozgrywkę, jak i o całą oprawę audiowizualną. Hiszpańska firma Pyro Studios nie musiała długo czekać na sukces swojego dziecka. Pod skrzydłami Eidos wypłynęła na szerokie wody. Commandos został określony, moim zdaniem błędnie, jako gra strategiczno – taktyczna rozgrywana w czasie rzeczywistym. O ile pierwsza część tego określenia pasuje jak ulał, to czas rzeczywisty raczej nie oddaje koncepcji gry. Zbyt łatwo można przewidzieć zachowania wroga. Co nie oznacza, że gra była łatwa. Wręcz przeciwnie. Zarówno pierwsza część jak i każda jej, mniej lub bardziej udana, kontynuacja były grami wymagającymi czasu i zaangażowania ze strony gracza. Akcje naszych bohaterów trzeba było dobrze przemyśleć, bo wywołanie alarmu gwarantowało pewną śmierć. Mówię o kontynuacjach, bo wiadomym był fakt, ze takowe nastąpią, zważając na to, że pierwsza część odniosła ogromny sukces na rynku światowym. Wszyscy czekali na kolejne przygody dzielnych Commandosów, po dowództwem Zielonego Bereta, niejakiego O’Hary. Każdy kolejny Commandos cechował się nowa, lepszą grafiką, bardziej pomysłowymi rozwiązaniami, ale nie będzie grzechem, jeśli stwierdzeń, że koncepcja gry, w której patrzymy z rzutu izometrycznego, zaczęła się wyczerpywać. Jeśli twórcy nie chcieli, żeby z serii Commandos zrobiło się coś na kształt serii Tomb Raider, jeśli chodzi o pomysł na grę, musieli cos zmienić. I tak oto doczekaliśmy się na czwartą (jeśli nie liczyć dodatku do „jedynki” – Beyond The Call of Duty) odsłonę serii Commandos o podtytule Strike Force.
Koncepcja gry nie zmieniła się w Commandosie aż tak bardzo. W trakcie II Wojny Światowej nasi komandosi będą musieli wykonywać poszczególne misje na terenie trzech państw – ówczesnego ZSRR, Francji oraz Norwegii. Misje są dość zróżnicowane, polegają chociażby na przeprowadzeniu danej grupy aliantów pod ostrzałem wroga, wyeliminowaniu nazistowskiego przywódcy, wysadzeniu budynków, czyli generalnie to, co mieliśmy dane w trzech pierwszych grach z serii. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że gra ta jest dużo bardziej arcade’owa od poprzedniczek. Dla przykładu Zielony Beret, który wcześniej gros pracy wykonywał nożem, teraz bierze w swoje ręce ciężką giwerkę i wycina hitlerowców w pień. Momentami przypomina to gry takie, jak Medal of Honor czy Call of Duty, tylko, że w bardziej skomplikowanym wydaniu. A skoro przypomina takie gry to wypadałoby przejść do elementu, który w Commandosie zmienił się najbardziej, czyli do grafiki.
Jednych może to szokować, innym może się podobać, jeszcze inni skreślili juz tę grę jeszcze przed premierą. Cóż, zmiana punktu widzenia z rzutu izometrycznego do widoku FPS to faktycznie dość odważne posunięcie. Nie mówię tu nawet o samym poziomie oprawy, gdyż według mnie jest zrobiona naprawdę dobrze. Commandosi wyglądają bardzo ładnie, do ich poruszania się również ciężko mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Lokacje i otwarte obszary wyglądają prześlicznie, a wszystko na domiar dobrego zostało przepuszczone przez filtr, który mi przypomina trochę efekt uzyskany w grze Manhunt. Mowa tu o lekkiej mgiełce przemieszanej ze ‘śniegiem’ na ekranie. Można by tu rozważać wszelki za i przeciw, ale chyba najważniejsze tyczą się tego, jak zmienił się poziom rozgrywki, kiedy nie widzimy już tyle, ile mogliśmy widzieć chociażby w Behind Enemy Lines. Niestety, jak napisałem wcześniej, za bardzo dominuje w tej grze strzelanie, a za mało myślenie. Jeśli czegoś się nie uda zrobić, to zawsze można kogoś zabić, a jak już się skończy amunicja, przeciąć alarm i wyciąć resztkę przeciwników po cichu. Poza tym misje nie są, wbrew pozorom, specjalnie zróżnicowane, za mało tu skradania, a za dużo akcji. Jasnym był fakt, że tak się stanie, kiedy grać będzie się z widokiem z perspektywy pierwszej osoby, jednak pozostaje niedosyt i żal, że idea gry Commandos została zatracona.
Jeśli chodzi o muzykę, to jest to element gry, do którego na pewno nie można się przyczepić. Kiedy akcja jest spokojna, muzyka również jest taka, analogicznie jest, kiedy w grze zaczyna się coś dziać, napięcie rośnie i wiemy, że za chwilę o chowaniu się w krzakach nie będzie mowy. Muzyka współgra z tym co dzieje się na ekranie i to powinno wystarczyć graczom. Odgłosy ‘natury’ i wszelkie dźwięki w grze również stoją na wysokim poziomie i nie można mieć do nich zastrzeżeń.
Jak wygląda sprawa z bohaterami gry? Niestety ich liczba została zredukowana do trzech. Został zielony beret, szpieg oraz snajper. Co robią poszczególni z nich, nikomu nie muszę tłumaczyć, może tylko pokrótce wspomnę, że snajper ma dużo więcej strzałów z karabinu snajperskiego, szpieg dostał zamiast trucizny poręczną stalowa linkę a zielony beret (jak już wcześniej wspominałem) zaczął biegle władać wszelkiej maści karabinami. Nie znaczy to jednak, że misje są wykonywane ‘pojedynczo’ – jest współpraca, ale już nie w takim stopniu jak w poprzednich odsłonach gry.
Jak więc z tymi nowymi Komadnosami jest? Czy jest to gra zła? Raczej nie. Pewna epoka się skończyła, pewna zaczęła. Ciężko by było wymagać od twórców, żeby zrobili kolejny klon pierwszej części. Myślę, że ryzyko mogło im się opłacić, przede wszystkim ciekawością ludzi, co można pokazać w komandosach w pełnym 3D. Po drugie to już sprawa poszczególnej osoby, czy takie ukazanie gry przypadnie do gustu czy nie. Gra straciła trochę swych walorów, ale trochę też zyskała, więc wszystko się zrównoważyło. Kupić więc, czy nie?
Jeśli chodzi o grafikę, twórcy poszli krok w przód, jeśli chodzi o rozgrywkę, to dla mnie, wielbiciela pierwszej części, jest to pewien krok w tył. Gra jednak adresowana jest również do innych odbiorców, którzy z poprzednimi częściami styczności nie mieli – im gra powinna się jak najbardziej podobać. Obiektywnie patrząc Commandos: Strike Force powinien dostać zasłużoną, uczciwą 8. I taką też dostaje.
Plusy:+ dobra muzyka
+ przejście do perspektywy pierwszej osoby
Minusy:
- ograniczona liczba bohaterów
- małe zróżnicowanie misji
Commandos: Strike Force
Gatunki gry: FPP, akcjaWydawca polski: Cenega Poland
Wydawca oryginalny: Eidos
Data wydania polskiego: 24 marzec 2006
Oryginalna strona gry: http://www.commandosstrikeforce.com/
Języki gry: Angielski, Polski - napisy
Tryby gry: Multi player, Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows 2000, Windows XP
- Procesor: Pentium 4 1,8 GHz
- Pamięć: 512 MB
- Grafika: Zgodna z DirectX 64 MB
Sklep
Forum






