Recenzja gry "Command & Conquer: Red Alert 3"
Command & Conquer: Red Alert 3 z pewnością nie może równać się z poprzednikami. To zupełnie inna liga. Fani drugiej oraz pierwszej odsłony tego cyklu strategii czasu rzeczywistego będą rozczarowani tym co oferuje "trójka". Ta niesamowita grywalność i chęć siedzenia przed komputerem całymi dnami gdzieś uciekły. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z naprawdę dobrym RTS-em na zimowe wieczory, który byłby jeszcze lepszy, gdyby ukazał się pod inną nazwą.
Daruję sobie wszystkie komentarze w stylu "teraz już takich gier nie robią", "kiedyś to się śliniło na piksele, zapominając o całym świecie przez kilka dni", "wcześnie pisano gry z pasji, nie dla pieniędzy", "widocznie producentom skończyły się pomysły", itp. itd. Po tym, jak Electronic Arts zapowiedziało trzeciego Red Alerta, nie śmiałem nawet marzyć, że będzie to tytuł, który z czystym sumieniem będzie można nazwać kontynuacją znanej podserii Command & Conquer. Oczekiwałem po prostu dobrej gry. I taką właśnie otrzymałem.
Command & Conquer: Red Alert 3 jest typowym przedstawicielem gatunku RTS (strategii czasu rzeczywistego). Oznacza to, że akcję obserwujemy z perspektywy lotu ptaka, a zadania w poszczególnych misjach ograniczają się do wybudowania bazy, rekrutacji jednostek i atakowania budynków wroga. Twórcy nie zdecydowali się na wprowadzenie żadnych rewolucyjnych zmian. Chociaż wprowadzili kilka rozwiązań, które skutecznie zatrzymują przed komputerem na kilka godzin podczas jednej sesji.
Fabuła prezentuje się nawet ciekawie. Jesteśmy świadkami niefortunnego przeniesienia się w czasie Rosjan, którzy chcieli "naprawić swój świat", zmieniając bieg historii i wygrywając kilka ważniejszych bitew. Korzystając z wehikułu, obserwujemy przerywnik filmowy, w którym Rosjanie cofają się o kilka lat, do roku 1927 roku i trafiają na naukową konferencję, obserwując przemówienie Alberta Einsteina. Po chwili wspomniany naukowiec żegna się ze światem żywych, a jego ciało, dosłownie, znika z powierzchni Ziemi. Oczywiście odpowiedzialni za to są Rosjanie, którzy nagięli czasoprzestrzeń. Postanawiają powrócić do teraźniejszości. Są oni więc odpowiedzialni za wybuch wielkiego konfliktu zbrojnego. Biorą w nim udział Japończycy, czyli Imperium Wschodzącego Słońca, Sowieci właśnie oraz Alianci. Alternatywna wersja wydarzeń omija wynalezienie broni atomowej, w zamian której pojawia się wytwarzanie zupełnie innych narzędzi eksterminacji (np. działek laserowych).
Autorzy przygotowali dla gracza 27 etapów, składających się na trzy kampanie. W każdej z nich opowiadamy się po stronie jednej z wyżej wymienionych frakcji. Przejście całej gry zająć powinno od około 10 do 15 godzin, zależnie od tego, jak długo gramy w RTS-y. Warto jednak dodać, że osoby bardziej wprawione mogą czuć się rozczarowane, gdyż trzeci Red Alert nie stanowi większego wyzwania nawet na najwyższym poziomie trudności. To jeden z tytułów, który uległ modzie i, można śmiało to tak nazwać, przechodzi się sam. Wystarczy po prostu wyprodukować dużo jednostek, ochronić główny budynek bazy i atakować wroga.
Przed każdą misją obserwujemy przerywnik filmowy z udziałem aktorów, którzy zostali wkomponowani w trójwymiarowe lokacje stworzone na silniku gry. Zatrudnione gwiazdy kina wywiązali się z powierzonych im ról znakomicie. Szkoda tylko, że wypowiadane przez nich kwestie są dość płytkie. Generalnie każda wypowiedź krąży wokół jednego - zaatakowali nas i musimy odeprzeć atak lub odbijmy ten teren lub przejmijmy go. Raptem cztery możliwości. Nieco ciekawiej jest podczas odprawy. Tutaj zapoznajemy się z celami misji oraz mapą terenu (nie wiadomo po co), które są nam przekazywane przez seksowne współpracowniczki naszego przełożonego.
W trakcie rozgrywki nie jesteśmy sami. Możemy wybrać, czy ma towarzyszyć nam żywy sojusznik. Jeśli nie zdecydujemy się na tę możliwość, będziemy działać w kooperacji ze Sztuczną Inteligencją. Komputerowy kompan posiada, identycznie jak prawdziwy, swoją bazę, tworzy swoje jednostki, etc. Nie możemy co prawda kierować jego jednostkami, lecz nic nie stoi na przeszkodzie, by zlecić mu atak danego obszaru. Musimy jednak pamiętać, że surowce wydobywane przez gracza dzielone są na dwie części - jedna przypada nam, a druga właśnie współpracownikowi. Praktycznie mamy tutaj spore ułatwienie, gdyż sojusznicza armia radzi sobie dobrze z wojskami przeciwnika, więc jeśli nie dajemy sobie rady z likwidacją budynku, możemy spokojnie zlecić zrównanie go z ziemią naszemu kompanowi.
Zadania podczas misji dzielą się na dwie grupy - główne oraz poboczne. Ich priorytetu wyjaśniać chyba nie trzeba, ale wytłumaczyć należy, że nie powinno się omijać szerokim łukiem dodatkowych zleceń. Z pewnością ułatwiają one pokonanie wroga, gdyż nierzadko za zaliczenie bonusowego questa otrzymujemy nowe jednostki. Poza tym spokojnie możemy zająć się czymś mniej zobowiązującym właśnie, a nasz sojusznik w tym czasie zajmie się już atakowaniem głównych celów danego etapu.
Świat Red Alerta 3 jest dość otwarty. Nie walczymy jedynie na lądzie, by dopiero w kolejnej misji rywalizować z jednostkami wroga w wodzie, a następnie zająć się zestrzeliwaniem samolotów. Tutaj wszystkie te trzy elementy łączone są bardzo często w jednym zadaniu, co wymaga od gracza podzielnej uwagi. Umiejętności raczej nie, gdyż, jak już pisałem, gra jest banalnie prosta.
Oprawa graficzna tego RTS-a nie do końca przypadła mi do gustu. Jest zbyt cukierkowa. Jednostki mocno się świecą, wystrzały i efekty eksplozji wyglądają bardzo nienaturalnie. Podobnie jest w cut-scenach - wszystkie lokacje oraz ubrania aktorów są zbyt sterylne. Całość ratują animacje jednostek oraz zróżnicowanie poszczególnych poziomów. W tych dwóch przypadkach EA spisało się na medal. Nasi podopieczni ruszają się żwawo, często szukają alternatywnych dróg, nie trafiając tym samym na wrogie jednostki, docierają do celu nienaruszone. Połączenie akcji woda-ląd-powietrze i wymuszenie na graczu transportu jednostek z wody na ląd lub celowanie do samolotów wpływa dodatnie na grywalność.
Reasumując, Command & Conquer: Red Alert 3 to gra, która na pewno jest solidną produkcją, niemal bezbłędną. Jednak porównując ją do poprzednich części tej serii można mieć wrażenie, że EA prawie w ogóle nie inspirowało się nimi. Producenci mieli zamiar wyprodukować po prostu dobrego RTS-a, jednak nie chcieli, by ten nie zniknął gdzieś na półkach sklepowych, zasypany pudełkami z bardziej znanymi markami, więc postanowiło nazwać go właśnie Red Alert 3. Niewątpliwie takie posunięcie jest dość zrozumiałe - marka oraz licencja na pewno napędzają sprzedaż. Podobnie, jak seksowne aktorki. ;-)
Plusy:+ kooperacja ze Sztuczną Inteligencją
+ woda-ląd-powietrze
Minusy:
- cukierkowa grafika
Command & Conquer: Red Alert 3
Gatunek gry: strategicznaWydawca polski: Electronic Arts Polska
Wydawca oryginalny: Electronic Arts
Data wydania polskiego: 2009
Data wydania oryginału: 2009
Oryginalna strona gry: http://www.redalert3.com/
Język gry: angielski
Tryby gry: Multi player, Single player
Dostępna platforma: PC
System operacyjny: Windows Vista
Sklep
Forum







