Recenzja gry "BlazBlue: Calamity Trigger" (PS3)

Autor: Artur "Nite" Janczak
Korekta: Marek Drozd
23 maja 2010

Ocena ogólna: 9/10

Bijatyki 2D odniosły sukces wiele lat temu. Pionierami w swojej klasie były takie produkcje jak Street Fighter, Mortal Kombat czy też tytuły bardziej „chodzone”, ale mające dużo do powiedzenia w tej kwestii. Do nich można zaliczyć Final Fight, Cadillacs and Dinosaurs i Punishera. Gracze potrafili spędzić wiele godzin przy tych grach. Niby większość z nich była naprawdę prosta, ale pełen potencjał, który w nich drzemie, potrafili wykorzystać tylko nieliczni. Nawet po wprowadzeniu technologii 3D ludzie nadal kochali swoje „pixele”, nikomu nie przeszkadzały ręcznie rysowane postacie i masa prostych animacji. Z upływem czasu grafika dwuwymiarowa zaczęła odchodzi powoli do lamusa, na nasze szczęście znaleźli się ludzie, którym los takich produkcji nie jest obojętny. Dlatego powstała masa części Guilty Gear, Street Fighter i King of Fighters, aby zaspokoić przesycony rynek trój wymiaru małą dawką oldschoolu.

Posiadacze takich konsol jak Dreamcast i PlayStation 2 nie musieli się bać o brak bijatyk dwuwymiarowych na rynku. Niestety, dopiero później cała sytuacja uległa diametralnej zmianie. Gracze zapragnęli czegoś innego, coraz częściej sięgali po produkcje z najwyższej półki, nie mający w sobie choć krzty tego uroku, co gry sprzed kilku lat. Nastały czasy, gdy zwykły szary Kowalski idzie do sklepu i patrzy na pułki sklepowe i widzi: Modern Warfare 2, Tekken 6, Fifa 2010 itd. Wybiera jedną spośród setki innych i idzie do domu. Sam do końca nie wie, dlaczego wybrał akurat ten tytuł, po pewnym czasie rzuca pudełko w kąt i nie ukończywszy gry za 200zł rozmyśla, czemu kupił taki gniot. Pracując w sklepie z grami spotykam wielu podobnych ludzi, dlatego takie studia deweloperskie jak Studio Arc System Works to prawdziwy biały kruk spośród całej społeczności twórców, produkujących dla mas. Ich nowe dzieło to BlazBlue: Calamity Trigger. Jak pewnie większość z was się spodziewa, jest to bijatyka osadzona w realiach technologii dwuwymiarowej. Ten tytuł posiada wspaniałą oprawę A/V, bardzo interesujące postacie oraz mocno rozbudowany system walki. Zacznę jednak od strony wizualnej, bo to ona wywarła na mnie ogromne wrażenie.

Ludzka ręka potrafi stworzyć prawdziwe arcydzieło,  zapierające dech w piersiach.
Ludzka ręka potrafi stworzyć prawdziwe arcydzieło,  zapierające dech w piersiach.

W BlazeBlue mamy jedynie 12 postaci, ale każda z nich została przygotowana przez grafików z iście fenomenalną starannością. Człowiek nie może wyjść z podziwu patrząc na animacje wyświetlane na ekranie telewizora. Takich „modeli” jeszcze wcześniej nie widziałem. Wojownicy stworzeni w Super Street Fighter II HD Remix zachwycili wszystkich, ale ludzie z SASW wysoko podnieśli poprzeczkę. Wszyscy bohaterowie z ich gry posiadają aż 1800 ręcznie malowanych sprite’ów. Obecnie żadna bijatyka 2D nie może się pochwalić tak imponującym wynikiem. Sam nie mogę dojść do siebie po kilkunastu godzinach spędzonych przy BlazBlue, ponieważ uzyskany efekt z tak ogromnej liczby animacji to prawdziwe mistrzostwo świata. Podczas toczonych starć gracz nie wie, czy patrzeć na całokształt stworzony przez bardzo zdolnych grafików czy czynnie brać udział w walce. Nie raz można się zapomnieć i zapatrzeć na świetnie opracowane postacie. Ruchy przez nie wykowane są bardzo widowiskowe, niejednokrotnie potrafią one zasłonić część ekranu, przez co nie do końca wiadomo, co się dzieje na mapie. Nie zmienia to jednak faktu, że combosy i ataki specjalne to prawdziwa uczta dla oka. Paleta kolorów mogłaby zawstydzić nawet program Photoshop, gdyż ilość barw jakie wyświetla ta gra, potrafi przyprawić człowieka o ból głowy, ale i tak nie można oderwać wzroku. Do tego wszystkiego dochodzą areny, które zostały już wykonane w technice trójwymiarowej, ale i tak prezentują bardzo wysoki poziom. Podczas pojedynków w tle można zaobserwować wiele ruchomych obiektów, które dodają jedynie smaczku wszystkim walkom. Wszystkie elementy: postacie, animacje, efekty specjalne, tła połączone w jedno tworzą najładniejszą grę dwuwymiarową dostępną na konsole obecnej generacji.

Wygląd zewnętrzny postaci to nie wszystko, one posiadają własna osobowość…
Wygląd zewnętrzny postaci to nie wszystko, one posiadają własna osobowość…

Twórcy BlazBlue chcą nam udowodnić, że walory estetyczne to jedynie element całej układanki, z której została złożona ich produkcja. Ludzie z Studio Arc System Works postanowili pójść o krok dalej i nadali swoim bohaterom prawdziwą osobowość. Dzięki temu gracz może się bardzo mocno przywiązać do jednego z zawodników. Zacznę od Taokaka. Owa dziewczyna przypomina swoim wyglądam słodkiego kotka, którego można by było przytulić, gdyby nie fakt, że posiada dwa wielkie warkocze i bardzo nieproporcjonalne ręce. Charakteryzuje się zabójczym poczuciem humoru oraz dużą liczbą ataków specjalnych, które czasami ciężko odeprzeć. Zapomniałbym dodać, że potrafi miauczeć, mlaskać, ruszać swoimi uszkami oraz wydawać przeróżne inne dźwięki. Następny w kolejce jest Ragna the Bloodedge. Ten mężczyzna to prawdziwy twardziel – w walce posługuje się ogromnym mieczem, który potrafi zrobić prawdziwe spustoszenie na arenie. Bardzo rzadko się uśmiecha, ale gdy już wyrządzi krzywdę swojemu oponentowi, to i taki wyraz twarzy może się u niego pojawić. W szeregach BlazBlue znajdziecie także młodą panią porucznik, Noel Vermillion. Przedstawicielka płci pięknej posługuje się dwoma olbrzymimi pistoletami w taki sposób, że nawet Neo i Lara Croft chcieliby u niej brać lekcje. Na dodatek owa broń palna często służy jej jako pałka, którą mocno obija swoich przeciwników. Autorzy nie mogli powstrzymać swojej wyobraźni, przez co nie raz podczas pojedynków będzie wam dane obejrzenie pośladków Noel, oczywiście w gustownych białych majtkach, jak to na Japończyków przystało. Kolejną postacią, która wywarła na mnie duże wrażenie jest Iron Tager. Zapewne w dzieciństwie kumplował się z Hulkiem, ponieważ aparycją dość mocno go przypomina. Ów wojownik to typowa góra mięśni, ale posiada coś takiego w sobie, że aż chce się nim walczyć. Może to dlatego, iż podczas wielu scenek potrafi rozśmieszyć człowieka, a także wprowadzić w zakłopotanie. Ten typ to taki mały fenomen, ale najlepiej przekonać się o tym na własnej skórze. W BlazBlue znalazło się także miejsce dla Litchi Faye-Ling. Ta pani dość mocno kojarzy mi się z Bayonettą – pewnie przez te okulary i dość ponętny strój, który zakrywa jedynie kilka fragmentów ciała bohaterki. Nie mniej jednak, zlekceważenie jej może się skończyć szybka porażką. Kobitka w walce posługuje się kijem, który potrafi wbić w ziemię i przyzwać go w najmniej spodziewanym momencie. Resztę postaci poznacie, gdy zaopatrzycie się w swój egzemplarz tej gry. Mogę tylko powiedzieć, że warto to zrobić. Powyżej opisałem w kilku zdaniach najciekawszych wojowników, jednak ich charakter, zachowanie oraz stosunek do wielu innych rzeczy poznacie dopiero w trybie Story. To właśnie tam gracz musi przebrnąć przez masę tekstu, animacji oraz ciekawych scenek. Jedne z nich są śmieszne, drugie smutne, a inne potrafią wzruszyć człowieka. Niestety, nie obyło się bez bardzo częstych loadingów, przez co na ekranie można w ciągu jednej godziny zobaczyć z 30 napisów „Now Loading…”. Dobrze chociaż, iż trwają one naprawdę krótko, przez co nie są aż tak uciążliwe.

Rozbudowany system walki dla casuali i hardcorowców.
Rozbudowany system walki dla casuali i hardcorowców.

Zagorzali maniacy elektronicznej rozrywki nienawidzą jednej rzeczy – gdy gra jest skierowana jedynie do niedzielnych graczy. Deweloperzy coraz częściej upraszają system zawarty w ich dziełach tylko po to, aby sięgnęły po nie osoby, które wcześniej nie miały styczności z podobnymi produkcjami. W dzisiejszych czasach bardzo trudno zadowolić hardcorowców, którzy widzieli już naprawdę sporo, ale połączenie ich świata z światem casuali to chyba najlepsze rozwiązanie. W BlazBlue odnajdą się wszyscy ludzie, a to za sprawą mechaniki gry, która może uprościć całą rozgrywkę, bądź przeobrazić ją w kapitalny kombajn dla prawdziwych twardzieli gatunku bijatyk 2D. Wszystkie combosy wykonuje się bardzo intuicyjnie, dzięki czemu na ekranie już od pierwszej walki możecie podziwiać naprawdę spektakularne ataki. Niedzielni gracze nie przywykli do bardzo trudnych kombinacji, które można uzyskać za sprawą wstukania 30 przycisków jeden po drugim, dlatego mogą je sobie przypisać pod prawą gałkę analogową. Teraz wystarczy ją ruszyć w jeden z czterech kierunków i wykonać określoną technikę specjalną – w BlazBlue nazywają się Distortion Moves. To taki odpowiednik Super Combos ze Street Fightera. Oczywiście na tym ułatwienia się kończą i proszę pamiętać, że ta taryfa ulgowa nie działa w trybie Online, gdzie każdy musi liczyć na własne siły. Mistrzowie walk dwuwymiarowych poczują się jak w niebie dopiero wtedy, gdy poznają cały, rozbudowany system, jaki został zaimplementowany w tej grze. Zaczynając od dużej ilości technik defensywnych i ofensywnych, po innowacyjne zagrania Drive, aż do Distortion Moves i wykończeń Astral Heat, przypominających nieco Fatality z Mortal Kombat. Każda z postaci posiada zupełnie inne ataki Drive; na przykład Litchi Faye-Ling wykorzystuje swój kij, który wbija w ziemie i potrafi nim zaatakować na wiele różnych sposobów. Może na niego wskoczyć i wykonać jakiś łańcuch zabójczych ciosów albo rzucić nim gdzieś daleko, a on po chwili wróci i trafi oponenta w najmniej odpowiednim dla niego momencie. Innym przykładem może być słodka Taokaka, która zaczyna skakać we wszystkie strony i podchodząc blisko do oponenta blokuje wszystkie jego ruchy, zadając przy tym dość spore obrażenia. Najciekawiej wypadły „finishery” Astral Heat, ponieważ większość z nich to prawdziwe sekwencje anime, w których wojownicy wykonują naprawdę fenomenalne techniki, po których przeciwnik chce tylko uciec z maty. Oczywiście, aby odpalić coś takiego, należy naładować specjalny pasek Heat; wróg ma mieć maksymalnie 20% życia i gracz musi dojść do ostatniej rundy. Dopiero wtedy można będzie cieszyć się Fatality z prawdziwego zdarzenia. Najlepiej sprawdzić nabyte umiejętności w trybie sieciowym, który został przygotowany naprawdę dobrze. Znalezienie przeciwnika jest bardzo szybkie i łatwe, przez co już po minucie jesteśmy gotowi do walki. Osobiście jestem już po 12 godzinach w Internecie i nadal nie mam dość. Zanim ktoś opanuje to wszystko, spędzi przy konsoli naprawdę sporo czasu, ale czyż nie jest to zadanie dla prawdziwych maniaków? Hardcorowcy, pady w dłoń i do dzieła!

BlazBlue: Calamity Trigger to najlepsze, co osiągnięto w dziedzinie bijatyk dwuwymiarowych. Posiada świetne, zróżnicowane postacie z ciekawymi osobowościami, mocno rozbudowany system walki przystępny dla wszystkich graczy oraz grafikę HD, która cały czas trzyma pełne 60 klatek na sekundę i kapitalny tryb Online, gdzie można walczyć bez końca. Prawdziwy MUST HAVE dla każdego posiadacza PS3 bez dwóch zdań! 

Serdecznie dziękuję sklepowi Checkpoint za wypożyczenie gry do recenzji.

Plusy:
+ najładniejsza gra 2D
+ zróżnicowane i bardzo ciekawe postacie
+ mocno rozbudowany system walki, przystępny zarówno dla hardcorowców, jak i niedzielnych graczy
+ tryb Online, który zapewni tygodnie wspaniałej zabawy

Minusy:
- tylko 12 postaci
- duża ilość Loadingów

Ocena ogólna: 9/10

BlazBlue: Calamity Trigger (PS3)

Gatunek gry: bijatyka
Wydawca polski: Sony Computer Entertainment Polska
Wydawca oryginalny: Arc System Works
Data wydania polskiego: 26 marzec 2010
Data wydania oryginału: 2009
Oryginalna strona gry: http://www.blazbluegame.com
Język gry: angielski
Tryb gry: Single player
Dostępna platforma: PS3
System operacyjny: nie dotyczy


blog comments powered by Disqus