Recenzja gry "Aliens vs. Predator"
Wyobraźmy sobie odległą planetę, a na niej ruiny, dżunglę i, oczywiście, kosmiczne artefakty. Ot, glob, jakich masę mamy w grach. Gdy do tego dodamy jeszcze korporację, która chce na tym zarobić, to dostaniemy prawie że scenariusz Avatara! Ale prócz tejże firmy są jeszcze dwie dodatkowe istoty dramatu: Obcy z kwasem zamiast krwi oraz Predator, czyli najlepszy łowca wszechświata. A jak to starcie prezentuje się w praktyce?
Dostałem angaż na Freya Prospect!
Fabuła obraca się wokół piramidy odkrytej na ludzkiej kolonii, zwanej przez niektórych Freya Prospect Colony lub, bardziej bezdusznie, BG-386. Korporacja Weyland-Yutani odnalazła tam artefakty i obce stworzenia, co poprowadziło do krwawej jatki, w której bierze udział gracz. Mimo, iż każda ze stron ma zupełnie inne cele, to przyjdzie nam po prostu oglądać tę samą historię z różnych perspektyw. Predator rozpocznie od szkolenia na macierzystej planecie, aby po krótkim wprowadzeniu, w którym zostanie zniszczony okręt Marines, wylądować w samym środku akcji, a wszystko to w celu odzyskania dawno utraconych danych. Ludzie natomiast są zmuszeni do awaryjnego wejścia w atmosferę i przeżycia – tylko tyle, a raczej aż tyle, jeśli wziąć pod uwagę towarzystwo. Natomiast nasi przyjaciele z kwasem zamiast krwi, są początkowo obiektem eksperymentów i hodowli w laboratoriach Weyland-Yutani, a ich celem nadrzędnym jest zniszczenie wszystkiego, co się rusza i przeniknięcie na inne planety. A tego wszystkiego dokonamy, przemierzając dżunglę, ruiny, wspomnianą wcześniej piramidę, ośrodek badawczy oraz rafinerię. Fabuła jest liniowa, ale przypomina całkiem dobry film akcji. Podobnie jest z długością całej historii – wprawnym graczom przejście jednej kampanii zajmie cztery do sześciu godzin, co daje nam 12 do 18 godzin rozgrywki w trybie gry jednoosobowej. Jednak zakończenie dla każdej z ras warte jest ukończenia wszystkich scenariuszy.
Dtai'k-de, czyli walka!
Przyjrzyjmy się rozgrywce. Na pierwszy ogień weźmiemy silnego przybysza z dwoma podwójnymi ostrzami zamontowanymi na nadgarstkach – przed nami najlepszy łowca wszechświata: Predator. Chyba każdy widział chociaż jeden film z tym stworem w roli głównej. Podobnie, jak w produkcjach na srebrny ekran, tak i tutaj główną bronią Predatora jest zaskoczenie i możliwość maskowania swojej obecności. Twórcy poszli o krok naprzód w stosunku do poprzednich tytułów i tym razem nasz łowca ma cały czas gotowe do akcji uzbrojenie do walki wręcz, a wszystkie dodatki, czyli miny, włócznia, działko naramienne czy wreszcie dysk, są traktowane, jako broń alternatywna. W końcu każdy myśliwy zechce spojrzeć ofierze w oczy w jej ostatnich minutach. Dla gracza oznacza to jednak spore ułatwienie, gdyż będąc gotowym do walki w zwarciu, możemy jednocześnie dość sprawnie utrudniać i skracać życie naszym oponentom. Działko plazmowe prezentuje się genialnie, a towarzyszy temu efekt znany z filmów, kiedy to Predator namierza cel. Jedyny problem, jaki znalazłem, leżał w zachowaniu włóczni, która zyskiwała wysokość, zamiast ją tracić wraz z przebytym dystansem. Po wstępnych filmach obrazujących gameplay łowcy, wszyscy obawiali się wskaźnika podświetlającego miejsca skoku. Tryb skupienia, bo tak zostało to nazwane, jest bardzo przydatny i nie przeszkadza, a wręcz pomaga w grze. Poza wspomnianymi znacznikami możemy również zdobyć informacje o przeciwnikach: jaką broń posiadają, czy lepiej ich atakować wręcz czy może zdejmować z dystansu, a nawet jesteśmy w stanie wykonać atak z doskoku, co przydaje się często zarówno w grze sieciowej, jak i w kampanii. Z pełnym spokojem mogę rozwiać obawy, jakoby wskaźnik miejsca lądowania psuł klimat czy przeszkadzał w grze – po kilku minutach korzystamy z niego intuicyjnie i doceniamy przydatność. Warto wspomnieć również o różnych trybach wizji, dzięki którym nie tylko dostrzeżemy przeciwników korzystających z maskowania – a takowych można spotkać zarówno w grze wieloosobowej, jak i w kampanii – ale też ułatwimy pracę systemowi namierzania. Termowizja została zrealizowana genialnie i można się poczuć, jak w filmie. Trochę gorzej oceniam tryb pozwalający widzieć Obcych, który sprawia wrażenie robionego na szybko i nie powala jakością. p>
Miłość do facehuggera nie ma granic, czyli Obcy w menu głównym
Obcy chroń królową!
Kampania Obcego rozpoczyna się od rozczarowania nie przyjdzie nam kierować wczesnymi stadiami rozwoju naszego kwasowego ulubieńca i od razu jesteśmy przenoszeni w skórę dorosłego osobnika z numerem sześć wypalonym na czole. I znowu pojawiają się odwołania do filmów, kiedy to podczas pierwszej z misji szturmujemy, razem z naszymi braćmi, salę królowej. Widać obcych biegających po ścianach, sufitach, atakujących z zaskoczenia i masakrujących wszystko na swej drodze. Prędkość i zwinność Obcych nie ma sobie równych, ale… Jest jeden szkopuł: kiedy przemieszczamy się w normalnym tempie nie dogonimy nawet Marines, natomiast sprint zwyczajnie się kończy. Coś jest nie tak, ponieważ kwasowcy zawsze byli szybcy, zwinni i nie musieli się zatrzymywać z powodu zadyszki. Również tutaj istnieje tryb skupienia, który podświetla kryjówki, przejścia i ofiary w zasięgu ataku z doskoku, dzięki czemu jesteśmy w stanie skoczyć i przewrócić niczego niespodziewającą się istotę. Dodając do tego możliwość przemieszczania się po każdej powierzchni i w każdej płaszczyźnie, otrzymujemy postać, która ma ogromny potencjał i jest w stanie zaskoczyć nawet najlepiej przygotowanych. Walka wręcz, zaskoczenie i szybkie ruchy, to jedyna broń Obcych – nie uświadczymy tu żadnych ataków zasięgowych, a jedynie szpony i ogon. Jednak to wystarcza, aby skutecznie dekapitować wrogów. A jeśli do tego dodamy widok feremonowy, który umożliwia dostrzeżenie oponentów przez ściany, podłogi i inne przeszkody terenowe, to otrzymamy prawdziwą maszynę do zabijania. Zawsze też istnieje możliwość przyczajenia się na suficie i zwabiania przeciwników odpowiednimi odgłosami. Efekt w grze wieloosobowej, kiedy już zniszczymy wszystkie światła i stworzymy atmosferę ciągłego niebezpieczeństwa, jest wręcz piorunujący.
Aliens vs. Predator 2010 - Alien Gameplay
Hej Vasquez, pomylił Cię ktoś kiedyś z facetem?
Totalnym przeciwieństwem obu pozaziemskich ras jest natomiast Marine, czyli typowa ludzka piechota. Nie posiadają oni żadnych zdolności, a ich atutem jest walka na dystans i szybka eliminacja celu. Jak to ostatnio bywa, postawiono na ograniczenie ilości możliwych broni posiadanych w jednej chwili: nasz człowiek może jednocześnie przechowywać pistolet i dwie bronie lekkie lub jedną ciężką. A arsenał też wydaje się skromny w porównaniu z poprzednimi częściami. Jest nieśmiertelny Pulse Rifle z dźwiękiem i wyglądem znanym z filmów o Obcych. Do tego standardowo już strzelba, karabinek snajperski, miotacz ognia oraz jedyna broń ciężka – smartgun – czyli karabin, który automatycznie namierza środek ciężkości przeciwnika. Każda z wymienionych flint posiada alternatywne tryby, co urozmaica rozgrywkę. Przykładowo, snajperka w trybie zbliżenia podświetla przeciwników, którzy chowają się za ścianami lub przeszkodami. Jednak to wszystko zostało okupione bardzo skromnymi zdolnościami walki wręcz oraz prędkością – Marine ze smartgunem nie ma możliwości ucieczki nawet przed kulawym Predatorem, dlatego też musi zawsze stać plecami do ściany i liczyć na wsparcie kolegów z drużyny. Nie zabrakło pamiętnego wykrywacza ruchu i dreszczyku emocji, kiedy pojawia się na nim punkt, a odległość gwałtownie się zmniejsza. Właśnie na dźwięku wydawanym przez detektor, tudzież na nerwowym rozglądaniu się wokół, opiera się gra Marines – latarka i flary nie dają takiego efektu, jak różne tryby wizji u Predatora czy widok feromonowy u Obcego. Ba! Często nawet bardziej zdradzają naszą pozycję niż nam pomagają. Kampania ludzi polega na budowaniu napięcia i wykorzystywaniu starych trików, wśród których znajdą się nagle spadające rury z sufitu, czy też gwałtownych animacji na naszej drodze. Jednak jest tutaj też miła niespodzianka w postaci wielu zwrotów akcji, które naprawdę potrafią zaskoczyć.
Pole walki, czyli oprawa audiowizualna
Nowe wydanie Aliens vs. Predator było zapowiadane, jako jedna z pierwszych gier obsługujących biblioteki DirectX11. Niestety, wersja prasowa pozwalała na korzystanie jedynie z trybu graficznego DX9, jednak gra i tak robiła wrażenie. Tak naprawdę każda z wymienionych ras ma zupełnie odmienną grafikę. W przypadku Predatora możemy dostrzec małe trójkąty, tudzież heksagony, z których składa się wyświetlacz, a zaaplikowanie lekarstw, którym towarzyszy genialny dźwięk znany z filmów, dodatkowo wpływa na wyświetlanie obrazu. Systemy wizji są dopracowane, a żonglowanie nimi to prawdziwa przyjemność. W przypadku Obcego spotkamy się natomiast z czymś w rodzaju cell shadingu, czyli grafiki stylizowanej na komiks. Jest to szczególnie widoczne podczas kampanii, kiedy część obiektów wydaje się wyraźnie przerysowana lub nadnaturalnie rozjaśniona. Natomiast grający Marine otrzymają typowy sposób wyświetlania obrazu bez żadnych udziwnień czy modyfikacji. Osobną kwestią jest wygląd gry. Wydaje się, jakby pracowały nad nią dwa zespoły grafików: część lokacji jest zrealizowana tak, że można się zatrzymać i podziwiać widoki, a druga część razi amatorszczyzną tekstur. Najbardziej widać to w przypadku wcielania się w Marine. Efekty świetlne zostały zrealizowane na bardzo wysokim poziomie i nie ma się do czego przyczepić. Warto tutaj wspomnieć o dostępnych dla przybyszów z kosmosu specjalnych ciosach i zakończeniach, czyli popularnych „stealth kills” oraz „finishers”. Sposobów animacji dekapitacji jest całe mnóstwo – gra cały czas zaskakuje mnie nowymi. Są one brutalne, krwiste i cieszą oko. Jedynym minusem jest to, że podczas wykonywania takiej akcji nasza postać jest wyłączona na kilka sekund, co w grze wieloosobowej bardzo często kończy się zgonem. Muzyka zasługuje na oklaski na stojąco – grając Predatorem niemal cały czas słyszałem motyw przewodni z filmu. Podobnie jest u innych ras, gdzie cały czas towarzyszy nam drugoplanowa ścieżka dźwiękowa naprawdę wysokich lotów.
Aliens vs. Predator 2010 - Marine Gameplay
Hunter, Prey, Survivor
Z przyczyn technicznych nie było mi dane sprawdzić trybów w rozgrywce wieloosobowej. Jedyne, co udało mi się przetestować, to kooperacja podczas Survivora, czyli Marines odpierający ciągle nadciągające fale Obcych. Gra wymagała zarówno zgrania, jak i myślenia i, wbrew pozorom, nie była taka łatwa. Mapy wydawały mi się małe, ale okazało się, że po pokonaniu pewnej ilości przeciwników otwierają się przejścia do dalszych obszarów, w których znajdziemy amunicję i lepszą broń. Gra oferuję mnogość rozgrywek wieloosobowych i każdy znajdzie tu coś dla siebie. Począwszy od wspomnianego Survivora, poprzez zwykły tryb Deathmatch, Deathmatch gatunkowy, aż do trybów rozbudowanych, jak Infestation czy Predator Hunt. Dwa ostatnie warte są uwagi. W pierwszym, początkowo jeden Obcy musi zatrzymać Marines, a każdy zabity żołnierz zasila szeregi zwinnych drapieżników. W drugim natomiast, grupa ludzi poluje na Predatora, ale jedynie osoba, która w danym momencie jest Predatorem, może zdobywać punkty. Zabójca łowcy sam staje się myśliwym i zwierzyną, poprzez zajęcie miejsca poprzedniego gracza. Co ciekawe, wszystkie postacie są zbalansowane całkiem przyzwoicie, co oznacza, że każdy ma równe szansę i wynik zależy od opanowania gry oraz samego gracza. Osobnym tematem jest jednak poczekalnia, która nie powala innowacyjnością, a brak możliwości wyciszenia graczy, tudzież zmiany ustawień mikrofonu na push-to-talk (aktywacja przyciskiem), jest stanowczo negatywną cechą gry. Pozostaje mieć nadzieję, że zostanie to zmienione w jednej z nadchodzących łatek.
What will you choose?
Wszystko ma swój początek. Nie inaczej jest z grami o dwóch kosmicznie zaciekłych wrogach, wspomnianych we wstępie. Pamiętne odsłony tej serii i ich jakość można by zgrabnie przedstawić w formie sinusoidy, która doskonale obrazuje wzloty i upadki serii. Jedyną zmienną jest sam gracz, który decyduje o przesunięciu przebiegu o tytuł. Jak jest z nowym wydaniem? Rebellion zdał się postawić wszystko na dynamiczną rozgrywkę oraz tryby gry wieloosobowej. Scenariusz dla jednego gracza jest napisany naprawdę dobrze, ale stanowi jedynie wprowadzenie do poważnej gry w trybie multi. Tytuł nie posiada rażących wad, ale też brakuje mu „tego czegoś”, co powoduje, że do gry chce się wracać. Może jest to spowodowane zakończeniem kampanii, może raczkującym trybem wieloosobowym, a może po trochu konsolowym sterowaniem. Ciężko powiedzieć. Jednak dla miłośników Obcego i Predatora jest to pozycja obowiązkowa z całą pewnością. Pozostali, jeśli nie nastawiają się na tryb multi, mogą traktować tę grę, jako ciekawostkę.
Aliens vs. Predator 2010 - Predator Gameplay
UWAGA! Gra testowana bez trybu gry wieloosobowej (z wyjątkiem trybu Survivor na dwie osoby). Ocena dotyczy rozgrywki dla jednego gracza.
Plusy:+ klimat
+ oprawa dźwiękowa
Minusy:
- konsolowe sterowanie
Aliens vs. Predator
Gatunek gry: FPPWydawca polski: CD Projekt
Wydawca oryginalny: Sega
Data wydania polskiego: 19 luty 2010
Data wydania oryginału: 2/2010
Język gry: angielski
Tryby gry: Multi player, Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows Vista, Windows XP
- Procesor: 3.4 GHz Intel Pentium 4
- Pamięć operacyjna: 1 GB (Windows XP)/ 2 GB (Windows Vista)
- Karta graficzna: GeForce 7900, Radeon X1800
- HDD: 4.6 GB
- Karta muzyczna: zgodna z DirectX
Sklep
Forum







