Test odtwarzacza MP3 Creative MuVo T100

Autor: Esse
Korekta: aDiego
22 marca 2008

Boom na odtwarzacze mp3 wywołany przez słynnego iPoda firmy Apple można opisywać bez końca. Jednak nie o tym będziemy dziś pisać, lecz o jednym z potomków tego wydarzenia. Panie i Panowie – przedstawiam Wam Creative MuVo T100.

Pierwsze wrażenie

Pierwsze wrażenie jest bardzo dobre – urządzenie jest małe i estetyczne. Do przetestowania trafiła mi się wersja czarna o pojemności 2 GB. Dostępne są również kolory biały, niebieski i różowy, w tym także o pojemności 4 GB. W pudełku oprócz samego urządzenia znajdziemy słuchawki douszne, trzy instrukcje i roczną gwarancję.

MuVo ma wbudowaną baterię, która według producenta pozwala na 10h pracy. Z przodu znajdziemy diodkę, która pokazuje aktualny stan naładowania i 5 przycisków. Po bokach mamy jeszcze odpowiednio opcję bass boost i przełącznik trybów – powtarzanie utworów, odtwarzanie po kolei i przeskakiwanie folderów.
Na górze znajdziemy wyjście standardowego minijacka, co zaoszczędzi nam problemów z przejściówkami.

Model ten nie posiada wyświetlacza, jednak trudno to nazywać wadą lub zaletą. Nie ma co ukrywać, że dzięki temu cena odtwarzacza jest niższa.

Ładowanie i wrzucanie

Po podłączeniu do komputera automatycznie zaczyna się proces ładowania baterii. I tutaj niestety pojawia się pierwsze zastrzeżenie – w momencie w którym nie mamy dostępu do komputera, nie naładujemy naszego MuVo. Podłączamy go bezpośrednio do złącza usb, co z jednej strony jest zaletą (zwłaszcza w połączeniu z jego funkcjonalnością pendrive'a), jednak nie skorzystamy chociażby z ładowarek miniusb podłączanych do kontaktu.

Dioda miga na czerwono, odtwarzacz grzecznie się ładuje. Czas zacząć wrzucać utwory. Robimy to poprzez standardowe przeciągnij/upuść (oczywiście, jeśli ktoś ma fantazję, może korzystać chociażby z Windows Media Playera, który obsługuje urządzenie bez żadnych dodatkowych sterowników). Prędkość zapisu to ok. 2,4 mb/s (699 mb plik kopiował się 4:48 min), co niestety sprawia, że urządzenie jest troszkę zbyt wolne. Odczyt oscyluje w granicy 10,2 mb/s, co jest już na przyzwoitym poziomie.

Po przekopiowaniu utworów i ok. 3h czekaniu na całkowite naładowanie, nastąpił kolejny problem – MuVo nie obsługuje bezstratnej kompresji (ani flac, ani wma). Obsługiwane formaty to wma stratny, mp3, wav i audible. Oznaczało to konieczność konwersji sporej części utworów i kolejne ich kopiowanie.

Gramy!

Po wszystkim włączyłem odtwarzacz, usłyszałem muzykę na dołączonych słuchawkach... i niestety zawiodłem się. Dźwięk był po prostu tragiczny. Wysokich tonów było jak na lekarstwo, całość zaś brzmiała bardzo tępo. Wystarczyło na szczęście podłączyć porządniejsze „pchełki”, aby odczucia zmieniły się diametralnie. Okazało się, że MuVo generuje naprawdę świetny dźwięk. Otrzymujemy dobre, czyste brzmienie z ładnie wyważonymi tonami. Oczywiście o ile nie włączymy bass boosta, który zamiast wzmacniać basy, przycisza wszystkie inne tony, tragicznie spłaszczając dźwięk i wywołując odczucie tępości brzmienia.

Nie zawiesisz MuVo na szyi

Niestety po tej dawce miodu, przyszedł czas na łyżkę dziegciu. Zacznijmy od sprawy drugorzędnej – braku equalizera, a także brzydkich trzasków przy włączaniu/wyłączaniu urządzenia. Ale naprawdę podstawową wadą – tak naprawdę trudno powiedzieć dlaczego ona właściwie występuje, gdyż powinna zostać wyeliminowana już na etapie koncepcji, jest miejsce do przymocowania smyczy. Zostało ono ulokowane na... skuwce. Ciężar ok 400 g powoduje jej ściągnięcie, co równa się sile potrzebnej do zgubienia / zerwania urządzenia z szyi.



Ciężka ta nawigacja

Przeskakiwanie folderów odbywa się niestety tylko w jedną stronę. Osobiście takiego standardu najzwyczajniej w świecie nie akceptuję. Zbyt wiele razy w ciągu paru dni użytkowania, zdarzało mi się o jeden raz za dużo wcisnąć guzik i narzekać, że musiałem po raz kolejny wciskać przycisk następne 10-12 razy.
Kolejna wada, również dosyć bolesna, to brak blokady przycisków. Czyli mówiąc inaczej – nie schowasz MuVo do kieszeni spodni, bo zaraz coś się wciśnie: zmieni się utwór albo urządzenie włączy się w niepożądanym momencie (np. w plecaku na lekcji). Nie będziesz go nosić też na szyi, bo łatwo go jest zgubić. Dodatkowo cały czas patrząc na MuVo T100 miałem wrażenie dziwnego podobieństwa do iPoda Shuffle pierwszej generacji.



Podsumowanie

Gdy nadchodzi czas podsumowania bardzo ciężko sformułować jednoznaczną ocenę. Podczas paru dni użytkowania pod względem dźwięku odtwarzacz sprawował się naprawdę świetnie. Minusy, jakie przeszkadzały w użytkowaniu to felerna zawieszka na szyję, sposób przełączania folderów, brak blokady i (jednak) brak wyświetlacza. Ostatni minus wpływa na to, że mamy brak informacji o słuchanym utworze, poziomie naładowania baterii itp. Jednakże należy wspomnieć o cenie – w internecie MuVo T100 można kupić już od 84 złotych! Jak za 2 GB odtwarzacz MP3 jest to zdecydowanie przyzwoity koszt.

Jeśli zależy Ci na pojemności i jakości dźwięku, ale jednocześnie ważna jest dla Ciebie cena i nie przeszkadzają Ci wymienione w teście wady – możesz śmiało wybrać ten odtwarzacz. Pamiętać jedynie należy, że trzeba dokupić do niego porządne słuchawki.

Plusy:
+jakość dźwięku
+dobra głośność maksymalna
+stosunek pojemność / cena
+całkiem fajny wygląd
+mały rozmiar
+wbudowany akumulator

Minusy:
-złe miejsce mocowanie smyczy
-tragiczny bass boost
-brak equalizera
-zostają mocno widoczne odciski palców na odtwarzaczu
-bez komputera nie ma możliwości naładowania baterii
-przełączanie folderów w jedną stronę
-brak wyświetlacza
-koszmarne słuchawki
-trzaski przy włączaniu i wyłączaniu

Wygląd: 4
Jakość wykonania:
3,5
Jakość odtwarzania:
5
Funkcje:
1,5
Cena / jakość:
5

Ocena końcowa:
4 / 6



blog comments powered by Disqus